"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 29 czerwca 2014

Nigdy więcej Kliniki SGGW!

Troszkę się nadziało.
Pierwsza rzecz - byłyśmy na kolejnym badaniu zawartości amoniaku we krwi w Klinice Małych Zwierząt SGGW. Po prostu kolejna próba po 2 tygodniach, by sprawdzić co się tam dzieje. Troszkę się zdziwiłam, gdy wynik wyszedł 13,5 (przy normie 47) - super, że jet prawidłowy, ale czemu tak duża różnica? Co tu się narobiło, że najpierw 76,8, potem 131,1 a w końcu 13,5? Zgłupiałam po raz kolejny... Wykonałam też próbę obciążeniową kwasów żółciowych, wszystko prawidłowo, czyli zespolenia wrotno-czczego nie ma na pewno.
Telefon do pani Anety - również pustka w głowie. Ale tak jak ja, zaczyna się zastanawiać nad dotrzymanymi procedurami. Badanie na amoniak wymaga specyficznej procedury - krwi musi być cała ampułka, aż po korek, maszyna wcześniej rozgrzana i próbka natychmiast sprawdzana. Z powodu reakcji na krew nie jestem w stanie spojrzeć ile jej pobrali, zawsze patrzę na psa lub czytam arcyciekawe reklamówki na ścianach. Ale zaczęłam się zastanawiać czy w SGGW robią to prawidłowo.

Stąd pomysł żeby pojechać w inne miejsce. Problem jednak z tym, iż tylko bardzo nieliczne kliniki wykonują te badanie - musi być w końcu laboratorium na miejscu. Na szczęście udało się znaleźć inną, tym razem Klinikę Bemowo. Tam też wczoraj wykonałam badanie, nawet przemogłam się i spojrzałam na ampułkę - była cała. Wcześniej nawet czekałyśmy na rozgrzanie maszyny. Znów wynik był prawidłowy, 8,9.

Pismo do SGGW już się pisze. Jestem mocno zniesmaczona jakością ich usług - w końcu to uczelnia wyższa, w stolicy kraju, kształcąca przyszłych weterynarzy, którzy rozchodzą się na województwo lub całe państwo. Jedno z badań było wykonywane przez studentów pod nadzorem lekarza, czyli taka wiedza jest przekazywana... Zdecydowanie z całym sercem będę odradzać teraz wszystkim wykonywanie jakichkolwiek badań w Klinice SGGW. Niby niskie koszty, ale jeżeli mylą się podczas badania krwi, to co się dzieje z bardziej skomplikowanymi badaniami lub zabiegami? Na szczęście okazało się to tylko bardzo stresującą i niemiłą pomyłką, czy po prostu trzykrotnym niedotrzymaniem procedury. 

Obecnie szukam innych przyczyn dziwnych objawów. Bardzo niemiłe i zaskakujące zachowanie znów się powtórzyło - i to całkowicie w niespodziewanym momencie, bez jakichkolwiek wcześniejszych znaków czy przyczyn. Czasami mam wrażenie, że Arka po prostu staje się nieprzewidywalna, nie jestem w stanie wyczuć co zrobi w następnej sekundzie... Co gorsze, robi się to niebezpieczne dla otoczenia, co jeszcze bardziej mnie martwi :( Trochę to przypomina pierwsze lekcje z p. Boczulą, ale nie chcę nawet wracać myślami do tamtych wydarzeń.

Z mniej rzewnych tematów - udało mi się spotkać, po paru latach internetowej znajomości z pewną Anią, bardziej znaną w internecie jako Pssotka ( blog Barkasa ) :) Wspólny spacer wraz z Agą, Mysza, Sigmą, Szelmą, Ravi i Branem zaowocował pięknymi zdjęciami. Choć Arka była tego dnia już 4 dzień na dobrowolnej głodówce (czy ja ją kiedykolwiek zrozumiem?), całkiem dobrze radziła sobie z jakąkolwiek aktywnością. To jest jednak border...
Jeszcze raz za nie bardzo dziękuję, cudownie jest widzieć swojego psiaka w tak pięknej wersji (zdecydowanie piękniejszej niż w rzeczywistości ;) ). Na prawdę podziwiam talent i polecam zobaczyć fanpage'a: Anna Nowek Fotografia .
To teraz czas się chwalić tymi cudami :)


przerażenie na widok końca świata... a może po prostu piłki?
tatuś byłby dumny z takiej pozy :)
wreszcie uśmiechnięta <3
prawie wystawowe
aspiracje do bycia niebieską :)
:)
:)
nudno już, więc kończymy :)

piątek, 6 czerwca 2014

Lecz się sama!

Jakoś tak nie doceniamy w życiu gdy wszystko jest ok, gdy zdrowie dopisuje i możemy robić co nam się żywnie podoba. Dotychczas miałam w swoim domu wyłącznie kundelki, niesamowicie odporne na wszystko, ze świetnym zdrowiem do ostatnich chwil. Arka jest pierwszym psiakiem z rodowodem a do tego pierwszym, który postanowił mi zachorować.

Najpierw pojawiło się nietrzymanie moczu po sterylce. Przypadłość mocno nieprzyjemna a do tego niespodziewana, bo zazwyczaj dotyczy większych ras. Ale trudno, jak ma to trzeba leczyć, dzięki czemu codziennie dostaje podwójną dawkę Incurinu prosto w dziób. Mój portfel jest niesamowicie zadowolony z takie sytuacji...
To da się jakoś przeżyć, przy stałym podawaniu hormonu objawy zanikają i pies żyje normalnie. Ale za łatwo by było w moim życiu :)
głupol dostał kaczuszkę od fanki na pocieszenie...
Po pewnym bardzo niemiłym wypadku, zaczęłam się zastanawiać czy Arce coś nie jest z medycznego punktu widzenia - w końcu czemu nadal pojawiają się dziwne zachowania mimo tak długiej pracy? Za namową pani Anety zbadałam psicy  pozom amoniaku we krwi - jak poprzednio pisałam, był zdecydowanie podwyższony, osiągnął poziom 76,8 przy normie maksymalnej 47. Badanie ogólne krwi nic nie wykazało, mimo wielu flag, można było na wszystko przymknąć oko. Na szczęście nie ma zaniku mięśni, co jest dosyć ważne.
Podczas USG na SGGW, szukaliśmy złego unaczynienia wątroby z myślą o późno wykrytym zespoleniu wrotno-czczym. Choć wiek nietypowy, bo przeważnie wykrywa się to schorzenie do wieku 1 roku, to objawy na to wskazywały. Ponownie nic nie wyszło, wątroba bardzo ładna, z lekkim stanem zapalnym.

Bez jakichś większych obaw wystartowałam w ostatnich zawodach, choć widziałam, że kontaktu z psem to za bardzo nie miałam. Jakoś dziwnie wycofana i spokojna była. Ale w końcu pogoda, słoneczko i mało treningów...

Przyszedł czas na powtórne USG, tym razem u dr nauk vet. Piotra Marcińskiego, uznawanego za guru USG, z najlepszym sprzętem i świetnym okiem. Również nie znalazł źle połączonych żył, przepływy przy wątrobie były prawidłowe a sama wątroba prawidłowa pod kątem fizjologicznym.
Z nadzieją, że może pierwsze badanie krwi jakoś zostało zafałszowane, że może psica coś zjadła jednak przed pobraniem, pojechałam od razu znów na SGGW (jak dobrze mieć samochód...). Tam studenci pobawili się Arką jak modelem do ćwiczeń (nie wiem kto był bardziej tym wszystkim przerażony - czy Arka czy studenci, którzy musieli znaleźć żyłę, ampułkę, igłę, ogarnąć rzeczywistość i nic nie pomylić, bo prowadzący dyszał na kark :) ). Długo czekało mi się na wyniki... Tym razem amoniak we krwi wynosił 131,1....
tak obecnie głupol spędza większość dnia
W tym momencie zarówno ja jak i pani Aneta wysiadamy. Takiego przypadku jeszcze pani vet nie spotkała, nie ma pojęcia o co chodzi. Wyniki poszły już po znajomych weterynarzach i trzeba czekać aż ktoś coś skojarzy lub pani Aneta coś doczyta przez przypadek.
Najbardziej martwi mnie przyrost geometryczny poziomu amoniaku w przeciągu miesiąca. Taki wzrost nie jest niczym dobrym, bo psica ma już wystarczająco jałowy umysł, nie musi go sobie dalej wypalać... Nie wiem jak długo trwa to trucie organizmu, może od lat i stąd takie dziwne zachowania? Może to genetyczna wada wykańczająca powoli organizm?
Obecnie przechodzimy na Purinę NF, będziemy też badać amoniak co dwa tygodnie. Brak zmiany na lepsze będzie bardzo złym znakiem... Jakoś boję się badania w przyszłym tygodniu.

Arka ma już dosyć badań i czasami nie chce nawet wsiadać do samochodu z miną mówiącą "lecz się sama!"...