"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

piątek, 31 lipca 2015

Nowotwór

Jest taka zasada, że nie kopie się leżącego, co nie? Najwidoczniej ktoś o niej zapomniał i po niemiłych doświadczeniach z hodowczynią, pojawiło się kolejne zmartwienie. U Arki został zdiagnozowany włókniak.
Tyle szczęścia w nieszczęściu, że to łagodny nowotwór. Nie powinien dać przerzutów, choć wskazuje, że Arka ma skłonności genetyczne do raka. Niestety jest marnie umiejscowiony, bo na szyi, tuż po obrożą. Drażnienie takiego guza może pogorszyć sprawę...
Na razie nic z tym nie robimy, by nie doprowadzić do rozsiania kolejnych guzków (włókniaki bardzo często odrastają lub rozsiewają się gromadami, jest też możliwość zezłośliwienia do postaci włókniako-mięsaka przez drażnienie), Arka dostaje leki na wzmocnienie odporności, a guzek będzie obserwowany, by ewentualnie szybko zareagować skalpelem gdyby coś się babrało.
przyczyna zamieszania
Wszystko pojawiło się nagle - Arka mocno drapała się w kark, jakby mocno ją coś swędziało. Po "ręcznym" badaniu na początku myślałam, że to kleszcz, bo takiego kształtu, wielkości i koloru jest to obecnie. Rodzinny medyk jednak szybko postawił diagnozę - włókniak. Pani Aneta tylko potwierdziła moje obawy, pocieszając jednak, bo zmiana jest jeszcze bardzo mała. Zawsze mogło być gorzej - włókniaki potrafią urosnąć i na narządach wewnętrznych, w tym na sercu.

Powiadomiłam szybko o tym hodowczynię i właścicielkę ojca Arki, zwłaszcza po wydarzeniach związanych z tą pierwszą. Tu długo mogłabym mówić o różnicy między reakcjami obu, ale chyba nie ma to już znaczenia. Zastanawiam się nad dodaniem informacji o Arce do bazy bczdrowie, żeby informacja ta była gdzieś publicznie. Przed sobą mam jeszcze poinformowanie właścicieli rodzeństwa Arki.

Smutne, bo predyspozycje do nowotworów nie są niczym wesołym. Oby była to tylko pojedyncza zmiana i oby tylko łagodna. Nie słyszałam o innych przypadkach nowotworów lub raków w rodzinie Arki, choć rodzice Siaka - jej ojca - zmarli dosyć młodo. Gdy dowiadywałam się o tym, było to tłumaczone dużym obciążeniem przez całe życie, ale kto wie, czy jakiś ukryty nowotwór nie miał tu znaczenia?
male, zmęczone, zielone od trawy łapki
Dbajcie o swoje psy. Badajcie je regularnie, wymacujcie, dotykajcie palcami wszędzie. Ponoć coraz więcej psów ma zapadać na nowotwory.

P.S. Może jest trochę sprawiedliwości na świecie - hodowczyni Arki została wydalona z czeskiego klubu Border Collie.

13 komentarzy:

  1. Tylko tego Wam brakowało :( Trzymam kciuki za Arkę, zdrówka dla niej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku. Szkoda Arki. Jak wrócę od cioci wymacuję swoje psiaki. Chociaż jedno z tego jest dobre. Pozdrawiamy i zapraszamy na nowy post. dziennik-labow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. kurcze no. Tak szkoda Arki. Najlepiej by tą "hodowczynię" z CMKU wywalili, bo klub to klub istnieje i zrzesza miłośników rasy, ale nie daje prawa do rozmnażania, w przeciwieństwie do FCI i organizacji sprzymierzonymi z tym związkiem. A zawsze to coś z tym wyrzuceniem, ja szukając informacji o hodowlach szukam właśnie przez kluby ras.

    A jakie badania się robi na nowotwory?

    OdpowiedzUsuń
  4. U mojej suki został wykryty gruczolak, ma za sobą dwie bardzo rozległe operacje, ale jak na razie jest w porządku, choć mam wrażenie, że to tylko czas przejściowy. Obecnie nie ma już ani jednego sutka. Co wizytę u weterynarza jest badana.
    Trzymam kciuki, żebyście nie musiały tego przechodzić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że dodanie informacji do bazy jest dobrym pomysłem.
    Moja miewa jakieś dziwne guzki i muszę iść z tym do weta, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na kiepsko wyjętego kleszcza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny psiak, jakby jedno nie wystarczyło :/ Tyle tego... Dobrze chociaż, że szybko zdiagnozowane, mojej cioci pies prawdopodobnie w poniedziałek będzie uśpiony, z powodu raka, za późno wykryty, nie dało się zoperować, a brzuch jak pół psa lub nawet większy :/ Czemu psy muszą chorować

    OdpowiedzUsuń
  7. strasznie szkoda suczki, ciągle pod górkę... duuuuużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  8. U mojego małego też pojawił się guzek - tyle, że podskórny. Urósł w dość szybkim tempie i teraz czekam na decyzję weterynarza, czy lepiej to usunąć czy nie ruszać bo psa ani to nie boli ani mu nie przeszkadza. Przykro czytać, że kolejne Arkowe problemy się pojawiają. Trzymam kciuki, aby nie powstało z tego nic gorszego. Odwalasz godną podziwu robotę z informowaniem właścicieli psów, którzy mają psa z tej hodowli co Arka. Chyba nie jestem w stanie wyobrazić sobie ile energii musi kosztować Cię to wszystko. Powodzenia i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak tak czytam Twojego bloga to podziwiam Cię za wytrzymałość i cierpliwość. Arka jest pięknym psiakiem i dobrze, że ma taką Właścicielkę jak Ty :-)
    Cieszę się, że hodowczynie wydalili z klubu! Jest to bardzo dobra wiadomość!

    Trzymam za Was kciuki i mam nadzieję, że ta zmiana zostanie taka jak jest i nic gorszego już się nie stanie!

    pozdrawiam
    ONH

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyjątkowo macie pod górkę... teraz najważniejsze - oby powolutku do przodu. Hodowczyni dostała za swoje, ale mam nadzieje, że CMKU ją konkretniej ukarze

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze,że to zauważyliście. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Trzymajcie się dobrze i pamiętajcie, żeby jak najmniej się martwić! Pozdrawiamy z Mańkiem i życzymy Wam dużo wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytając blogi poświęcone psiakom trafiłam na Twój blog. Też miałam i mam psiaki (choć nie rasowe ale klasyczne kundelki). Zawsze się martwię kiedy słyszę o psiej chorobie. Przy mojej poprzedniej suni walczyłam przez 6 lat z niewydolnością trzustki, wątroby, a na koniec nerek przez poprzedni rok i przy tej okazji spotkałam wspaniałego weterynarza i chyba tylko dzięki niemu Boycia odeszła od nas dopiero rok temu w wieku 13 lat a nie 6 lat wcześniej (inni już wcześniej powiedzieli że niewiele się da zrobić i może nie warto walczyć o sunię). Piszę o nim, bo wiem że jest wybitnym specjalistą w zakresie onkologii zwierzęcej. Choć moja Boyka nie chorowała na nowotwór, to chodząc do niego regularnie spotkałam wiele szczęśliwych wyleczonych psów z nowotworów. Wiem, że mieszkacie w Warszawie, ale może warto spróbować konsultacji w sprawie Arki u niego we Wrocławiu. W razie czego podaję namiary na Pana doktora: Wojciech Hildebrand, Przychodnia Weterynaryjna NeoVet s.c. Wrocław, ul. Świt 65; tel 71/337-19-62; http://www.neovetwroc.pl/. Życzę zdrowia Arce. Będę śledzić Wasze losy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Być może sam się wchłonie, a może przydałaby się biopsję zrobić. Mam nadzieje że wszystko będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń