"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

sobota, 25 kwietnia 2015

Czemu ludzie leczą zwierzęta.

Ostatnio, gdy próbowałam "wyłowić" zza szafki, za którą wpadło mi arkowe lekarstwo - 55-60zł za jeden listek, warte każdego poświęcenia, by je wyłowić! - zastanawiałam się, co sprawia, że ludzie decydują się na leczenie swoich zwierzaków.

Leczenie Arki jest stałym elementem mojego skromnego budżetu. Lekarstwa, karma weterynaryjna, czasami wizyta u weterynarza i dodatkowe leki. Dobrze, że nie ma przypadłości wymagającej większej troski typu dializy czy fizjoterapia. Dobrze, że udało mi się zmniejszyć u niej dawkę jednego ze stałych leków - poprzednie dwie próby spełzły na niczym.

Jedno trzeba przyznać, na leczeniu psów da się nieźle zarobić. Same usługi weterynaryjne swoje kosztują, do tego specjalistyczne badania, leki, karmy, fizjoterapia, akcesoria... Np. ostatnio dowiedziałam się o nowych kubraczkach dla psów, które pomagają poprawić temperaturę i napięcie mięśni. Człowiek czasami dba o psa bardziej niż o siebie, wydaje połowę lub całą pensję, tylko aby psi przyjaciel znów poczuł się dobrze. Znam pare takich osób, które zaniedbują własne zdrowie, nie leczą się, nie badają, ale ich psy mają najlepszą opiekę weterynaryjną, jaką można sobie wyobrazić. Czy to jest zdrowe zachowanie? Tu pojawia się trudne pytanie.
Nowy wystrój Arkowej klatki :) Tak wygodnie, że nie chce się wstawać.
Wiele firm chce zarobić na ludzkich emocjach i przemysł zwierzęcy nie jest w tym inny. W końcu dla psa nie ma znaczenia kolor zabawki (chyba, że jest dla niego prawie niewidoczna) czy jej cena. Jak właściciel chce się bawić, to jest super i tyle. Arce wystarczy źdźbło trawy, patyczek czy stara piłka do zabawy ze mną, by była najszczęśliwszym psem na świecie. Ale sklepy zoologiczne aż nie mogą pomieścić wszystkich nowych, wymyślnych rodzajów zabawek, którymi oczywiście pies będzie lepiej się bawił [sarkazm]. Chyba mnie to jednak dopadło, bo sama skusiłam się na mega wygodne posłanie w owieczki, by pomóc trochę Arce spać spokojnie.

Niby sporty kynologiczne to też fanaberia dla ludzi ze zbyt duża ilością wolnego czasu. Tylko ciekawe czemu ciągle myślami wracam do agility i do obedience (choć jakoś do tego pierwszego bardziej) i czemu ciągle myślę czy by nie spróbować znowu potrenować z Arosławą.

Jeżeli chodzi o wetów, to jest pewnie tak jak u ludzkich lekarzy - nawet gdy do końca nie wiadomo o co chodzi, to jakąś diagnozę trzeba postawić. Oczywiście nie mówię, że weci są źli, że liczą tylko na pieniądze - bo lecząca moje zwierzaki Pani Aneta jest całkowitym zaprzeczeniem tego stwierdzenia. Ale niektórzy też mają tendencje do proponowania kolejnych i kolejnych badań, terapii i leków, które nie są niezbędne, a czasami całkowicie można się bez nich obyć.
Arusia w błogim stanie
Na razie cieszę się, że Arosława ma mniej-więcej ustabilizowany stan swojego ciałka. Czasami niestety pojawia się jeszcze bardzo silna kulawizna, trwa nieprzerwanie przez pare dni, by potem przejść sama. To duża zagadka, co jej siedzi w tej łapie, co tam się dzieje, że ani ortopeda, ani neurolog nie mogą tego odnaleźć. Widząc jak Arka męczy się podczas tych gorszych dni, jak nie może wstać by mnie przywitać, nie może podejść, bo tylna łapa nie odpowiada, aż boli mnie serce. Zastanawiam się w takich momentach, czy nie zaryzykować znowu, czy nie przeprowadzić kompletnej terapii Trocoxilem i mieć nadzieję, że wątroba, nerki i serce przetrwają kolejne dawki. Niby zabrałoby to ból, ale przy jakim ryzyku, nie wyobrażam sobie stracić Małej Czarnej w tak młodym wieku. Dlatego nie dziwię się, że ludzie decydują się leczyć swoje zwierzęta.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Arkowa empatia

Jakiś czas temu przekonałam się jak bardzo empatyczna jest Arka. Jak łatwo odgaduje moje emocje, jak bardzo obserwuje mnie i odpowiednio reaguje widząc nawet delikatne zmiany. Czasami mam wrażenie, że wszystko wie i reaguje jeszcze zanim zdążę coś pomyśleć, a co dopiero powiedzieć :)

Dwa dni temu zdarzyło mi się mieć operację. Niby nic wielkiego, nie nagła sytuacja, nic zagrażającego życiu, ale pełna narkoza na 2 godziny, a teraz bolesne szwy i jedna rana trudnogojąca się. Jak można się domyśleć jestem zobolała, moja aktywność ogranicza się do spania, czytania, jedzenia i spacerku do łazienki. Nawet wizyta w szpitalu na zmianę opatrunków skończył się dużym osłabieniem. Ale nie ma co biadolić :)

Kwestią, o którą mi chodzi jest zachowanie Arki. Już gdy wyjeżdżałam z domu do szpitala, po ostatnim naszym spacerze była bardzo zasmucona. Położyła się tylko na swoim typowym miejscu i obserwowała co się dzieje. Już wtedy musiała coś przeczuwać, bo od osób pilnujących jej wiem, że aż do mojego powrotu ciągle czekała przy drzwiach, leżała tam i wypatrywała mnie. Normalnie przy mojej nieobecności zachowuje się inaczej.
jeszcze pare miesięcy były prawie wrogami :)

Gdy wróciłam chyba mnie nie poznała :) Niby ogonek się machał, cztery łapki dreptały i ogólnie było jej pełno, ale nie pasował jej mój zapach. Niby się ucieszyła, ale do końca nie była pewna czy mnie nie podmienili :)

Teraz natomiast bacznie mi się przygląda. Widać, że rozumie, że jest ze mną coś "nie tak". Nie podchodzi, nie przeszkadza, nie pałęta się pod nogami gdy sobie drepczę. Ale czuwa i rano nawet próbowała wcisnąć zabawkę do ręki by mi humor poprawić :) Taki sobie mały śmieszek.
śmieszek taki :)

Zauważyłam, że bardzo dobrze mnie "czyta". Nie jest typem psa, który przytuli się gdy mam łzy w oczach, ale i tak robi swoje. Wie gdy jestem zajęta i nie mam czasu na zabawę, wie doskonale kiedy schodzę na dół wyjść z nią na spacer (choćbym nic nie mruknęła), a kiedy tylko po coś innego. W sytuacji, gdy w ciągu paru sekund przeżyłam ogromny szok i prawie, że panikę, sama zdenerwowała się i zaczęła panicznie szczekać. Zauważyłam, że przy mnie bardzo uspokaja się, mniej boi się wszelkich "strachów". Wystarczy, że ją zawołam i przestaje panicznie się bać.

Jedno pozostaje pewne - niezależnie jak bardzo psica by mi współczuła, gdy zbliża się pora karmienia, nic ją nie obchodzą moje bolączki - żarcie ma być w misce i to już! :)