"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

wtorek, 18 czerwca 2013

Po kontroli

Czasami los nie jest przychylny. I choć tragedii nie ma, to pokazuje, że szczęście człowieka na trochę opuściło.

Byłam z Arką na kontroli po babeszjozie - wyniki poprawne, robactwa w krwi brak, czyli pies zdrowy i taki jak sprzed choroby. Teoretycznie. Bo praktycznie nie jestem w stanie z Arką ćwiczyć, trenować, startować na zawodach. Powód prosty, przez cały czas chodzi otępiała, ma tylko momenty, gdy znów pojawi się u niej ten typowy błysk w oku, znów łapie połączenie między ziemią a mózgiem.

Ostatni trening miał zdecydować czy jedziemy na zawody do Gdyni. Już podczas choroby psicy zastanawiałam się czy damy radę, ale takiej tragedii się nie spodziewałam. Niby technika gdzieś tak jest wyćwiczona w jakiejś pamięci mięśniowej, ale przymulenie, brak skupienia, wolniejsze reakcje po prostu są dla mnie szokujące. Tak jakbym cofnęła się w treningach o dwa lata, z czego niektóre reakcje są zupełnie inne. Arka była ostatnio tak zamyślona w swoim świecie, ze nie zareagowała na dwa psy przechodzące napuszone i na napiętych smyczach 10cm od niej. Zupełnie jakby nie istniały, gdy wcześniej pojawiłaby się zawsze jakaś reakcja.
czasami wygląda nawet jak zwykły, szczęśliwy pies :)
Dodatkowo już trzy razy pojawiła się nagła panika bez powodu, niewywołana niczym widocznym z zewnątrz. Spokojnie człowiek ćwiczy chociażby pozycje, daje psu smakołyki, chwali, wesoło namawia do dalszej i weselszej pracy i nagle trach, odskoczenie, ucieczka, rozszerzone źrenice i zesztywniałe ciało. Raz podobnie zdarzyło się na zwykłym spacerze.

Z Agą zastanawiamy się czy nie doszło do niedotlenienia mózgu. Gdy rozmawiałam z panią Anetą na temat dziwnych, niewyjaśnionych panik, domyśla się, że Arka może w pewnych momentach czuć bardzo silny i nagły ból, trudny do zlokalizowania i wyjaśnienia. Może też czuć ból przez większość czasu...

Planuję pójść na wizytę do weta z dłuższym doświadczeniem a także prześwietlić Arce jeszcze raz stawy, tym razem też barki i łokcie, choć nie chce mi się aż wierzyć, że mogłaby to być dysplazja lub OCD, jej linie są praktycznie czyste... Ale nigdy nic nie wiadomo.

Jej stan nie jest dla mnie łatwy. Po pierwsze nie wiem jak pomóc psu. Nie wiem jak zachowa się za 5 sekund. Choć to mniej ważne, musiałam zrezygnować już z 3 zawodów, stoimy w miejscu i nie zapowiada się szybki powrót. Czasami zastanawiam się nad całkowitym wycofaniem Arki ze sportu, zrobieniem z niej kanapowca-piłeczkowca. Ale to bardzo trudna decyzja i wolę jej teraz nie podejmować.

Na zakończenie bardzo krótki filmik: zostawanie wykonane przed chorobą i kwadrat z ostatniego treningu. Kwadrat po raz pierwszy wyszedł tak dobrze, ale było to jedyne ćwiczenie, jakie udało nam się wykonać tego dnia :/

Choćby jednak było nie wiadomo jak źle, psica zawsze wie jak mnie rozśmieszyć :)
Ostatnio dostała nową zabawkę - piszczącą świnkę. Uwielbiała ją, latała, bawiła się i piszczała. Zostawiła ją jednak pewnego wieczoru w swojej kryjówce za kanapą. Gdy wróciła, przerażona zaczęła szczekać wniebogłosy, bo z ciemności wyglądały ogromne ślepia prosiaka :D
Gdy wyszłam następnego dnia na balkon znalazłam świnkę na balustradą, przygotowaną na egzekucję przez zrzucenie z wysokości.
świnka gotowa do lotu!
Nigdy nie spodziewałabym się, że Bordery są tak okrutne! :D