"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

piątek, 6 czerwca 2014

Lecz się sama!

Jakoś tak nie doceniamy w życiu gdy wszystko jest ok, gdy zdrowie dopisuje i możemy robić co nam się żywnie podoba. Dotychczas miałam w swoim domu wyłącznie kundelki, niesamowicie odporne na wszystko, ze świetnym zdrowiem do ostatnich chwil. Arka jest pierwszym psiakiem z rodowodem a do tego pierwszym, który postanowił mi zachorować.

Najpierw pojawiło się nietrzymanie moczu po sterylce. Przypadłość mocno nieprzyjemna a do tego niespodziewana, bo zazwyczaj dotyczy większych ras. Ale trudno, jak ma to trzeba leczyć, dzięki czemu codziennie dostaje podwójną dawkę Incurinu prosto w dziób. Mój portfel jest niesamowicie zadowolony z takie sytuacji...
To da się jakoś przeżyć, przy stałym podawaniu hormonu objawy zanikają i pies żyje normalnie. Ale za łatwo by było w moim życiu :)
głupol dostał kaczuszkę od fanki na pocieszenie...
Po pewnym bardzo niemiłym wypadku, zaczęłam się zastanawiać czy Arce coś nie jest z medycznego punktu widzenia - w końcu czemu nadal pojawiają się dziwne zachowania mimo tak długiej pracy? Za namową pani Anety zbadałam psicy  pozom amoniaku we krwi - jak poprzednio pisałam, był zdecydowanie podwyższony, osiągnął poziom 76,8 przy normie maksymalnej 47. Badanie ogólne krwi nic nie wykazało, mimo wielu flag, można było na wszystko przymknąć oko. Na szczęście nie ma zaniku mięśni, co jest dosyć ważne.
Podczas USG na SGGW, szukaliśmy złego unaczynienia wątroby z myślą o późno wykrytym zespoleniu wrotno-czczym. Choć wiek nietypowy, bo przeważnie wykrywa się to schorzenie do wieku 1 roku, to objawy na to wskazywały. Ponownie nic nie wyszło, wątroba bardzo ładna, z lekkim stanem zapalnym.

Bez jakichś większych obaw wystartowałam w ostatnich zawodach, choć widziałam, że kontaktu z psem to za bardzo nie miałam. Jakoś dziwnie wycofana i spokojna była. Ale w końcu pogoda, słoneczko i mało treningów...

Przyszedł czas na powtórne USG, tym razem u dr nauk vet. Piotra Marcińskiego, uznawanego za guru USG, z najlepszym sprzętem i świetnym okiem. Również nie znalazł źle połączonych żył, przepływy przy wątrobie były prawidłowe a sama wątroba prawidłowa pod kątem fizjologicznym.
Z nadzieją, że może pierwsze badanie krwi jakoś zostało zafałszowane, że może psica coś zjadła jednak przed pobraniem, pojechałam od razu znów na SGGW (jak dobrze mieć samochód...). Tam studenci pobawili się Arką jak modelem do ćwiczeń (nie wiem kto był bardziej tym wszystkim przerażony - czy Arka czy studenci, którzy musieli znaleźć żyłę, ampułkę, igłę, ogarnąć rzeczywistość i nic nie pomylić, bo prowadzący dyszał na kark :) ). Długo czekało mi się na wyniki... Tym razem amoniak we krwi wynosił 131,1....
tak obecnie głupol spędza większość dnia
W tym momencie zarówno ja jak i pani Aneta wysiadamy. Takiego przypadku jeszcze pani vet nie spotkała, nie ma pojęcia o co chodzi. Wyniki poszły już po znajomych weterynarzach i trzeba czekać aż ktoś coś skojarzy lub pani Aneta coś doczyta przez przypadek.
Najbardziej martwi mnie przyrost geometryczny poziomu amoniaku w przeciągu miesiąca. Taki wzrost nie jest niczym dobrym, bo psica ma już wystarczająco jałowy umysł, nie musi go sobie dalej wypalać... Nie wiem jak długo trwa to trucie organizmu, może od lat i stąd takie dziwne zachowania? Może to genetyczna wada wykańczająca powoli organizm?
Obecnie przechodzimy na Purinę NF, będziemy też badać amoniak co dwa tygodnie. Brak zmiany na lepsze będzie bardzo złym znakiem... Jakoś boję się badania w przyszłym tygodniu.

Arka ma już dosyć badań i czasami nie chce nawet wsiadać do samochodu z miną mówiącą "lecz się sama!"...

9 komentarzy:

  1. Trzymamy kciuki! Biedna Arka, trzymaj się! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymajcie się jakoś ale kurcze,co to może być :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymamy kciuki, oby było wszystko w porządku.
    Proszę wygłaskać Arkę ode mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo kurczę... Ale Ci się trafiło. Najważniejsze, że się nie poddajesz!
    I nie rób tego. Póki jest promyk nadziei - walcz o nią! :D
    Jesteśmy z Wami!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko dobrze się ułoży! Psina jest dzielna, a Pani vet. z pewnością na coś wpadnie:)
    głowa do góry!

    pzdr
    Ola&Nitro

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymamy baaardzo mocno kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  7. To chyba najgorsze sytuacje, kiedy nie wiemy, co naszemu psu dolega i nie możemy go leczyć. Trzymam mocno kciuki, że znajdzie się prowodyr takich wyników i uda się to "naprawić".

    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo wszystkim dziękuję za mile słowa. Oby te życzenia się ziściły...

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymamy kciuki, żeby wszystko było dobrze..
    Arka! Jest jeszcze tyle patyków do przemielenia! Wstawaj!
    Życzymy duużo zdrowia i chciałabym tu zobaczyć roześmiane oczka i radosny pyszczek :)

    Ja za to, z Nandem mam problem taki- nie chce wychodzić na spacery. To znaczy z ogrodu wybiegnie, ale na spacerze idzie 1,5 metra za mną, z głową spuszczoną i to w tempie 10-cio latka. Do tego co chwilę zawraca do domu.. Smaczki i zabawa nie działają!
    Nie wiemy co robić, help!

    Pozdrawiamy,
    Kama&Nando :)

    OdpowiedzUsuń