"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

sobota, 11 października 2014

5 urodziny!

Dzisiaj Arosława skończyła 5 lat :) Kiedy to wszystko minęło, wciąż pamiętam ją jako małego szczeniaczka przemycanego przez granicę...
Teraz to już poważna pannica, czasami tylko przyłoży mi łapą w twarz na "dzień dobry" lub bawi się podrzucając sobie piszczącą świnkę :)
Taki mały wariacik z niej. Mimo różnych kłopotów i jednak niespełnionych marzeń, cieszę się, ze jest ze mną.
Sto lat Mała Czarna!

poniedziałek, 6 października 2014

Przesadna miłość do zwierząt

Trochę czasu minęło od mojego ostatniego postu :) Jednak bardzo intensywne życie w jakiś sposób uniemożliwiło mi napisanie czegoś - a chodziły mi pewne myśli po głowie od dłuższego czasu.
Dużo się wydarzyło w tym czasie. W zasadzie... dużo złego. Ostatnio mam wrażenie, że moje posty są coraz bardziej napełnione negatywnymi emocjami, żalem, smutkiem czy bezradnością. Jednak wylewanie takich myśli tutaj pomaga mi poradzić sobie z tymi niewesołymi przeżyciami związanymi z Arką (a czasami innymi zwierzęcymi domownikami). Dlatego, Drogi Czytelniku, mam nadzieję, że to zrozumiesz.
Pierwsza sprawa - psychika Arki. Dla osób znających mnie osobiście, z zawodów czy choć trochę przez internet jasne jest, że ma ona duże problemy psychiczne, pogłębiające się wraz z czasem. Często zastanawiałam się kiedy jej nieprzewidywalność i bardzo szybkie, dziwne reakcje zaczną być niebezpieczne. I niestety nadszedł ten moment. Arka zaatakowała mnie - osobę, której najbardziej zawsze ufa. To ja pomagałam jej zaufać światu przez zaufanie mi, przełamywałam jej bariery, łamałam schematy zamykania się w pułapce strachu. Te wydarzenie na prawdę mnie zszokowało, zwłaszcza, że nie było w żaden sposób uzasadnione. Dlatego, ponieważ jej zachowanie zaczyna stawać się zbyt niebezpieczne dla otoczenia jak i nie do opanowania przeze mnie z powodu nieprzewidywalności, zaczynam na poważnie zastanawiać się nad psychotropami. Choć to bardzo trudna dla mnie decyzja i na pewno nie podejmę jej szybko...
Druga sprawa - mój stary kot. Niestety, posiadanie zwierzaków to nie tylko zabawa, radość z żyjątka przebywającego w tym samym mieszkaniu, dbanie o niego, ale też branie odpowiedzialności i podejmowanie decyzji, czy ulżyć mu czasami w cierpieniu czy nie. Jeden z moich kotów dożył ze mną parunastu lat i niestety, po paru dniach męczarni, przyszedł czas ulżenia mu i pożegnania się ostatecznie... Takie momenty są dla mnie wyjątkowo bolesne, nie da się tego nawet wyrazić słowami. Co więcej, łzy w oczach pani Anety podczas podawania ostatniego zastrzyku potwierdziły mi, że nie tylko ja posiadam takie serce do zwierząt.
A czemu taki tytuł postu? Trochę może niezwiązany z wcześniejszymi akapitami. A może trochę jednak tak. Zawsze uważałam się za miłośniczkę zwierząt, z duża dawką zdrowego rozsądku. Nie wyobrażam sobie oddać Arki z powodu niespełnienia moich oczekiwań sportowych. Nie mogłabym znieść widoku cierpiącego zwierzęcia, ale też eutanazji tych jeszcze zdolnych do spokojnego życia.
Choć wiem, że niektórym trochę brakuje zdrowego rozsądku. Na tyle kochają zwierzęta, że zaczynają zastępować sobie nimi ludzi w swoim najbliższym otoczeniu - stają się rodziną i przyjaciółmi. Nie mają umiaru nie tylko w dokarmianiu ich i kupowaniu miliona drobiazgów, ale też w ilości zwierząt przygarnianych pod jeden dach. Czy jest to złe? Jak dla mnie tak. Bo przekarmiany pies zacznie chorować, a zbyt duża ilość kotów na metr kwadratowy też nie wróży niczego dobrego.
Czasami w internecie można spotkać grasujące kobiety (ciekawe, że bardzo rzadko kiedy są to mężczyźni), które starają się na siłę ratować każdego biednego pieska, koniecznie odbierać go rodzinie i szukać nowego domu lub dać do domu tymczasowego. Zabawne dla mnie jest też stawianie bardzo wygórowanych wymagań wobec przyszłych właścicieli psiaka ze schroniska - nie wystarczy mieć budy lub posłania, pełnych misek czy dobrego ogrodzenia, trzeba mieć niesamowicie więcej... Nadgorliwość gorsza od faszyzmu, ktoś kiedyś pięknie powiedział...
Uważam, że zwierzęta są wspaniałe. Mi akurat najbardziej podpasowały psy, z wielu względów. Jednak nigdy psy nie zastąpią mi prawdziwej, kochającej i wspierającej rodziny, nigdy nie zastąpią godzin rozmów i wygłupów z przyjaciółmi czy miłości z ukochanym. Są w stanie kochać bez warunkowo, są w stanie pomagać człowiekowi, pracować dla niego - prawda i to wszystko czyni je tak wspaniałymi. Ale jak dla mnie zastępowanie nimi ludźmi nie jest prawidłowym zachowaniem człowieka. A niestety coraz częściej widzę to w środowiskach "psich". Takie tam moje przemyślenia na ten październikowy wieczór.