"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

poniedziałek, 6 października 2014

Przesadna miłość do zwierząt

Trochę czasu minęło od mojego ostatniego postu :) Jednak bardzo intensywne życie w jakiś sposób uniemożliwiło mi napisanie czegoś - a chodziły mi pewne myśli po głowie od dłuższego czasu.
Dużo się wydarzyło w tym czasie. W zasadzie... dużo złego. Ostatnio mam wrażenie, że moje posty są coraz bardziej napełnione negatywnymi emocjami, żalem, smutkiem czy bezradnością. Jednak wylewanie takich myśli tutaj pomaga mi poradzić sobie z tymi niewesołymi przeżyciami związanymi z Arką (a czasami innymi zwierzęcymi domownikami). Dlatego, Drogi Czytelniku, mam nadzieję, że to zrozumiesz.
Pierwsza sprawa - psychika Arki. Dla osób znających mnie osobiście, z zawodów czy choć trochę przez internet jasne jest, że ma ona duże problemy psychiczne, pogłębiające się wraz z czasem. Często zastanawiałam się kiedy jej nieprzewidywalność i bardzo szybkie, dziwne reakcje zaczną być niebezpieczne. I niestety nadszedł ten moment. Arka zaatakowała mnie - osobę, której najbardziej zawsze ufa. To ja pomagałam jej zaufać światu przez zaufanie mi, przełamywałam jej bariery, łamałam schematy zamykania się w pułapce strachu. Te wydarzenie na prawdę mnie zszokowało, zwłaszcza, że nie było w żaden sposób uzasadnione. Dlatego, ponieważ jej zachowanie zaczyna stawać się zbyt niebezpieczne dla otoczenia jak i nie do opanowania przeze mnie z powodu nieprzewidywalności, zaczynam na poważnie zastanawiać się nad psychotropami. Choć to bardzo trudna dla mnie decyzja i na pewno nie podejmę jej szybko...
Druga sprawa - mój stary kot. Niestety, posiadanie zwierzaków to nie tylko zabawa, radość z żyjątka przebywającego w tym samym mieszkaniu, dbanie o niego, ale też branie odpowiedzialności i podejmowanie decyzji, czy ulżyć mu czasami w cierpieniu czy nie. Jeden z moich kotów dożył ze mną parunastu lat i niestety, po paru dniach męczarni, przyszedł czas ulżenia mu i pożegnania się ostatecznie... Takie momenty są dla mnie wyjątkowo bolesne, nie da się tego nawet wyrazić słowami. Co więcej, łzy w oczach pani Anety podczas podawania ostatniego zastrzyku potwierdziły mi, że nie tylko ja posiadam takie serce do zwierząt.
A czemu taki tytuł postu? Trochę może niezwiązany z wcześniejszymi akapitami. A może trochę jednak tak. Zawsze uważałam się za miłośniczkę zwierząt, z duża dawką zdrowego rozsądku. Nie wyobrażam sobie oddać Arki z powodu niespełnienia moich oczekiwań sportowych. Nie mogłabym znieść widoku cierpiącego zwierzęcia, ale też eutanazji tych jeszcze zdolnych do spokojnego życia.
Choć wiem, że niektórym trochę brakuje zdrowego rozsądku. Na tyle kochają zwierzęta, że zaczynają zastępować sobie nimi ludzi w swoim najbliższym otoczeniu - stają się rodziną i przyjaciółmi. Nie mają umiaru nie tylko w dokarmianiu ich i kupowaniu miliona drobiazgów, ale też w ilości zwierząt przygarnianych pod jeden dach. Czy jest to złe? Jak dla mnie tak. Bo przekarmiany pies zacznie chorować, a zbyt duża ilość kotów na metr kwadratowy też nie wróży niczego dobrego.
Czasami w internecie można spotkać grasujące kobiety (ciekawe, że bardzo rzadko kiedy są to mężczyźni), które starają się na siłę ratować każdego biednego pieska, koniecznie odbierać go rodzinie i szukać nowego domu lub dać do domu tymczasowego. Zabawne dla mnie jest też stawianie bardzo wygórowanych wymagań wobec przyszłych właścicieli psiaka ze schroniska - nie wystarczy mieć budy lub posłania, pełnych misek czy dobrego ogrodzenia, trzeba mieć niesamowicie więcej... Nadgorliwość gorsza od faszyzmu, ktoś kiedyś pięknie powiedział...
Uważam, że zwierzęta są wspaniałe. Mi akurat najbardziej podpasowały psy, z wielu względów. Jednak nigdy psy nie zastąpią mi prawdziwej, kochającej i wspierającej rodziny, nigdy nie zastąpią godzin rozmów i wygłupów z przyjaciółmi czy miłości z ukochanym. Są w stanie kochać bez warunkowo, są w stanie pomagać człowiekowi, pracować dla niego - prawda i to wszystko czyni je tak wspaniałymi. Ale jak dla mnie zastępowanie nimi ludźmi nie jest prawidłowym zachowaniem człowieka. A niestety coraz częściej widzę to w środowiskach "psich". Takie tam moje przemyślenia na ten październikowy wieczór.

9 komentarzy:

  1. Przykro mi, że nie wszystko układa się u Was tak pięknie :(
    Podziwiam Cię za to, że się nie poddajesz. A co do leków,ja chyba bym spróbowała
    A te przemyślenia bardzo prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutna sprawa że pies któremu tak ufałaś zrobił Ci przykrość :"(
    Pamiętam gdy ja musiałam uśpić suczkę z którą się wychowywałam ;( Miała białaczkę :\ Mordowała się.
    Pozdrawiam :<

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak... posiadanie zwierzaka do czyta radość do chwili, w której trzeba się z nim pożegnać. I jedyne, co możemy zrobić to starać się, by nie nadeszła ona przedwcześnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna Arka :c A jak ona zniosła to że już nie ma kota?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez pare dni chodziła smutna, więcej tuliła się do wszystkich i przebywała w naszym towarzystwie. Widać było, że zauważyła zniknięcie członka stada i nie rozumiała co się stało...

      Usuń
  5. Przykro. Szkoda, że nie wszystko takie kolorowe. Ale jesteście silne, wierzę, że podejmiesz najlepszą z możliwych decyzję i nie poddacie się, tylko zwyciężycie. Szkoda kotka, niestety. Natomiast pamiętaj.
    "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą"
    Pozdrawiamy, Ola i Piano
    Nie poddawaj się ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz jestem na Twoim blogu i jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej odwagi i dojrzałości. Na pocieszenie powiem tyle: znam 6 psów na psychotropach, a w sumie już po terapii nimi, która trwała minimum 6 miesięcy, maximum 3 lata i to dało ludziom i psom nową nadzieję. Dzięki temu też, ludzie pięknie mogli wypracować problemy, nagradzać pozytywy i dzięki odzyskaniu wiary w siebie odzyskali wiarę w swoje psy. Teraz kolejny pies jest na lekach z powodu lękliwości i widać ogromną różnicę. Nie bój się podejmować takich decyzji, nie sugeruj się zdaniem ludzi których nie znasz i nie przejmuj krytyką.
    Pozdrawiamy ciepło i 3mamy kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślałaś nad zgłoszeniem się do jakiegoś dobrego behawiorysty? W Warszawie jest ich całkiem sporo i myślę, że to powinien być pierwszy krok w pracy nad eliminowaniem zachowań lękowych Arki. Leki to rozwiązanie ostateczne, zawsze zdążysz po nie sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie odpowiedzieć na Twój komentarz, co prawda żaden ze mnie specjalista, Ty sama masz dużo racji, ale wkrada się tutaj kilka "ale":
      - pies zaatakował właściciela- to jest duży problem i niestety, ale zachowanie może się powtórzyć
      - czas na behawiorystę zdaje się był jakiś czas temu, teraz może być nieco za późno, Arka zdaje się być bardzo zapętlona w swoich zachowaniach
      - behawiorysta behawioryście nierówny, jak też jesteś z Wawy podaj kilku których polecają znajomi ze zbliżonym problemem, bo w tej sytuacji miejsca na błędy nie ma.

      Racja z tym, że leki to ostateczność, jednak tak jak obroża elektryczna mają swój czas, miejsce a także wady i zalety. Leki pozwalają odciążyć psią psychikę i nie muszą być podawane stale, są takim wyciszeniem, które pozwala nagradzać pozytywne zachowania. To ciężki temat niestety....

      Usuń