"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

środa, 12 listopada 2014

Co tam pani z mózgiem moim?

Trochę się nadziało. Na tyle intensywnie, by nie było czasu opisać to na bieżąco, choć w niektórych sprawach wolałam poczekać na ostateczny rozwój wydarzeń, by wiedzieć do końca co się dzieje.

Arki psychika zaczęła się drastycznie pogarszać. W zasadzie po jej 5 urodzinach codziennie były bardzo dziwne zachowania, była nie do poznania. Nie było jednak żadnego kolejnego ataku na mnie czy innego domownika. Aż do czasu. Arka zaatakowała Pandorę, naszego Maine Coona, którego zna od jakichś 2-3 lat. Zawsze świetnie się dogadują, piją wodę z jednej miski (jedzenia Arka zawsze broni i tu akurat się nie kłócę), śpią na jednej kanapie, no ogólnie zgrana para. Zresztą jedna Mała Czarna, druga Wielka Biała :) Tym bardziej niesamowitym szokiem było, gdy schodząc na pierwsze siku po schodach, zaatakowała najzwyczajniej w świecie siedzącego sobie kota - gdyby nie odciągnięcie jej siłą, prawdopodobnie zrobiłaby jej poważną krzywdę. Jeszcze jeden raz, to można jakoś tłumaczyć, że może coś się wydarzyło, kot ją zaczepił, czy coś - ale gdy wracała ze spaceru zaatakowała drugi raz. Kto zna Bordery ten wie, że są to psy nie do zatrzymania gdy są w akcji. I tak samo tym razem kot nie miał szans na ucieczkę i dopiero szybka reakcja pozwoliła mu jakoś się uratować. Największym szokiem było, gdy Arka następnego dnia normalnie spała na moim łóżku mord w mordę z tym samym kotem...


kot większy od psa...
To wydarzenie było impulsem, który spowodował, że zaczęłam szukać pomocy u pani Anety (naszej weterynarki). Ta, przerażona moimi opowieściami, znając wyniki 4 badań amoniaku, 2 USG i próby obciążeniowej kwasów żółciowych rozłożyła ręce. To przypadek, który się filozofom nie śnił, bo niby dużo wskazuje na zespolenie wrotno-oboczne, ale jednak nie da się go udowodnić. Skonsultowałam się nawet z panią Ireną Iracką w celu ewentualnego dobrania psychotropów, bo sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Ta jednak najpierw podpowiedziała mi jedną rzecz, o której sama nie pomyślałam - by udać się do zwierzęcego neurologa.

Traf chciał, że całkiem niedaleko mnie przyjmuje na prawdę dobra (przez co i oblegana) wet-neurolog. Udało się do niej dostać całkiem szybko i w ten sposób zaczęłyśmy nowy etap diagnozowania przypadku Arki. Po bardzo długim i szczegółowym wywiadzie (jak dobrze, że podstawową wiedzę na temat niektórych chorób mam, to rozmawiało się lepiej), po krótkim badaniu (nigdy nie widziałam jak mierzy się u psa ciśnienie...) dostałyśmy wytyczne i trochę informacji. Jak na razie staramy się potwierdzić lub wykluczyć zespolenie, bo wyniki z SGGW są bardziej prawdopodobne od tych z Laboklinu, nawet mimo poprawnego USG, wykonanego przez jednego z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie w Polsce. Dlatego też Arka obecnie jest na diecie weterynaryjnej Purina NF i Hepatilu dla jak najmocniejszego obniżenia amoniaku we krwi. Jeżeli to się nie powiedzie, jeżeli nie uda się potwierdzić lub wykluczyć tej choroby, pozostanie zrobić rezonans w poszukiwaniu wodogłowia - wrodzonego lub nabytego. Na szczęście nigdy nie było ataków grand mal - co do petit mal to niestety do końca nie wiadomo, bo potrzebne jest podłączenie psa do aparatury podczas jego trwania dla potwierdzenia.

Obecnie minął już miesiąc terapii. Nie pojawiły się żadne kolejne ataki pomijając jedno obszczekanie wiadra w ciemnej piwnicy. Psica ogólnie uspokoiła się, nawet powiedziałabym, że za bardzo - stała się trochę leniwa, jak nie ospała. Niestety to też nie jest dobry znak i po telefonie do wet-neurolog znów rezonans zbliża się coraz bardziej. Na razie trwa dalsza obserwacja, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Dodatkowo, niedawno Arka zaczęła mocno kuleć na tylną nogę. Sprawa dziwna, bo nie wykonywała żadnych niebezpiecznych ruchów, 4 lata temu zdjęcie rtg też pokazało ładne biodra. Dlatego zaniepokojona znów zapakowałam psa do samochodu i pojechałam do kolejnego weta (Arka zaczęła się już bać wchodzić do samochodu...). Tym razem skończyło się na 4 dawkach przeciwzapalnego i przeciwbólowego leku. Jak na razie jest dobrze, choć będę ją obserwować, czy nic nie wraca. Najdziwniejsze było to, że Arka nie przeszła badania polegającego na odwiedzeniu palców łapy do tyłu i zobaczeniu czy pies poprawi ją do normalnej pozycji - u niej łapa została w miejscu. Do tego nie reagowała na ból w opuszkach. Trochę to wyglądało jak uszkodzenie kręgosłupa, udar czy coś jeszcze dziwniejszego. Jednak teraz to również się poprawiło, miejmy nadzieję, że na stałe.
Żałuję tylko, ze wet nie zgodził się na rtg, ale to nie ucieknie.

Ciekawa jestem co z tego w końcu wyjdzie...

8 komentarzy:

  1. Strasznie mi Was szkoda, że zmagacie się z takimi problemami :(. Jeśli ta choroba się wykluczy to pewnie pozostaną leki na głowę,bo niewiadomo co może dalej się wydarzyć. Trzymam kciuki żeby się nie pogarszało!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny, strasznie szkoda, i Ciebie i biednej Arki, obie najeździcie się i namęczycie. Trzymamy za Was kciuki!. Ale to wszystko zaplątane... Arce zdrówka, a Tobie wytrwałości
    szczęścia :)
    trzymajcie się
    Ola i Piano

    OdpowiedzUsuń
  3. Wasze życie raczej nie jest usłane różami... Naprawdę ciężko macie, cały czas tak pod górkę :/
    Trzymam jednak kciuki, co was zabije to was wzmocni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja uwielbiam maine coon'y. Pandora jest piękna.
    Trzymam kciuki za psychikę i łapę Arki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Straszne nieszczęście na Was spadło:( Mamy nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedna Arka :C Oby się poprawiło

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, nie wiedziałam, że jest tak źle.
    Szkoda mi Was i to bardzo, że to wszystko Was dotyka. Ja też mam problem z Nandem, od pewnego czasu nie wiem jakiej reakcji mogę się spodziewać i nie wiadomo kiedy. Nie mogę go spuszczać, bo nagle mu cooś odbija i nie da się złapać. Nie było tak nigdy, muszę dużo pracować. Do tego to całonocne szczekanie, nawet jeśli cały dzień biegał...
    Nie wiem już jak pracować z tym psem, co robię źle. Chyba znowu pójdziemy na szkolenie, może to nam ułatwi życie.
    Na pewno chciałabyś mieć taki problem jak ja.. No cóż, nie wątpię.
    Trzymam kciuki, bardzo, baardzo mocno. Uściskaj Arkę i Pandorę- są cudowne. Życzę Wam powodzenia- zdrowia, świetnych relacji i jeszcze raz zdrowia! :)
    Arka! Trzymaj się! Właścicielko także.. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej jak tam u Was, pisz co z Arką, diagnozujecie się?

    zdrowia!

    OdpowiedzUsuń