"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

piątek, 17 lipca 2015

Dlaczego nienawidzę hodowczyni Arka.

Człowiekowi wydaje się, że gdy już wybrał sobie rasę przyszłego psa, gdy już zdecydował, że ten moment jest najlepszy na przygarnięcie nowego czworonoga, to w zasadzie zakup szczeniaka nie jest niczym wielkim. Co więcej, myśli sobie, że liczą się psy a nie hodowca, że nie ma on żadnego znaczenia. Sześć lat temu również tak myślałam, teraz gorzko tego żałuję.

Hodowczyni Arki - Eliški Jaňourová'ej - szczere nienawidzę, a mam powody. Dlatego też otwarcie pisze jej imię. Zaszła mi bardzo głęboko za skórę już w pierwszych chwilach gdy trzymałam Arkę na rękach.

Gdy te pare ładnych lat temu zdecydowałam się na border collie, trochę zajęło mi znalezienie odpowiedniej dla mnie hodowli i miotu. Początkowo szukałam w Polsce, jednak nie znałam za wielu hodowli, a z tych, które udało mi się odszukać, nie wszystkie były interesujące. Kontaktowałam się z jedną, która mnie zainteresowała, miałam nawet dostać stamtąd psa na warunek hodowlany. Jednak z powodu kłótni między hodowczynią a współwłaścicielką matki miotu nie otrzymałam szczeniaka (zawiła sytuacja), z następnego miotu tez zrezygnowałam, bo nie chciałam wdawać się w takie skomplikowane relacje. Tak też zaczęłam szukać w Czechach, trochę też w Niemczech. Pisałam do paru hodowli z psami w moim typie, traf chciał, że trafiłam i na hodowlę Deabei. Mieli wtedy miot po Siaku, bardzo spodobało mi się to połączenie. Niestety wszystkie maluchy były już zajęte. Hodowczyni dała mi namiary na hodowlę Z Rise Fantasie, gdzie akurat miał być miot również po tym samym psie. Anette, czyli matka miotu też całkiem mi się podobała (na ile można ocenić przez internet), dlatego też skontaktowałam się z Eliską. Bardzo żałuję, że w tym momencie nie zastanowiłam się jeszcze 10 razy, nie klepnęłam w pustą głowę i po prostu nie poczekałam na kolejny miot w Deabei. Tamtejszą hodowczynię miałam potem okazję spotkać na wspólnym zlocie borderowym i wiem, że jest to osoba z ogromnym sercem do zwierząt. Moje losy na pewno całkowicie inaczej by się potoczyły i może miałabym teraz wspaniałego psa, o jakim marzyłam, do tego zdecydowanie mniej problemów.

Stało się jak się stało, zarezerwowałam szczeniaka w innej hodowli. Początkowo była to Abygail, marzył mi się czekoladowy Border. Teraz mam więcej wiedzy i wiem, że nie powinno się wybierać szczeniaka tylko po kolorze, zanim nie wyklaruje się charakter - wtedy tego nie wiedziałam. Gdy maluchy miały 4 tygodnie pojechałam je odwiedzić. Chciałam zobaczyć dokładnie matkę i szczeniaki, porozmawiać z hodowczynią. Anette jest całkiem fajną suczką, socjalną, chętną do zabawy, choć nie jest to taka psia przytulanka - prawdopodobnie po niej Arka ma niechęć do zbytniej bliskości. Maluchy ogólnie były całkiem żywe, a największym rozrabiaka była Arka - pogryzła mi sznurówki, wszędzie latała, wyszła potem za nami z domu gdy reszta maluchów padła. Zmieniliśmy rezerwację na nią głównie z powodu wyglądu Abigail - wyglądała dosłownie jakby była chora i miała niedługo zdechnąć. Marne futerko, trochę nabrzmiały brzuszek, ciągle spała w kącie... Wolałam mieć zdrowego i żywego czarnego psa niż krótkożyjącą czekoladę. Co ciekawe obecnie Abigail jest używana w hodowli... Ale to nie jej historia.

Na odbiór Arki umówiliśmy się w Cieszynie - zaufałam hodowczyni, wydawało mi się, że wszystko jest ok, to czemu by nie? Byłam nieźle zdziwiona, gdy z kontenerka wyjęła śmierdzącą (strasznie!), trzęsącą się kulkę... Chwila konsternacji: co robić?... Tu kolejny mój błąd, bo pod wpływem emocji, chwili, pośpiechu i wielu innych wzięłam Arkę. Mogłam zrezygnować, stracić te pareset złotych zaliczki (za Arkę zapłaciłam typową cenę, jaka była wtedy za szczeniaki w Polsce) i znaleźć coś normalnego. Niestety zbyt mało doświadczona byłam w sprawach kupna psów - Arka to mój pierwszy pies z hodowli, wcześniejsze były kundelkami ze schroniska.

Początkowo było całkiem fajnie, choć psica zachowywała się mocno niepewnie, brakowało jej jakiegokolwiek zaufania czy obycia z czymkolwiek. Zaczęłam socjalizację, chodziłyśmy do parków, poznawała różne aspekty życia w cywilizacji. Dużo miała problemów, ale większość zaakceptowała. Problem pojawił się, gdy skończyła równo 3 miesiące - tego dnia ugryzła po raz pierwszy człowieka. Bez uprzedzenia, bez sygnałów uspokajających, bez jakiegokolwiek powodu. Szok dla wszystkich.
Zaczęłam szukać pomocy u różnych szkoleniowców, bo problem się pogłębiał i to bardzo mocno i bardzo szybko. Różne rzeczy przeżyłam i różne rzeczy się działy, czasami bardzo dziwne zachowania, czasami nawroty agresji. Nasze przygody można by długo opisywać, ale nie w tym rzecz.

Po wzięciu Arki urwał się kontakt z hodowczynią. Typowe, co nie? Sęk w tym, że zapłaciłam za rasowego psa i zależało mi na rodowodzie - czekałam na rodowód eksportowy, który miałam mieć przysłany pocztą. A tu cisza... Nic nie dały moje maile, nawet telefony (Eliska nie zna chyba żadnego języka obcego, polsko-czeska mieszanka też nic nie pomogła, albo ona nie chciała po prostu zrozumieć). Rodowód Arki mam wyłącznie dzięki właścicielom Siaka i czeskiemu klubowi Border Collie, skontaktowali się ze mną, załatwili formalności i przysłali dokument. Innymi słowy Eliska złamała umowę, którą sama napisała i podpisała... W tamtym momencie byłam już na tyle wkurzona na nią, że myślałam o pozwie. Może by to ją czegoś nauczyło, gdybym miała pieniądze na prawników...

Tak mijały lata, informowałam ją wielokrotnie o stanie Arki - zarówno o jej problemach psychicznych jak i o wynikach badań i chorobie. Wiedziała wszystko bardzo wcześnie, nic nie ukrywałam.
Tym bardziej zdziwiło mnie gdy teraz napadła na mnie i stwierdziła publicznie, że nic jej nie wiadomo o jakichś chorobach w tym miocie. Zaczęła bardzo mnie atakować, wraz z właścicielką Abigail (broniącej linii hodowlanej, którą w końcu rozmnażała), było to po prostu szokujące.

Myślałam, że nie będzie więcej rozmnażać Anette, od dłuższego czasu nie widziałam jej zdjęć, choć chwaliła się jakimiś innymi psiakami. Nawet zastanawiałam się czy jeszcze żyje. Dlatego tak zdziwił mnie nowy miot. Na szczęście urodziły się tylko dwie sunie (ponoć po bardzo trudnym porodzie zakończonym cesarką), mniej psiaczków będzie cierpieć z jej powodu.

Ostatnio napisała do mnie jeszcze jedna dziewczyna, która również nacierpiała się swoje przez Eliskę. Ma ona sukę (Lentilka z Bengasu) na współwłasność z nią, mieszka ona u niej. Niestety zachorowała na BCC, co jakby nie patrzeć nie jest ciekawą chorobą. Nie zgadzała się na jej krycie, by nie powoływać na świat chorych szczeniąt, co skończyło się ogromną kłótnią i nawet odebraniem psa...
Niestety dopiero teraz wiem jak złą sławę ma Eliska w Czechach. Brak obeznania ze "światkiem" sprawia, że trudno dotrzeć do informacji. Jest trochę forów, gdzie ludzie poszkodowani przez nią opisują swoje przeżycia. Niedługo chyba też tam coś napiszę, by przestrzec innych... Na wszelki wypadek zachowałam sobie nawet screeny naszej wymiany zdań.

Tacy ludzie zdecydowanie zabierają przyjemność z posiadania rodowodowego psa. Trzeba przez takich oszustów wiecznie uważać, patrzeć każdemu na ręce, przeszukiwać cały internet. Wiem, że następny mój pies będzie zdecydowanie bardziej sprawdzony, tak samo jak hodowla.

17 komentarzy:

  1. Chyba miałam podobną sytuację do twojej. Lusia co prawda jest z Polski, więc kontakt z hodowcą jakby był lepszy, ale to, co zrobiła, gdy dowiedziała się, że pies jest chory, lekko mówiąc, załamało mnie. Zaczęła się bronić, zastrzegać, że to na 200% nie jest jej wina, szukała we mnie sprawcy, a nawet wzięła udział w publicznej rozmowie na mój temat, że kłamię i nie mam dowodów na dysplazję. Wtedy, gdy brałam Lusię, też nie byłam doświadczona w kupowaniu psów, nie znałam borderowego świata tak dobrze, jak teraz. Trochę żałuję mojego wyboru, ale z drugiej strony tak się zżyłam z Lu, że nie zamieniłabym jej na innego.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję Ci takich przeżyć. Miałam okazję poznać hodowczynię Twojego psa i początkowo wydawała się ok, ma całkiem duża wiedzę o rasie. Ale wraz z czasem widziałam jej kłótliwy charakter, szczególnie na forach publicznych. Nic ciekawego... Smutne jest też niepodawanie wyników badań szczeniąt z hodowli. Mam wrażenie, że trochę osób zawiodło się na tym przydomku, choć wiem, że są też zadowolone osoby.

      Usuń
  2. Podobno w Polsce nie warto szukać hodowli, jeżeli chcemy mieć użytka "pełną parą", nie tylko na papieże bądź sugerując się na eksterierze. Takie przekonanie panowało kiedyś, kiedy showy były mieszane z ISDSami w celu uzyskania wszechstronnego psa "do wszystkiego" (czy tylko mnie krew zalewa na widok takich "mieszanek"?). Obecnie sytuacja chyba znacznie się poprawiła, przynajmniej w tych bardziej znanych i doświadczonych hodowlach. No ale kiedy zajrzymy do tych z południa, to widać, że też nie jest ciekawie. Zachodzę w głowę, jak ludzie muszą być podli i bezmyślni, żeby dopuścić do takiej sytuacji, jak twoja. Ręce opadają.
    Cholernie ci współczuję i życzę szczęścia w wyborze kolejnego psa! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, przyda się ;)
      W Polsce trochę się pozmieniało przez te lata, pojawiły się nowe, ciekawe i sprawdzone linie, ale jest też dużo byle jakich hodowli, które wyrosły jak grzyby po deszczu ze względu na modę na rasę. Da się coś znaleźć dobrego, ale trzeba obserwować, czasami czekać, dowiadywać się itd. Przydomki, z którymi mogłabym wziąć przyszłego psa dałoby się wyliczyć na palcach dwóch rąk, przy ostre selekcji tylko jednej. Na południu pewnie jest jeszcze gorzej, dlatego coraz bardziej spoglądam na zachód.

      Usuń
  3. Zawsze, kiedy przypomina mi się Twoje położenie krew mnie zalewa. Teraz mam sucz ze schroniska, nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała hodowlańca - ale jeśli, to kurde, płacąc te dwa-trzy-cztery tysiące chce mieć psa z jak najmniejszą szansą na choroby, z miotu zaplanowanego i przemyślanego, po rodzicach przebadanych wzdłuż, wszerz i po skosie. Sama nie wiem, czy bardziej oburza mnie stosunek hodowczyni do Ciebie, czy fakt, że Abigail ciągnie linię hodowlaną. Nie wiem, chyba powinno się prywatnego detektywa wynajmować, jeśli człowiek zapragnie psa z dobrej hodowli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko Abigail, ale też Ares - jest reproduktorem i miał już kilka miotów, jeden w polskiej hodowli Energizer. Także geny idą dalej, niestety.
      Ponoć hodowczyni Arki zostawia sobie z nowego miotu sukę po tej samej matce, także dalej będzie rozmnażać te linie. Do ludzi się nie przemówi, niektórzy mają po prostu zamknięty umysł na cokolwiek.

      Usuń
  4. Bardo współczuję. Piano jest w typie, a mimo to kontakt z poprzednim właścicielem mam wspaniały. Biorąc go, w tych tematach byłam zielona, ale teraz wiem, że jeśli kiedyś będę miała drugiego, wymarzonego bordera, będzie on z hodowli, którą wcześniej dokładnie prześwietlę.
    pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że lepiej trafiłaś, nie zawsze tak jest.

      Usuń
  5. Kurcze, najgorsze jest takie działanie w emocjach, mam podobnie i pewnie postąpiłabym tak samo- wzięłabym psa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popełniłam taki typowy błąd. Niby się mówi i tłumaczy, by nie ulegać emocjom, ale jestem strasznie emocjonalna. Zdrowy rozsądek nie zadziałał. Mam za to całkiem fajną towarzyszkę życia i nauczkę na przyszłość ;)

      Usuń
  6. Obserwuje Twoje zmagania z psychiką i zdrowiem Arki od samego początku. Współczuje Ci, bo zdecydowałaś się na rasowego psa, który okazał się za przeproszeniem wielką chałą. Gratulacje dla Ciebie, że dalej walczysz z Arką, a nie jak inni kupujesz entego psa szukając tego zdrowego (nie ma co się oszukiwać, bordery nie są zdrową rasą)...


    Jeśli będziesz opisywać tę sprawę na forach, daj znać. Jestem ciekawa reakcji innych ludzi (może trafi sie jakiś obrońca pani Eliski )

    OdpowiedzUsuń
  7. Opisuj na forach, na dogomani zwłaszcza. Powinna być wyrzucona z CMKU. Mnie akurat ciekawią kelpie, a w Polsce jest (z tego co wiem) jedna hodowla. Chyba szykuje się import, wstępnie myślę nad Włochami. Lub prosto z Australii, ale to marzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwie - bardziej znana Asocjacja (ale mnie nie powala) oraz mniej znana, za to przeze mnie uwielbiana hodowla Red Radimus. Psy wprawdzie niekoniecznie w moim typie, ale z tego co udaje mi się zaobserwować - hodowczyni jest wspaniała i moim marzeniem jest trafić na takiego samego hodowcę Kooikerków.

      Usuń
    2. Są dwie - bardziej znana Asocjacja (ale mnie nie powala) oraz mniej znana, za to przeze mnie uwielbiana hodowla Red Radimus. Psy wprawdzie niekoniecznie w moim typie, ale z tego co udaje mi się zaobserwować - hodowczyni jest wspaniała i moim marzeniem jest trafić na takiego samego hodowcę Kooikerków.

      Usuń
  8. Dobrze, że poruszyłaś taki temat. Nie powinno dopuszczać do takich sytuacji, jakie ta kobieta stwarza. To przykre jak ludzie wykorzystują psy tylko w celach zarobkowych. Jak widać, nie tylko w Polsce dzieją się takie rzeczy. Życzymy zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrówka :)

    Po za tym zapraszam do zaobserwowania mojego bloga ponieważ go przeniosłam :)
    http://inxmyxdreamsx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń