"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 27 maja 2012

Na co nam ta socjalizacja?

Według socjologicznego podejścia, proces socjalizacji wprowadza jednostkę w życie społeczne, uczy zachowań według ustalonych wzorów, odgrywania ról społecznych, komunikacji, podejmowania działań, panowania nad popędami i potrzebami i ich zaspokajania, kształtuje system wartości i hierarchii potrzeb. Trwa całe życie, choć pierwotna i wtórna różnią się między sobą działaniem.

Każdy właściciel psiaka zauważa lub zauważył, jak potrzebna jest socjalizacja zwierzęcia, by nie wyrosło na lękliwą i agresywną maszynę do zagryzania niewinnych ludzi i zwierząt. Ci, którzy popełnili błędy podczas tego etapu "szkolenia" widzą tego efekty i pracują długie miesiące nad naprawieniem szkód w psychice. Czasami widać debaty zwolenników wczesnej socjalizacji, którzy zapoznają szczeniaka ze światem jeszcze przed ostatnim szczepieniem a także ich przeciwników, twardo trzymających psy w domach do ukończenia ~12 tygodni. Każdy ma swoje teorie, jednak czasami warto się zastanowić, czy łatwiej wyleczyć szczenięce ciałko czy psychikę? Są rasy, a nawet poszczególne psy, które potrzebują zdecydowanie wcześniejszej socjalizacji, która może wyglądać inaczej niż ta, przeznaczona dla przeciętnego szczeniaka.

Zastanawia mnie czasem, jak daleko można mówić o socjalizacji, czy to jeszcze ona czy już szkolenie? Jeżeli uczy ona wzorów zachowań, to socjalizacją są też nasze wymagania podczas różnych sytuacji życiowych. Czy dobre zachowanie na wystawie też można do tego zaliczyć? Pewnie tak, w końcu tyle tam jest nienaturalnych zachowań, które pies musi zaakceptować a potem powtarzać. Tylko nie wiem na cholerę niektórzy właściciele socjalizują psy, by potem na wystawie ustawiać je jak pudełka, trzymać za gardło dla pokazania pięknej szyi lub ciągnąc na dławiku (bo czymże innym jest ringówka jak nie bardzo cienkim dławikiem?), by pokazać nienaturalnie uniesioną głowę podczas truchtu.
Zdjęć umieszczać nie będę, są dostępne na innych blogach w notkach z wystaw, wystarczy poobserwować. Planowałam wystawić Myszę, ale jeżeli tak ma to wszystko wyglądać, to chyba się jeszcze wstrzymam, aż moja moralność trochę podupadnie.

Człowiek to straszna maszyna. Wychowuje psa do tego, co będzie mu przydatne w życiu. Choć niektórzy zdają się nie wiedzieć co właściwie robią, nie widzą skutków swoich działań. Ile to już razy jakiś "wesoły pieseczek" przeszkodził mi i Adze podczas ćwiczenia zostawania? Ile razy już widziałam psy mające głęboko w nosie właścicieli. Niby może to być kwestia wychowania, ale czy tylko? Ile razy słyszałam, jak młode właścicielki psów marudzą na nie, ponieważ psiaki "są agresywne", podczas gdy pies warczeniem, a potem kłapnięciem zębami informował o swoim dużym dyskomforcie, gdy małe dziecko nie przestawało tarmociś go za uszy i ogon (sic!).

Socjalizacja ma uczyć komunikowania się. Dużo psów bardzo szybko "załapuje" sygnały uspokajające, które pomagają sprawnie porozumiewać się z innymi. Czasami jednak na spacerach widzę psy, które nie reagują nawet na te silne, pokazywane przez pobratymcę. Brak socjalizacji, czy oleju w głowie psa? To, że ludzie są ślepi, nie dostrzegają odwrócenia głowy, oblizywania się, wąchania trawki, stania bokiem, to już jedno, ale żeby pies nie zauważał?

Są psy, które stają się agresywne z czasem, po pewnych wydarzeniach, po jakichś zmianach w życiu. Są jednak takie, które są szkolone na agresywne "bo będą lepiej stróżować". Jednak szczeniak atakujący bez zapowiedzi i widocznych sygnałów, w wieku 3 miesięcy jest dla mnie porażką hodowcy i całej rasy. A takim szczeniakiem była Arka.

niedziela, 20 maja 2012

Mistrzowsko.

Notka miała być o zupełnie czym innym, ale z powodu mojego stanu niepozwalającego na intensywne myślenie na abstrakcyjne tematy a także Mistrzostw Świata Obedience, które właśnie przed chwilą się zakończyły, postanowiłam jednak napisać o właśnie tej imprezie.

Trzeba przyznać, że oglądanie zawodów przez Livestream staje się już coraz popularniejsze, na szczęście organizatorzy myślą o biedakach kibicujących rodakom i autorytetom z odległych krajów. Choć czasami ledwo można było rozpoznać psa po umaszczeniu, choć czasami nie było nawet widać, czy ćwiczenie było wykonane całkowicie poprawnie czy nie, było jakieś zaznaczenie czasu, gdy należało szczególnie wysyłać dobre fluidy i odmawiać mantrę, by kolejne rzeczy jednak się udały. A to najważniejsze.

Widać jak ludzie potrafią walczyć ze słabościami, stresem, tremą, niesprzyjającym losem. Nie wszystko idzie jak zaplanowano, zdarzają się wypadki, zdarza się stres, co odbija się niesamowicie na pracy drużyny. Wciąż, poziom prezentowany na tych MŚ był godny podziwu, było na co popatrzeć, a momentami emocje sięgały zenitu, gdy Polacy startowali i trzeba było relacjonować tym, u których livestream postanowił nie zadziałać. Nie wyobrażam sobie co czuli ci na ringach. Sama chyba bym nie dała rady, na szczęście mi jeszcze daleko do takiego poziomu.

Wygrali Finowie, po raz kolejny pokazując swój wspaniały poziom wyszkolenia psów, swoje niesamowite umiejętności. Skandynawowie jednak wiedzą, co to prawdziwe Obedience :) Przez chwilę zapowiadało się, że wygra któryś z rasowych "rodzynków" czyli Gronek lub Labrador, tak się jednak nie stało i tytuł wygrał Border. W tym roku było mniejsze zróżnicowanie ras - z jednej strony szkoda, bo miło czasami popatrzeć na pracę również innej rasy; z drugiej, każdy miał swoją szansę na kwalifikacje,

Wspaniale, że ten sport rozwija się w Polsce, że jest coraz więcej świetnych zawodników a także dobrze zapowiadających się jeszcze młodych psów. Mam nadzieję, że w przyszłym roku nasza reprezentacja będzie liczniejsza i jeszcze lepsza. Już w tym roku pokazali klasę, niech świat czuje polski oddech na karku :)
Dużo można by jeszcze powiedzieć, dużo skomentować... Na razie czekamy wszyscy na powrót "naszych" do domów, szykuje się huczne oblewanie rewelacyjnych wyników! Na prawdę muszę zacząć zwracać się do niektórych "dzień dobry" a nie per "siema"...

Dla tych, którzy dotarli do końca moich wywodów - pare zdjęć autorstwa Asi i Kamili z zeszłego tygodnia - treningowych zawodów. Bardzo za nie dziękujemy! Jestem pełna podziwu dla dziewczyn, ze są w stanie zrobić tak piękne fotografie, podczas gdy ja nawet z idioten-kemmeren robię je nieostre ;p Do tego trzeba mieć chyba talent :)
kontakt: jest, ogonek w górze: jest, takie chodzenie przy nodze uwielbiam!

pies nienawidzący aportu formalnego...

Kocham jej oczy. Zwłaszcza proszące o parówkę...

Ofutrzyła się pannica

Powinna reklamować akcje propagujące adopcje psów ze schronisk...

niedziela, 13 maja 2012

I meeting treningowy Obedience

Trochę o naszych małych sukcesach. 12.05 odbyły się zawody treningowe, na których miałyśmy przyjemność występować. Pogoda bynajmniej nie dopisała, bo znów padało i było zimno (chyba na każdych zawodach będę mieć już ulewę?), trochę zawodników się wykruszyło, ale pozostali najwytrwalsi, najbardziej zdeterminowani i mieszkający najbliżej :D
Choć był to tylko "trening", uważam go za bardzo, bardzo udany. Mi udało się maksymalnie wyluzować, Arce wyciszyć w klatce a potem szybko skupić przed wejściem, gdzie zachowała skupienie nawet między ćwiczeniami. Byłam tez bardzo pozytywnie zaskoczona jej zachowaniem poza ringiem, gdzie odpoczywała na trawce w bliskiej odległości od innych psów, wśród wielu ludzi. Została wygłaskana przez wszystkie chętne ciocie, dostała pare garści parówek a na hasło mamy Asi "Cześć Areczka!" wskoczyła jej na kolana :D Taki mój malutki wesoły piesek, rozkochujący w sobie każdego.

Dzięki Monice mamy cudowny filmik (chwała Ci kobieto za wytrwanie na tej pogodzie!). Jak z poprzednich zawodów i tu dam komentarz do poszczególnych części:

Socjalizacja - Tu nie było wątpliwości, że pies zareaguje entuzjastycznie, zwłaszcza, że "sędziowała" Aga ;) Ogonek chodził jak śmigło, pies zaczął glizdować no i niestety nie wytrzymał w pozycji. Z dwojga złego, to już lepsze niż dziabnięcie ze stresu.

Zostawanie - Było lepiej niż poprzednio. Na początku poprawiłam psa, bo ma tendencje do kładzenia się w waruju na boku, nad czym walczę od jakiegoś czasu. Brzydal niestety i tak zrobiła jak chciała...Niezbyt fajnie też, że aż tak się zawąchała w trawki, ale ogólnie skupienie było lepsze.

Chodzenie przy nodze na smyczy - Tu już jest zdecydowanie lepiej, ogonek w górze, kontakt, pies wesoły. Trochę się zagubiłyśmy na zawracaniu, ale to moja wina. No i na początku widać ogromną radość na widok smyczy, którą może wykazywać tylko jakiś psycholek... Widać też, że musimy więcej ćwiczyć z wysokimi pachołkami, bo nadal dla psa działają jak widok UFO.

Chodzenie przy nodze bez smyczy - tu już się Mój Mały Kucyk tak rozochocił, że po prostu postanowiła pokicać na powrocie zetki... Taką radość może sprawić zwykłe łażenie. No i oczywiście znowu zgubiłam psa na zwrotach.

Przywołanie - Specjalnie chciałam poćwiczyć odprowadzenie psa, bo poprzednio to zawaliłyśmy. Niby niektórzy sędziowie nie oceniają już w tym momencie, u nas było to jednak brane pod uwagę. Widać, że gdy były inne znaczniki, była i inna reakcja psa. Jak dla mnie tempo powrotu było całkiem ładne, trochę tylko krzywo przyrównała, ale to szczegół.

Aport - Dużo się nie zmieniło, nadal walczymy z szybszym powrotem. Muszę tez uważać na znaki przed odebraniem koziołka, by pies nie nauczył się wypluwać go za szybko. Bardzo natomiast podoba mi się jej sposób podejmowania aportu, po tym gdy widziałam jak niektóre psy nie są w stanie "trafić" w koziołek, jej podjęcie jest po prostu idealne.

Przeszkoda - (po drodze Aga specjalnie rozpraszała Małe Zło) Jedno z ulubionych ćwiczeń Arki, bezbłędnie i szybko, nie mam nic do skomentowania :)

Zmiana pozycji - Walczymy nad dobrym waruj przy nodze i szybszym siadem. Warowanie z siadu na odległość zazwyczaj wychodzi ładnie i szybko. Jest nad czym pracować.

Ogółem, bardzo udany występ. Otrzymałyśmy piękny dyplomik, gdzie widnieje nasza zasłużona ocena i lokata :D
Mam nadzieję, że równie dobrze uda nam się wystąpić na następnych zawodach, już tym razem znowu oficjalnych. Widać, że bez kielicha/walium/skręcika się nie obejdzie :)

Na razie szykujemy się na dłuższą przerwę w treningach z mojego powodu, jednocześnie jednak bacznie obserwujemy starty zawodników Mistrzostw Świata Obedience w Saltzburgu, gdzie przesyłamy dobre fluidy i trzymamy kciuki za całą polską reprezentację a w szczególności za jeden zespół. Wierzę, że uda się wygrać, chociażby z samym sobą.


Czekam na zdjęcia z zawodów, gdy się pojawią, edytuję ten post, lub dodam je do następnej notki.

niedziela, 6 maja 2012

tętent psich łap po trawie...

Arka nie jest jakimś hiper-aktywnym Borderem. Dosyć szybko nauczyła się wyciszać w domu a pracować i bawić się tylko na zewnątrz. Potrafi już też przełączyć się ze zwykłego chodzenia na współpracę. Są jednak miejsca, gdzie zmienia się w Potwora pokazującego co to oznacza niewyciszony Border.
Takim miejscem jest nasza działka - od początku pies zawsze jeździł tam tylko na zabawę, potem gdy ja przestałam odwiedzać to miejsce, jeździł dla towarzystwa, ale nikt się nim nie zajmował, chyba, że poprosił o rzucenie czegoś. Tak oto Arka nauczyła się być przez cały czas w gotowości do rzucenia patyczka w przerwach na bieganie dookoła terenu. Gdy jeszcze ja wpadałam na teren, był względny spokój, jednak beze mnie można było dostać cholery.
Ponieważ szykował się dłuższy pobyt na działce postanowiłam wreszcie coś z tym zrobić (nie ma to jak mieć refleks, prawda?). Zajęło mi około dnia-dwóch na nauczenie psa odpoczywania na komendę. Upierdliwa robota, ale warta zachodu. Sądzę, że pójdzie to w dobrą stronę.

Współczuję ludziom, którzy nie dali rady wychować swoich Borderów na tyle, by mieć spokój w domu.

Uwielbiam patrzeć na Arkę w ruchu, jest wtedy bardziej rozluźniona, szybciej schodzą z niej emocje, bardziej "uśmiecha" jej się pysk. Nie jest bardzo szybka, w końcu ma niskie zawieszenie :D (pomijając, że najszybsze samochody również takie mają) ale swoją prędkość też da radę rozwinąć. Świetnie jest słyszeć tętent jej łap, gdy biegnie akurat obok, zwłaszcza gdy po drodze zacznie podskakiwać jak mały kucyk :) Takie sobie wesoły, naćpany piesek.
już biegnę!
Marzy mi się, by powrócić do treningów Agility, by znowu pobiegać z Małym Złem po torze. Tak mnie do tego ciągnie... Z drugiej strony widzę ogromną poprawę jej psychiki od kiedy zrezygnowałyśmy z zajęć. Trochę jeszcze musi minąć nim znów zaczniemy się tym zajmować, zwłaszcza, ze problemem będzie też wybór klubu...

Ostatnio jej nie poznaję. Tak bardzo zaczęła się opanowywać, lepiej reaguje na inne psy (nawet na ujadającego na nią Jamnika!), lepiej się skupia, lepiej pracuje... Chyba chora jest, że taka wesołość i rozluźnienie w nią wstąpiły. Mam nadzieję, że będzie też tak rozluźniona na następnych zawodach.

Dzisiaj bardzo krótko, bo moje myśli latają gdzieś całkowicie indziej.