"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 11 października 2015

To już 6 lat!

Dzisiaj Arka kończy 6 lat :) Aż trudno uwierzyć jak szybko to minęło...
Dała mi 5 lat i 10 miesięcy poznawania rasy "na własnej skórze", psich zwyczajów i psychiki, treningów...

Cieszę się niesamowicie, że ją mam. Choć czasami nie jest łatwo, choć ostatnio coraz więcej pojawia się u niej problemów zdrowotnych (obecnie np. problemy z powodu zbyt niskiego poziomu estrogenu...), daje mi codziennie wiele radości. Pokazuje całym swoim czarnym serduszkiem, że kocha mocno nie tylko mnie, ale też całą rodzinę.
moja piękna <3
Ten rok był dla niej mniej intensywny niż poprzednie. Głównie z powodu moich innych, pilnych zajęć, które zdecydowanie ograniczyły mój wolny czas. Staram się wynagradzać jej to jak tylko się da, choć widzę, że brakuje jej długich, regularnych treningów.

Obecnie więcej czasu spędza z moim chłopakiem, dobrze się dogadują. Dzięki diecie zdecydowanie rzadziej zdarzają się teraz dziwne zachowania, co bardzo mnie cieszy. Stała się poważniejsza, bardziej stateczna, nie w głowie jej już wygłupy :)

Oby jak najdłużej pozwalała mi cieszyć się nią i dalej uczyć "psich" tajemnic :)
100 lat Mała Czarna :)
Ponoć im brzydszy pies tym lepiej pracuje? ;)
Za zdjęcia serdecznie dziękuję autorce bloga: Barkas , Anna Nowek Fotografia . Miło po roku znowu spotkać starą znajomą na okazjonalnym spacerze, a jeszcze milej oglądać tak piękne zdjęcia, gdzie nawet wypierdek mamuci wygląda jak modelka :)

piątek, 31 lipca 2015

Nowotwór

Jest taka zasada, że nie kopie się leżącego, co nie? Najwidoczniej ktoś o niej zapomniał i po niemiłych doświadczeniach z hodowczynią, pojawiło się kolejne zmartwienie. U Arki został zdiagnozowany włókniak.
Tyle szczęścia w nieszczęściu, że to łagodny nowotwór. Nie powinien dać przerzutów, choć wskazuje, że Arka ma skłonności genetyczne do raka. Niestety jest marnie umiejscowiony, bo na szyi, tuż po obrożą. Drażnienie takiego guza może pogorszyć sprawę...
Na razie nic z tym nie robimy, by nie doprowadzić do rozsiania kolejnych guzków (włókniaki bardzo często odrastają lub rozsiewają się gromadami, jest też możliwość zezłośliwienia do postaci włókniako-mięsaka przez drażnienie), Arka dostaje leki na wzmocnienie odporności, a guzek będzie obserwowany, by ewentualnie szybko zareagować skalpelem gdyby coś się babrało.
przyczyna zamieszania
Wszystko pojawiło się nagle - Arka mocno drapała się w kark, jakby mocno ją coś swędziało. Po "ręcznym" badaniu na początku myślałam, że to kleszcz, bo takiego kształtu, wielkości i koloru jest to obecnie. Rodzinny medyk jednak szybko postawił diagnozę - włókniak. Pani Aneta tylko potwierdziła moje obawy, pocieszając jednak, bo zmiana jest jeszcze bardzo mała. Zawsze mogło być gorzej - włókniaki potrafią urosnąć i na narządach wewnętrznych, w tym na sercu.

Powiadomiłam szybko o tym hodowczynię i właścicielkę ojca Arki, zwłaszcza po wydarzeniach związanych z tą pierwszą. Tu długo mogłabym mówić o różnicy między reakcjami obu, ale chyba nie ma to już znaczenia. Zastanawiam się nad dodaniem informacji o Arce do bazy bczdrowie, żeby informacja ta była gdzieś publicznie. Przed sobą mam jeszcze poinformowanie właścicieli rodzeństwa Arki.

Smutne, bo predyspozycje do nowotworów nie są niczym wesołym. Oby była to tylko pojedyncza zmiana i oby tylko łagodna. Nie słyszałam o innych przypadkach nowotworów lub raków w rodzinie Arki, choć rodzice Siaka - jej ojca - zmarli dosyć młodo. Gdy dowiadywałam się o tym, było to tłumaczone dużym obciążeniem przez całe życie, ale kto wie, czy jakiś ukryty nowotwór nie miał tu znaczenia?
male, zmęczone, zielone od trawy łapki
Dbajcie o swoje psy. Badajcie je regularnie, wymacujcie, dotykajcie palcami wszędzie. Ponoć coraz więcej psów ma zapadać na nowotwory.

P.S. Może jest trochę sprawiedliwości na świecie - hodowczyni Arki została wydalona z czeskiego klubu Border Collie.

piątek, 17 lipca 2015

Dlaczego nienawidzę hodowczyni Arka.

Człowiekowi wydaje się, że gdy już wybrał sobie rasę przyszłego psa, gdy już zdecydował, że ten moment jest najlepszy na przygarnięcie nowego czworonoga, to w zasadzie zakup szczeniaka nie jest niczym wielkim. Co więcej, myśli sobie, że liczą się psy a nie hodowca, że nie ma on żadnego znaczenia. Sześć lat temu również tak myślałam, teraz gorzko tego żałuję.

Hodowczyni Arki - Eliški Jaňourová'ej - szczere nienawidzę, a mam powody. Dlatego też otwarcie pisze jej imię. Zaszła mi bardzo głęboko za skórę już w pierwszych chwilach gdy trzymałam Arkę na rękach.

Gdy te pare ładnych lat temu zdecydowałam się na border collie, trochę zajęło mi znalezienie odpowiedniej dla mnie hodowli i miotu. Początkowo szukałam w Polsce, jednak nie znałam za wielu hodowli, a z tych, które udało mi się odszukać, nie wszystkie były interesujące. Kontaktowałam się z jedną, która mnie zainteresowała, miałam nawet dostać stamtąd psa na warunek hodowlany. Jednak z powodu kłótni między hodowczynią a współwłaścicielką matki miotu nie otrzymałam szczeniaka (zawiła sytuacja), z następnego miotu tez zrezygnowałam, bo nie chciałam wdawać się w takie skomplikowane relacje. Tak też zaczęłam szukać w Czechach, trochę też w Niemczech. Pisałam do paru hodowli z psami w moim typie, traf chciał, że trafiłam i na hodowlę Deabei. Mieli wtedy miot po Siaku, bardzo spodobało mi się to połączenie. Niestety wszystkie maluchy były już zajęte. Hodowczyni dała mi namiary na hodowlę Z Rise Fantasie, gdzie akurat miał być miot również po tym samym psie. Anette, czyli matka miotu też całkiem mi się podobała (na ile można ocenić przez internet), dlatego też skontaktowałam się z Eliską. Bardzo żałuję, że w tym momencie nie zastanowiłam się jeszcze 10 razy, nie klepnęłam w pustą głowę i po prostu nie poczekałam na kolejny miot w Deabei. Tamtejszą hodowczynię miałam potem okazję spotkać na wspólnym zlocie borderowym i wiem, że jest to osoba z ogromnym sercem do zwierząt. Moje losy na pewno całkowicie inaczej by się potoczyły i może miałabym teraz wspaniałego psa, o jakim marzyłam, do tego zdecydowanie mniej problemów.

Stało się jak się stało, zarezerwowałam szczeniaka w innej hodowli. Początkowo była to Abygail, marzył mi się czekoladowy Border. Teraz mam więcej wiedzy i wiem, że nie powinno się wybierać szczeniaka tylko po kolorze, zanim nie wyklaruje się charakter - wtedy tego nie wiedziałam. Gdy maluchy miały 4 tygodnie pojechałam je odwiedzić. Chciałam zobaczyć dokładnie matkę i szczeniaki, porozmawiać z hodowczynią. Anette jest całkiem fajną suczką, socjalną, chętną do zabawy, choć nie jest to taka psia przytulanka - prawdopodobnie po niej Arka ma niechęć do zbytniej bliskości. Maluchy ogólnie były całkiem żywe, a największym rozrabiaka była Arka - pogryzła mi sznurówki, wszędzie latała, wyszła potem za nami z domu gdy reszta maluchów padła. Zmieniliśmy rezerwację na nią głównie z powodu wyglądu Abigail - wyglądała dosłownie jakby była chora i miała niedługo zdechnąć. Marne futerko, trochę nabrzmiały brzuszek, ciągle spała w kącie... Wolałam mieć zdrowego i żywego czarnego psa niż krótkożyjącą czekoladę. Co ciekawe obecnie Abigail jest używana w hodowli... Ale to nie jej historia.

Na odbiór Arki umówiliśmy się w Cieszynie - zaufałam hodowczyni, wydawało mi się, że wszystko jest ok, to czemu by nie? Byłam nieźle zdziwiona, gdy z kontenerka wyjęła śmierdzącą (strasznie!), trzęsącą się kulkę... Chwila konsternacji: co robić?... Tu kolejny mój błąd, bo pod wpływem emocji, chwili, pośpiechu i wielu innych wzięłam Arkę. Mogłam zrezygnować, stracić te pareset złotych zaliczki (za Arkę zapłaciłam typową cenę, jaka była wtedy za szczeniaki w Polsce) i znaleźć coś normalnego. Niestety zbyt mało doświadczona byłam w sprawach kupna psów - Arka to mój pierwszy pies z hodowli, wcześniejsze były kundelkami ze schroniska.

Początkowo było całkiem fajnie, choć psica zachowywała się mocno niepewnie, brakowało jej jakiegokolwiek zaufania czy obycia z czymkolwiek. Zaczęłam socjalizację, chodziłyśmy do parków, poznawała różne aspekty życia w cywilizacji. Dużo miała problemów, ale większość zaakceptowała. Problem pojawił się, gdy skończyła równo 3 miesiące - tego dnia ugryzła po raz pierwszy człowieka. Bez uprzedzenia, bez sygnałów uspokajających, bez jakiegokolwiek powodu. Szok dla wszystkich.
Zaczęłam szukać pomocy u różnych szkoleniowców, bo problem się pogłębiał i to bardzo mocno i bardzo szybko. Różne rzeczy przeżyłam i różne rzeczy się działy, czasami bardzo dziwne zachowania, czasami nawroty agresji. Nasze przygody można by długo opisywać, ale nie w tym rzecz.

Po wzięciu Arki urwał się kontakt z hodowczynią. Typowe, co nie? Sęk w tym, że zapłaciłam za rasowego psa i zależało mi na rodowodzie - czekałam na rodowód eksportowy, który miałam mieć przysłany pocztą. A tu cisza... Nic nie dały moje maile, nawet telefony (Eliska nie zna chyba żadnego języka obcego, polsko-czeska mieszanka też nic nie pomogła, albo ona nie chciała po prostu zrozumieć). Rodowód Arki mam wyłącznie dzięki właścicielom Siaka i czeskiemu klubowi Border Collie, skontaktowali się ze mną, załatwili formalności i przysłali dokument. Innymi słowy Eliska złamała umowę, którą sama napisała i podpisała... W tamtym momencie byłam już na tyle wkurzona na nią, że myślałam o pozwie. Może by to ją czegoś nauczyło, gdybym miała pieniądze na prawników...

Tak mijały lata, informowałam ją wielokrotnie o stanie Arki - zarówno o jej problemach psychicznych jak i o wynikach badań i chorobie. Wiedziała wszystko bardzo wcześnie, nic nie ukrywałam.
Tym bardziej zdziwiło mnie gdy teraz napadła na mnie i stwierdziła publicznie, że nic jej nie wiadomo o jakichś chorobach w tym miocie. Zaczęła bardzo mnie atakować, wraz z właścicielką Abigail (broniącej linii hodowlanej, którą w końcu rozmnażała), było to po prostu szokujące.

Myślałam, że nie będzie więcej rozmnażać Anette, od dłuższego czasu nie widziałam jej zdjęć, choć chwaliła się jakimiś innymi psiakami. Nawet zastanawiałam się czy jeszcze żyje. Dlatego tak zdziwił mnie nowy miot. Na szczęście urodziły się tylko dwie sunie (ponoć po bardzo trudnym porodzie zakończonym cesarką), mniej psiaczków będzie cierpieć z jej powodu.

Ostatnio napisała do mnie jeszcze jedna dziewczyna, która również nacierpiała się swoje przez Eliskę. Ma ona sukę (Lentilka z Bengasu) na współwłasność z nią, mieszka ona u niej. Niestety zachorowała na BCC, co jakby nie patrzeć nie jest ciekawą chorobą. Nie zgadzała się na jej krycie, by nie powoływać na świat chorych szczeniąt, co skończyło się ogromną kłótnią i nawet odebraniem psa...
Niestety dopiero teraz wiem jak złą sławę ma Eliska w Czechach. Brak obeznania ze "światkiem" sprawia, że trudno dotrzeć do informacji. Jest trochę forów, gdzie ludzie poszkodowani przez nią opisują swoje przeżycia. Niedługo chyba też tam coś napiszę, by przestrzec innych... Na wszelki wypadek zachowałam sobie nawet screeny naszej wymiany zdań.

Tacy ludzie zdecydowanie zabierają przyjemność z posiadania rodowodowego psa. Trzeba przez takich oszustów wiecznie uważać, patrzeć każdemu na ręce, przeszukiwać cały internet. Wiem, że następny mój pies będzie zdecydowanie bardziej sprawdzony, tak samo jak hodowla.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Wściekłość mnie bierze!

Rzadko kiedy zdarza mi się wkurzyć, jest mało sytuacji, które wyprowadzają mnie z równowagi. Ale dzisiejsze wydarzenie na tyle mnie zdenerwowało, by aż mimo braku czasu napisać co uważam, chociażby ku pamięci, o ile nie przestrzeżenia innych.

Cóż takiego mogło się wydarzyć? Otóż matka Arki znów jest w ciąży. Będzie to jej drugi miot (z tego, co mi przynajmniej wiadomo) i na szczęście ostatni, bo ma już 8 lat. Czyli znów na świat będą powołane szczenięta z problemami psychicznymi, prawdopodobnie oddane do nowych właścicieli bez jakiejkolwiek socjalizacji, trzymane w osobnym pokoju cały czas. Ciekawa jestem czy tym razem też będzie tak ogromny problem z uzyskaniem rodowodu jak było w moim przypadku - hodowczyni po otrzymaniu pieniędzy ślicznie zamilkła na pare miesięcy, dopiero właściciele reproduktora pomogli nam z uzyskaniem rodowodu Arki...

Sam fakt kolejnego krycia nawet tak mną nie wstrząsnął, choć miałam ogromną nadzieję, że kobieta ta, nazywająca siebie hodowczynią, nie będzie nigdy więcej rozmnażać borderów, że czegoś ją nauczył ten pierwszy miot. Niestety tak się nie stało.
Wstrząsnęła mną jednak reakcja na mój komentarz - gdy napisałam, że "mam nadzieję, że kolejne szczenięta będą mieć lepsze zdrowie i charakter od Arki". Dobry hodowca przyznał by się do jednego problemu w miocie, w końcu choroby się zdarzają, to nic wstydliwego. Nie takie rzeczy bywają i w najlepszych hodowlach, o czym wie wiele osób ze "światka" BC.

Ale zły hodowca jak ta osoba zaczyna po prostu najazd na właściciela (wraz z pomocą kumpeli posiadającej siostrę Arki), sugerując, że o niczym nie informowałam (co z tego, że pisałam wiele razy od kiedy Arka w wieku 3 miesięcy ugryzła człowieka, co z tego, że w czerwcu zeszłego roku rozmawiałyśmy o złym metabolizmie arkowej wątroby?), potem, że po jednym szczeniaku nie da się nic uogólnić (o co mi w cale nie chodziło, jedynie o informację dla nowych właścicieli, a początkowo po prostu o trzymanie kciuków za lepsze szczeniaki...), a w końcu, że to wina złej karmy (głównie Acana i Orijen czasami zamieniane z innymi markami typu Fish4Dogs, Applaws, Happy Dog, Pro Plan, czyli nie tak źle), a najbardziej złego szkolenia (kto zna Agnieszkę Boczulę i Agę Żabińską chyba jednak tak nie stwierdzi, a obie nie były w stanie do końca wyprowadzić Arki z agresji. Poza tym jaki szczeniak w wieku 3 miesięcy rzuca się podczas socjalizacji, bez zapowiedzi i znaków na innego człowieka?).
Przemilczane zostały też problemy innych właścicieli szczeniaków z tego samego miotu Arki, którzy mówili mi o swoich problemach z agresją - słabszych, ale jednak. W Polsce jest też szczeniak po bracie Arki - Aresie, który również ma problemy z frustracją i agresją.

Czyli jak zawsze to właściciel jest zły. Hodowca idealny, linie super, tylko brać! A buntowników uciszyć, bo pieniążków nie będzie...

A ja przestrzegam przed takimi ludźmi. Trudno ich poznać, bo początkowo wszystko jest ładnie, ale jak są problemy, to są straszni.

Mi jest obecnie strasznie wstyd i żal, gdy muszę zgłaszając się na zawody wpisywać rodowodowe imię Arki, reprezentować tę "hodowlę". Żałuję swojego wyboru i mam szczerze nadzieję, że przyszli właściciele tych szczeniąt nie będą żałować tak bardzo jak ja. Właściciel tego reproduktora może nie pomóc im tak bardzo jak mi pomogli właściciele Siaka.

Chaotycznie, wiem, ale musiałam się wyżalić. Bo gorszego hodowcy jeszcze nie spotkałam, nawet pseudohodowcy czasami są "normalniejsi".
ogłoszenie hodowlane
EDIT: Co ciekawe, już po ostrej wymianie zdań napisała do mnie właścicielka Sheltie z tej hodowli - również o bardzo złym charakterze i marnym zdrowiu. Czyżby jednak mój przypadek nie był wcale tak odosobniony? Nie ma to jak zatajać tak ważne fakty, czego to ludzie nie zrobią dla pieniędzy...

środa, 3 czerwca 2015

LBA - czyli i mnie dopadło Liebster Blog Award

Nie zdarza mi się brać udziału w żadnych łańcuszkach czy przesyłaniu sobie nawzajem dziwnych treści. Nie uznaję like za like ani innych akcji. Ale skoro otrzymałam już drugą nominację do Liebster Blog Award, to czemu by nie odpowiedzieć :)
Zostałam nominowana przez dwie blogowiczki, których blogi polecam: kundelkowelove i moje-malamuty .

Co to jest Liebster Blog Award? To zabawa polegająca na nominowaniu blogów wartych odwiedzenia, nie tak popularnych. Nominowana osoba ma za zadanie odpowiedzieć na pytania, nominować 11 kolejnych i zadać im 11 pytań.



No to zaczynamy!

Najpierw pytania od kundelkowelove.

1. Jaki masz cel w życiu?

Być zawsze piękna, mądra i bogata, do tego posiadać u boku super faceta i stadko psów :D A na serio, to powoli dążę do swojego celu. Kończę studia, które dadzą mi w przyszłości ciekawą i opłacalną pracę - już podczas studiów dostałam pracę, zaczynam od lipca :) Mam wspaniałego chłopaka, takiego, którego szukałam przez lata i z którym chcę się związać na stałe. Co do stadka psów, to jeszcze da się nad tym popracować ;)
Chcę być po prostu szczęśliwa, nie bać się każdego ranka czy będzie co do garnka włożyć lub czy nie zostanę na starość sama.

2. Kiedy po raz pierwszy napisałeś/łaś notkę na swoim blogu? Jakie emocje Ci towarzyszyły?

Na tym blogu pierwszy post napisałam 06.06.2011r. Miałam wcześniej innego bloga o moich przygodach z Arką, jednak z powodu marnej formy hosta, zmieniłam blog na blogspot. Jakie emocje... Trudno mi powiedzieć, nie przezywałam tego wcale. Blog ma na celu być moim pamiętnikiem, podporą w trudnych chwilach, miejscem na wyżalenie się czy pochwalenie sukcesami.

3. Czy lubisz kupować swoim podopiecznym nowe rzeczy? Jesteś typem "zbieracza", czy raczej zastanawiasz się przed zakupem?

Jestem dosyć oszczędną osobą. Nie kupuję zabawek Arce pod wypływem impulsu, choć ma ich trochę. Czasami po cichu denerwuję się na nią, że nie niszczy dysków i nie mam powodu by kupić nowe, a obecne już mi się znudziły ;) Jedyne co, to kupuję jej obecnie dosyć drogą karmę weterynaryjną, która skutecznie zjada większość mojego budżetu, do tego często kupuję jej smakołyki - czy to suszone do pogryzienia czy to do nauki.
Arka ma też taka zaletę, że nie tylko nie niszczy zabawek, ale to tego nie potrzebuje strasznie wymyślnych. Wystarczy jej nawet źdźbło trawy :)

4. Jakie jest twoje hobby?

Głównie psy i sporty kynologiczne. Niesamowicie mnie to wciągnęło, potrafię godzinami o tym mówić i w przyszłości dalej chciałabym móc trenować lub chociaż posiadać psy.
Oprócz tego bardzo dużo podróżuję, w zasadzie od dziecka, co tez stało się taką moją pasją. Co roku staram się odwiedzić kolejne miasto, kolejny kraj. W tym roku pewnie się to nie uda, ale w zeszłym poznałam dwie kolejne stolice, więc rachunki się zgadzają ;)

5. Czy chcesz w pewnym stopniu wiązać zainteresowania i pasje ze swoją przyszłą pracą? A może już to zrobiłeś/łaś?

Nie wiążę swoich zainteresowań z pracą. Mam całkowicie niepasujący do mojego hobby zawód, wybrany świadomie by zapewnić mi dobre pieniądze. Wolę pozostawić pasję dla pasji niż dla zarobku, bo można wszystko sobie obrzydzić gdy robi się to codziennie, czasami pod przymusem. Do tego nie da się godnie wyżyć ze szkolenia psów czy tematów pobocznych, a na weterynarza się nie nadaję ze względu na reakcję na krew.

6. Za co kochasz psy? Co cię w nich urzekło?

Kocham je za bezinteresowność i za pogodność ducha. Za aktywność, gotowość do wspólnego działania, chęć zadowolenia człowieka.

7. Czy to, co robisz ze swoim psem, przekazujesz ludziom na blogu, czy zachowujesz dla siebie? Dlaczego?

W większości przekazuję to na blogu, głównie dla zapamiętania. Wraz z czasem uciekają szczegóły, a ciekawie jest po latach wrócić do własnych początków i zobaczyć jak to było kiedyś. Poza tym warto pokazywać innym, że nawet z chorym lub agresywnym psem dalej da się spełniać marzenia i startować w oficjalnych zawodach :)

8. Co najbardziej podoba Ci się w twoim psie, a co byś zmienił/ła?

Bardzo podoba mi się jej wygląd. Na prawdę uważam ją za ładnego psa, choć wybrana została przypadkowo. Do tego lubię jej aktywność i taką dziecięcą radość gdy znów może pobiegać  lub pobawić się ze mną. Trudno się nie uśmiechnąć widząc jej minę wtedy. Zmieniłabym natomiast całkowicie jej charakter, zaczynając od lękliwości, kończąc na schizach. Miło by było gdyby była też zdrowa :)

9. "Rasa idealna" - czy stworzenie takowej ma przyszłość, czy jest to tylko zwykła plotka? A może masz rasę, która, wg. ciebie oczywiście, zasługuje na miano "rasy idealnej"?

Nie ma rasy idealnej i nigdy nie będzie. Ideały po prostu nie istnieją, choć można do nich dążyć, by eliminować wady i utrwalać zalety.

10. Widzisz, jak na ulicy grupka osób znęca się nad psem/psami. Co robisz w takiej sytuacji?

Głośnym tonem każę im przestać, gdy to nie pomaga wzywam straż miejską i nagrywam telefonem zdarzenie.

11. Dlaczego akurat psy? (możesz odnieść się do pyt. 6.)

Od zawsze miałam psa w domu, z kudłaczami się wychowywałam. Nie wyobrażam sobie domu bez takiego ogonka, byłoby za cicho i za pusto. 


Siwy pysk staruszki :)

Teraz pytania od Moje-malamuty.
1. Jak się wabią twoje zwierzaki ?

Moja sucz wabi się Arka. Oprócz tego moja siostra ma kotkę rasy Maine Coon i imieniu Pandora - czasami opiekuję się nią gdy siostra wyjeżdża.

2. Co robisz w wolnym czasie ?

Bardzo mało mam już wolnego czasu. Wystarczy w zasadzie tylko na wyjście z psem, porobienie czegoś by łepek się zmęczył, chwili na świat w internecie i wyjście z chłopakiem. Przed moją operacją dużo chodziłam na basen i fitness, gdy dojdę do siebie to do tego wrócę.

3. Ile masz zwierząt?

Na własność tylko Arkę.

4. Jakie masz hobby ?

Głównie psy i sporty kynologiczne, choć pasjonuję się też podróżami i poznawaniem nowych miejsc.

5. Twój ulubiony sport?

Agility, obedience, pływanie.

6. Ile masz lat?

23.

7. Lubisz prowadzić bloga?

Lubię, bo od czasów podstawówki bardzo lubię pisać. Ostatnio niestety mam coraz mniej czasu na pisanie kolejnych postów, do tego od kiedy Arka jest na sportowej emeryturze nie dzieje się u nas tak wiele.

8. Ile dziennie bawisz się ze swoim pupilem ?

Bardzo różnie, nie da się tego powiedzieć w konkretnej liczbie. Czasami jest to cały dzień, czasami tylko godzina. Dużo zależy od intensywności tego, co robimy danego dnia, czy mam czas i czy pogoda na to pozwala.

9. Co sądzisz o kupowanie zwierząt (psy, koty) pod choinkę?

Sam termin Bożego Narodzenia nie jest zły - sama odbierałam Arkę w okolicy tych świąt. Ale powinien to być zaplanowany, uzgodniony i przemyślany wybór, a nie niespodzianka pod wpływem chwili. Niechciany prezent jest zawsze złym prezentem. Ale jeżeli wymarzony i długooczekiwany miot akurat jest do odbioru w takim terminie, do tego ma być to prezent zakupiony dla kogoś, kto czeka akurat na tego konkretnego psa i jest świadomy wszystkich następstw, to nie ma w ty nic złego.

10. Ile zajmuje ci napisanie posta ? (Jak długo)

Przeważnie jakieś 30 minut.

11. Lubisz czytać inne blogi ?

Lubię, choć czas na to nie pozwala. Czasami zajrzę do znajomych blogów zobaczyć co nowego, ale rzadko kiedy komentuję.


Blogi, które nominuję:
2. BCFloyd
8. Boorki
9. SantaON
11. SetusBC

 Moje pytania:
1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
2. Łatwo jest Ci pisać posty? Nie masz problemów z dzieleniem się przeżyciami z innymi, czasami nieznajomymi lub anonimowymi czytelnikami?
3. O czym najchętniej piszesz?
4. Jakie blogi najczęściej odwiedzasz? 
5. Jakie posty najchętniej czytasz?
6. Jaki jest Twój cel na najbliższe lata?
7. Czemu zdecydowałeś/łaś się na rasę psa/psów, jakie posiadasz?
8. Gdybyś mógł/mogła zmienić pare rzeczy w wychowaniu swojego psa, co by to było?
9. Gdybyś wrócił/a do momentu wyboru psa, wybrałbyś/wybrałabyś dokładnie tego samego?
10. Masz określone plany na przyszłość wobec swojego psa lub przyszłych psów?
11. Planujesz mieć psy w przyszłości? Jeżeli tak, to jakiej rasy?

Miłej zabawy :)

sobota, 25 kwietnia 2015

Czemu ludzie leczą zwierzęta.

Ostatnio, gdy próbowałam "wyłowić" zza szafki, za którą wpadło mi arkowe lekarstwo - 55-60zł za jeden listek, warte każdego poświęcenia, by je wyłowić! - zastanawiałam się, co sprawia, że ludzie decydują się na leczenie swoich zwierzaków.

Leczenie Arki jest stałym elementem mojego skromnego budżetu. Lekarstwa, karma weterynaryjna, czasami wizyta u weterynarza i dodatkowe leki. Dobrze, że nie ma przypadłości wymagającej większej troski typu dializy czy fizjoterapia. Dobrze, że udało mi się zmniejszyć u niej dawkę jednego ze stałych leków - poprzednie dwie próby spełzły na niczym.

Jedno trzeba przyznać, na leczeniu psów da się nieźle zarobić. Same usługi weterynaryjne swoje kosztują, do tego specjalistyczne badania, leki, karmy, fizjoterapia, akcesoria... Np. ostatnio dowiedziałam się o nowych kubraczkach dla psów, które pomagają poprawić temperaturę i napięcie mięśni. Człowiek czasami dba o psa bardziej niż o siebie, wydaje połowę lub całą pensję, tylko aby psi przyjaciel znów poczuł się dobrze. Znam pare takich osób, które zaniedbują własne zdrowie, nie leczą się, nie badają, ale ich psy mają najlepszą opiekę weterynaryjną, jaką można sobie wyobrazić. Czy to jest zdrowe zachowanie? Tu pojawia się trudne pytanie.
Nowy wystrój Arkowej klatki :) Tak wygodnie, że nie chce się wstawać.
Wiele firm chce zarobić na ludzkich emocjach i przemysł zwierzęcy nie jest w tym inny. W końcu dla psa nie ma znaczenia kolor zabawki (chyba, że jest dla niego prawie niewidoczna) czy jej cena. Jak właściciel chce się bawić, to jest super i tyle. Arce wystarczy źdźbło trawy, patyczek czy stara piłka do zabawy ze mną, by była najszczęśliwszym psem na świecie. Ale sklepy zoologiczne aż nie mogą pomieścić wszystkich nowych, wymyślnych rodzajów zabawek, którymi oczywiście pies będzie lepiej się bawił [sarkazm]. Chyba mnie to jednak dopadło, bo sama skusiłam się na mega wygodne posłanie w owieczki, by pomóc trochę Arce spać spokojnie.

Niby sporty kynologiczne to też fanaberia dla ludzi ze zbyt duża ilością wolnego czasu. Tylko ciekawe czemu ciągle myślami wracam do agility i do obedience (choć jakoś do tego pierwszego bardziej) i czemu ciągle myślę czy by nie spróbować znowu potrenować z Arosławą.

Jeżeli chodzi o wetów, to jest pewnie tak jak u ludzkich lekarzy - nawet gdy do końca nie wiadomo o co chodzi, to jakąś diagnozę trzeba postawić. Oczywiście nie mówię, że weci są źli, że liczą tylko na pieniądze - bo lecząca moje zwierzaki Pani Aneta jest całkowitym zaprzeczeniem tego stwierdzenia. Ale niektórzy też mają tendencje do proponowania kolejnych i kolejnych badań, terapii i leków, które nie są niezbędne, a czasami całkowicie można się bez nich obyć.
Arusia w błogim stanie
Na razie cieszę się, że Arosława ma mniej-więcej ustabilizowany stan swojego ciałka. Czasami niestety pojawia się jeszcze bardzo silna kulawizna, trwa nieprzerwanie przez pare dni, by potem przejść sama. To duża zagadka, co jej siedzi w tej łapie, co tam się dzieje, że ani ortopeda, ani neurolog nie mogą tego odnaleźć. Widząc jak Arka męczy się podczas tych gorszych dni, jak nie może wstać by mnie przywitać, nie może podejść, bo tylna łapa nie odpowiada, aż boli mnie serce. Zastanawiam się w takich momentach, czy nie zaryzykować znowu, czy nie przeprowadzić kompletnej terapii Trocoxilem i mieć nadzieję, że wątroba, nerki i serce przetrwają kolejne dawki. Niby zabrałoby to ból, ale przy jakim ryzyku, nie wyobrażam sobie stracić Małej Czarnej w tak młodym wieku. Dlatego nie dziwię się, że ludzie decydują się leczyć swoje zwierzęta.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Arkowa empatia

Jakiś czas temu przekonałam się jak bardzo empatyczna jest Arka. Jak łatwo odgaduje moje emocje, jak bardzo obserwuje mnie i odpowiednio reaguje widząc nawet delikatne zmiany. Czasami mam wrażenie, że wszystko wie i reaguje jeszcze zanim zdążę coś pomyśleć, a co dopiero powiedzieć :)

Dwa dni temu zdarzyło mi się mieć operację. Niby nic wielkiego, nie nagła sytuacja, nic zagrażającego życiu, ale pełna narkoza na 2 godziny, a teraz bolesne szwy i jedna rana trudnogojąca się. Jak można się domyśleć jestem zobolała, moja aktywność ogranicza się do spania, czytania, jedzenia i spacerku do łazienki. Nawet wizyta w szpitalu na zmianę opatrunków skończył się dużym osłabieniem. Ale nie ma co biadolić :)

Kwestią, o którą mi chodzi jest zachowanie Arki. Już gdy wyjeżdżałam z domu do szpitala, po ostatnim naszym spacerze była bardzo zasmucona. Położyła się tylko na swoim typowym miejscu i obserwowała co się dzieje. Już wtedy musiała coś przeczuwać, bo od osób pilnujących jej wiem, że aż do mojego powrotu ciągle czekała przy drzwiach, leżała tam i wypatrywała mnie. Normalnie przy mojej nieobecności zachowuje się inaczej.
jeszcze pare miesięcy były prawie wrogami :)

Gdy wróciłam chyba mnie nie poznała :) Niby ogonek się machał, cztery łapki dreptały i ogólnie było jej pełno, ale nie pasował jej mój zapach. Niby się ucieszyła, ale do końca nie była pewna czy mnie nie podmienili :)

Teraz natomiast bacznie mi się przygląda. Widać, że rozumie, że jest ze mną coś "nie tak". Nie podchodzi, nie przeszkadza, nie pałęta się pod nogami gdy sobie drepczę. Ale czuwa i rano nawet próbowała wcisnąć zabawkę do ręki by mi humor poprawić :) Taki sobie mały śmieszek.
śmieszek taki :)

Zauważyłam, że bardzo dobrze mnie "czyta". Nie jest typem psa, który przytuli się gdy mam łzy w oczach, ale i tak robi swoje. Wie gdy jestem zajęta i nie mam czasu na zabawę, wie doskonale kiedy schodzę na dół wyjść z nią na spacer (choćbym nic nie mruknęła), a kiedy tylko po coś innego. W sytuacji, gdy w ciągu paru sekund przeżyłam ogromny szok i prawie, że panikę, sama zdenerwowała się i zaczęła panicznie szczekać. Zauważyłam, że przy mnie bardzo uspokaja się, mniej boi się wszelkich "strachów". Wystarczy, że ją zawołam i przestaje panicznie się bać.

Jedno pozostaje pewne - niezależnie jak bardzo psica by mi współczuła, gdy zbliża się pora karmienia, nic ją nie obchodzą moje bolączki - żarcie ma być w misce i to już! :)

czwartek, 19 lutego 2015

Nie jedyny taki przypadek na świecie...

Na wstępie - hymm, niezłą przerwę miałam od pisania. Tak to bywa, gdy czasu brakuje nawet na chwile odpoczynku, nie mówiąc o zapisywaniu własnych przemyśleń. Jedna kwestia zastanawia mnie jednak na tyle mocno, by przyciągnąć przed panel blogspota, mimo naglących deadline'ów :)

Otóż nie tak dawno temu dowiedziałam się, że pewna całkiem znana suczka Border Collie, pewnej dobrze znanej w psim świecie osoby (anonimowość celowa), również cierpi na przypadłość, jaka trafiła się Arce. Chodzi tu konkretnie o mocno podwyższony poziom amoniaku we krwi, powodujący uszkodzenia układu nerwowego i dziwne objawy neurologiczne.

U Arki od jej bardzo wczesnego szczenięctwa (od wieku gdzieś 3 miesięcy) dawało to niewyjaśnioną i trudną do opanowania agresję, lękliwość, wpatrywanie się w przestrzeń, zastyganie i głuchnięcie, w zeszłym roku przed wizytą u neurologa także niepoznanie mnie, strach przed normalnymi przedmiotami czy atakowanie pustego powietrza.

W poznanym mi przypadku pojawiła się dezorientacja - niepoznawanie znanych psu ludzi, przedmiotów i miejsc, lękliwość, trudność w poznawaniu nowych spraw. Czyli niby coś innego, ale trochę nawiązujące do arkowych zachowań.

Co ciekawe, sucze nie są spokrewnione, przynajmniej nie w bliskiej rodzinie.
Ale mniej ciekawe jest, że takie coś zaczęło pojawiać się w rasie. Oby nie była to kolejna borderza przypadłość, bo ostatnio zaczęło się ich robić za dużo. Lękliwość, agresja, psychozy i inne zachowania są już wystarczająco częste, nie potrzeba jeszcze zaburzeń neurologicznych. W końcu u BC najważniejszy jest umysł, zawsze gotowy do pracy i nauki.

Czasami się zastanawiam nad połączeniem między epilepsją a BCC, może też przypadłością Arki. Czy możliwe, żeby podobne geny odpowiadały za narażenie na takie choroby? W końcu wszystkie dotykają układu nerwowego. Prace nad odkryciem genu/ów odpowiedzialnego/ych za padaczkę są już na szczęście prowadzone, może kiedyś doczekam się testów genetycznych. Dałoby to szansę na wykluczenie chorych psów z hodowli i ograniczenie ilości nosicieli.
Choć nie wiadomo, czy wtedy nie zawęzi się i tak szczupła pula genetyczna rasowych psów, bo jest możliwe, że większość jakoś przenosi tę chorobę...

Mówi się, że nie ma zdrowych linii hodowlanych. Coś w tym musi być, skoro w tak zdrowych liniach jak arkowe, pojawiło się takie Małe Zło. Oby rodziło się jak najmniej takich przypadków.

Gdyby ktoś pytał jak pisane są notki :) A także jak powstała moja praca dyplomowa :D