"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 29 kwietnia 2012

Mistrzostwa Polski Obedience Border Collie i Treningowe Zawody Agility dla Przyjaciela


Oj aktywnie spędziłam ten weekend, choć bez psa. Psica odpoczęła w lasach i na polach widząc się ze mną parokrotnie, ja natomiast zmieniałam się w kibica, kamerzystę i giermka pomagającego na zawodach :)

Sobota minęła mi na kibicowaniu Adze z Myszą na Mistrzostwach, które (bez zaskoczenia) skończyły się dla nich wygraną i uzyskaniem tytuły MP BC klasy 3. Po raz pierwszy byłam w mieścinie o nazwie Korytów, gdzie impreza się odbywała i muszę powiedzieć, że miejsce na zawody jest świetne! Bardzo fajny plac, zaplecze również wystarczające, jest gdzie przejść się po starcie.
Opinie na temat sędziowania i organizatorów pozostawię dla siebie :) Byłam nawet zapisana i opłacona na Mistrzostwa, los chciał, że jednak zrezygnowałam.

Miło było popatrzeć na trójkowe psy, na ich wypracowane komendy (niektóre nawet wydawane po rosyjsku :D), na radzenie sobie w ogromnym upale i Słońcu. Nie wszystkim poszło idealnie, było pare wpadek, również ze strony organizatorów, ale wciąż widać było dobrą rywalizację. Szkoda, że nie mogłam zobaczyć wszystkich występów z pozostałych klas, bo byłam bardzo ciekawa niektórych zespołów. Może na innych będę miała więcej czasu :)
Teraz, gdy Aga jest już oficjalnie Mistrzem Polski Border Collie klasy 3 chyba powinnam przejść ze zwykłego "siema" do potulnego "dzień dobry" (jakim witam moją poprzednia trenerkę nadal darzoną przeze mnie ogromnym szacunkiem) XD Z kim ja się zadaję, sama siedzę i chyba będę siedzieć w klasie 0 a tu ludzie mistrzostwa zgarniają!
dwa piwa poproszę!
Niedzielę również spędziłam cały dzień na dworze, co skutkowało oparzeniami od Słońca na moich biednych ramionach. Ból niesamowity, wygląd również nieciekawy. Co najlepsze, akurat teraz pies najbardziej chce się tulić... Było jednak warto przyjechać z samego rana, by spotkać znajome i te trochę mniej (ale wciąż kojarzone chociażby z czytanych przeze mnie blogów) twarzyczki, pokibicować Asi z Rico i Lidce startującej z Myszą, Sigmą i Mailo. Jak na warunki, wszystkim poszło wyśmienicie! Podziwiam tempo biegu Akilinowskich Borderów, choć różnią się miedzy sobą, mają wiele cech wspólnych podczas pracy. O ile pracą można nazwać bieganie po torze agility.
Na wszelkiej maści zawodach można zobaczyć ogromne przepaście miedzy typami w jednej rasie. Dzisiaj zostałam uświadomiona jak bardzo różne bywają Tollery, bo z autobusu widziałam dosyć masywnego a na zawodach wersję minimalną. Wśród BC równie mocno to widać, zwłaszcza, gdy przejdzie szczeniak z typowych linii show (z hodowli uważającej się za "sportową") obok psa po ISDSach o całkowicie innej budowie i zawartości czaszki. Nie muszę pisać którą wersje rasy wolę.
Stara, ogarnij jaka faza, kwiatek wyrósł od mojej śliny!
Obecnie prawie w każdy weekend organizowane są gdzieś zawody w którejś z dziedzin sportów kynologicznych. Nic tylko ćwiczyć coś i startować w zawodach, wygrywając plastikowe puchary i inne "pietruszki". Doceniam ludzi, którzy już są na etapie startowania dla siebie, dla sprawdzenia psa, bez chorej ambicji czy zbędnego stresu.

Ponieważ w ciągu tych dwóch dni przejechałam z jednych zawodów na drugie, miałam możliwość ich porównania. Agility - głośne, pełne biegających, chodzących, leżących i szczekających psów i ludzi, z grającą muzyką i ogłoszeniami przez tuby, Obedience - ciche, pełne skupienia, spokojnego obserwowania konkurencji, z uciszonymi, schowanymi lub odległymi psami. Choć to drugie na pewno bardziej stresujące, bo w mniej sielskiej atmosferze, chyba jednak dla mnie lepsze. Jest większy ład i informacja, można też skupić się przed swoim startem.
Oba sporty diametralnie się miedzy sobą różnią, tak samo jak podejście zawodników do swoich występów. Gra się o inny rodzaj "marchewki", inaczej obserwuje konkurencję. Inaczej też wygląda zaplecze, bez zawsze-obecnych na agility namiotów.

Różni sie też zainteresowanie. Widać bardzo wyraźnie chociażby po liczbie wpisów na Facebooku czy na forach, czym ludzie najbardziej się interesują - sportami, gdzie zasady są najluźniejsze a "sport" polega na zabawie, gdzie pies dostaje nagrodę prawie cały czas. Chyba najpopularniejszym stało się frisbee, efektowne, dające możliwość porobienia pięknych zdjęć, nagradzające psa cały czas i możliwe do ćwiczenia wszędzie. Agility również plasuje się wysoko, bo również jest dynamicznym sportem, w którym psy same mogą się nagradzać. A ile osób kibicuje czy interesuje się obi, IPO, dummy...? To już zbyt nudne, to już dla koneserów. Choć obi zyskuje na popularności, mamy coraz więcej dobrych zawodników i coraz więcej organizowanych zawodów, wciąż jest to ułamek w porównaniu z innymi dziedzinami. Oby podczas swojego rozwoju, obedience nie stało się jarmarkiem.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Motywacja...człowieka.

Dobry sportowiec ma dobrą motywację do dążenia do przodu. Ma dobre możliwości do dobrego rozwoju i dobrze traktuje psa/sprzęt/otoczenie. Ma dobre relacje z dobrym trenerem dobrze znającym techniki dobrej motywacji. I tak kółeczko się zamyka :)

Jeszcze przez dwa-trzy dni po zawodach analizowałam każdy swój krok, oglądałam nagrania i myślałam jak zmienić swoje zachowanie, by następny tart był jeszcze lepszy. Patrzyłam na zachowanie psa i jego motywację i starałam się wzbudzić swoją by dalej przeć do przodu.
Gdzieś od pół roku (jak nie więcej) uczę się techniki dobrego przemawiania motywacyjnego, tzw. pep talk i zastanawiam się, czy czasami mi ktoś nie powinien takiego wygłosić :) Niestety duża ambicja z małą wiarą w siebie trochę się nie łączą.
Człowieka jest chyba trudniej zmotywować niż psa. Dla jednego wymyśla się przeróżne taktyki, niektóre rodem z filmów amerykańskich inne z metod jeszcze radzieckich i nigdy nie ma się pewności, że wszystko zadziała a przedsiębiorstwo będzie cieszyć się wesołymi i pracowitymi pracownikami.
U psa wystarczy zdecydowanie mniej zachodu - patrząc na przykładzie Arki na prawdę dużo nie muszę robić. Bardzo długo walczyłam z jej motywacją, nad samym aportem spędziłam kilka miesięcy codziennych ćwiczeń. Dało to jednak efekty. W dużych rozproszeniach, gdy proszę o trudne rzeczy, wystarczą super-aromatyczne parówki, podroby czy Frolic. W mniejszych rozproszeniach wystarczy szybkie i radosne "dobrze!", na które wczoraj nauczyłam psa przynoszenia kapci :) Co ciekawe zajęło mi to ze 3 minuty, bez smaczków, a Małe Zło przynosiło mi je w sposób idealny, potem nawet z obediencowskim równaniem. Przydało się podczas ponownego leczenia się w łóżku.

Moja słaba odporność sprawiła, że znowu się rozchorowałam. Nie jestem w stanie dojść co takiego zmieniło się, że nagle tak mój organizm nie wyrabia. Jedenaście godzin na deszczu i zimnie wystarczyło, bym musiała odwołać treningi i wypad do lasu z psem. Ten dzień spowodował, że musiałam odwołać nasz start w następnych zawodach jakie planowałam - Mistrzostwa Polski Obedience Border Collie. Bardzo żałuję, bo chciałam zobaczyć występ paru osób, samej też spróbować swoich sił ponownie. Na szczęście jednak nie są to ostatnie zawody, możemy trochę pokisić się w jednej klasie :)

Ponieważ miałam więcej czasu na przemyślenia (co nigdy nie kończy się dobrze w moim przypadku), powstał nowy tekst. Na stronie "Psim Nosem" Link od dzisiaj można znaleźć teksty też i mojego autorstwa. Zapraszam do lektury i konstruktywnej dyskusji :)

niedziela, 15 kwietnia 2012

Zawody JuniorObi i Zawody Obedience w Powsinie

Za nami bardzo intensywny weekend - najpierw zawody JuniorObi dla dzieci, na których pełniłam rolę sekretarza ringu, potem zawody obedience, pierwsze, na których brałam udział jako zawodnik. Zacznijmy jednak od początku.

Sobota

Tego dnia sędziowane były klasy 1, 2 i 3 a na boisku bocznym zostały zorganizowane zawody dla dzieci. Frekwencja jeszcze mała, ale mam nadzieję, że stopniowo więcej młodszych osób będzie taką aktywnością zainteresowanych. Organizatorzy spisali się na medal zapewniając nie tylko świetne nagrody dla każdego uczestnika (jak ja bym chciała takie fajne prezenty!), ale przede wszystkim idealnego "sędziego" - Małgorzatę Bartoszewską-Kujawę, z którą idealnie mi się współpracowało. Niestety trochę nie spisałam się w swojej roli, bo w pewnym momencie pani sędzia zdecydowała, że będzie szybciej, jak sama zacznie pisać a nie dyktować mi i czekać aż zapiszę :) Mam nadzieję, że zdecyduje się ona kiedyś na bycie prawdziwym sędzią, wiele osób mogłoby u niej się uczyć.
Jakby nie patrzeć, trudno jest porównać np. 10-ciolatka pracującego z psem z zawodowym trenerem w wieku 30-40 lat. Zupełnie inna praca, inne reakcje psa. Dlatego takie spotkania dają dużo radości, możliwość nauki i zobaczenia co można zmienić. Oby więcej takich!

W sobotę kibicowałyśmy również Kamili startującej z Megi i Adze walczącej z Myszą. Obu poszło idealnie!

Niedziela

Ten dzień należał do zerówek obi. Od rana ulewa, max 10 stopni, lekki wiaterek, dlatego atmosfera była bardzo nieprzyjemna. Zwłaszcza, gdy trzeba było wstać o 5 rano, by przyjechać na plac na 7 i zarejestrować się :/ Arka nie wierzyła, że gdziekolwiek z nią jedziemy, do końca starała się złapać choć trochę snu, bo to nieludzkie tak wcześnie zrywać psa, na dodatek głodnego od 48h. Nic to, pojechaliśmy walczyć z sobą.

Trzeba przyznać, że organizacja zawodów była wyśmienita i tu należą się ogromne brawa dla organizatorów. Jestem też nieskończenie wdzięczna Adze za przyjazd tak wcześnie dla mnie, by powspierać biedne trzęsące się dziecko... Bo niestety stres przejął nade mną kontrolę, pies nie chciał się skupić, potem wyczuwając moje zdenerwowanie, spiął się i nie było tak pięknie jak być mogło.
Oceniał nas najsurowszy sędzia obedience - pan Jacek Lewkowicz, o którym dużo czytałam i słyszałam przed startem. Rezultaty obu dni pokazują, że sędzia ten używa pełnej skali ocen, w wyższych klasach (ale w 0 właściwie też) obcinający punktacje za co się dało, szukający u zawodników perfekcji. O dziwo, ja czuję się jak najbardziej prawidłowo oceniona, jak nie zbyt łagodnie - sama bym sobie odjęła pare punktów. W innych przypadkach czasami nie wiedziałam za co odjęto punkty, ale nie kwestionuję tego. Wolę taki system oceniania, niż dawanie oceny bardzo dobrej za samo pojawienie się i zejście w komplecie z ringu.

Dzięki pomocy Krzyśka mamy filmik, pokrótce skomentuję poszczególne elementy naszego niedzielnego występu (jak w każdym moim filmiku, polecam wersję HD):




Sekunda 0:08-0:15 Socjalizacja - nasze małe mistrzostwo, coś po co praktycznie pojechałam na zawody. Wiedziałam, że jeżeli to nam się uda, to reszta nie ma znaczenia, bo to kwestia wyrobienia psa. Tutaj do końca nie byłam pewna reakcji psa, tym bardziej byłam z niej dumna, gdy nie dość, że wytrzymała długie głaskanie, to jeszcze zamachała ogonkiem! Pies, który w wieku 3 miesięcy rzucał się z zębami na ludzi i psy...Za to ćwiczenie otrzymałyśmy 10pkt.

0:17-1:40 Zostawanie w pozycji Siad/Waruj - tu trochę zabawna sytuacja, ponieważ uczyłam przez dłuższy czas zostawania w warowaniu, jednak pies siadał. Potem przestawiłam się na zostawanie w siadzie, co lepiej wychodziło. Przekonana o inteligencji naszej Drużyny Specjalnej Troski, przed ćwiczeniem poinformowałam komisarza, że będziemy wykonywać je z pozycji Siad. A co zrobił pies? Oczywiście na samo słowo "Zostań" zawarowała :D Nie wiedziałam co zrobić, dlatego widać chwilę mojego zawahania. Ogólnie została ładnie, ale tak jak zauważył sędzia - bardzo oglądała się za kimś znajomym, niestety po tamtej stronie stała Aga i Asia, a w dużej odległości również moja mama, której zapach mógł czuć pies. Szkoda wielka, jednak odjęto nam punkty tylko za złą pozycję, otrzymałyśmy ich 9.

1:44-2:28 Chodzenie przy nodze na smyczy - Tutaj niestety nastąpiła katastrofa, pies mi się wyłączył, pozostał w świecie różowych Kucyków Pony i Smerfów, przez co całkowicie straciłam z nią kontakt. Nasza porażka, wstyd i wielka hańba, które po tych paru godzinach nie mogę sobie darować, zwłaszcza, że nigdy nie było tak źle. Choć sądziłam, że ćwiczenie zostanie automatycznie wyzerowane, otrzymałyśmy najmniejsza ilość 5 pkt. Nie pamiętam niestety komentarza sędziego, jednak zwrócił on uwagę głównie na mój stres. Zgadzam się z tym, bo dowaliłam Arce niezła bombę emocjonalną, choć sama często jest bardzo spięta i trudno jest jej się wyluzować, co dopiero w takich warunkach. Mea Culpa, proste.
2:29-3:13 Chodzenie przy nodze bez smyczy - Odrobinę lepsza część, wciąż jednak niezadowalająca. Pies łapał kontakt, co zostało docenione przez oceniającego, traciłam jednak nad nią kontrolę momentami. Na końcu zetki było newralgiczne miejsce, poza placem były jakieś cudowne zapachy, do których uciekło z ringu pare psów, nie dziwię się nawet zawahaniu Arki, choć z punktu widzenia zawodnika jest to niedopuszczalne. Bardzo reagowała też na komisarza, stąd reakcja przed zatrzymaniem podczas powrotu na zetce. Niestety tylko 6,5pkt za tę część, ponieważ była liczona podwójnie, łącznie otrzymałyśmy 13pkt.
choć czasami dobrze chodziła
3:15-3:52 Przywołanie - Tu znów te nieszczęsne chodzenie przy nodze, również oceniane. Mamy też popracować nad szybkością powrotu. Niestety 7.5pkt.
3:53-4:13 Aport - Zastanawiałam się jak jej wyjdzie, było nawet fajnie. Udał się oficjalny (w nowym regulaminie zerówki można wybrać też opcję z rozbawieniem, oczywiście od razu za mniejszą ilość punktów, można też rzucać zabawką o ile w środku nie ma jedzenia). Za ten element zostałam najbardziej pochwalona, bardzo sędziemu spodobało się prawidłowe i pewne podjęcie koziołka, potem dobre przyjęcie pozycji podstawowej, wytrzymanie chwytu i dobry odbiór aportu. Wadą było zmienne tempo powrotu (będziemy się przyspieszać) i lekkie podgryzanie (będziemy z tym walczyć). Ogólnie bardzo ładnie, według sędziego jest świetna podstawa do aportu w dalszych klasach. Otrzymałyśmy 9 pkt. liczonych podwójnie, czyli łącznie 18.

4:15-4:24 Skok przez przeszkodę - Nie miałam wątpliwości, że wyjdzie dobrze, Arka bardzo lubi tę część, chętnie ją wykonuje i bardzo prawidłowo, idealnie powróciła do pozycji podstawowej. Otrzymałyśmy maksymalne 10pkt.
Super, co nie?
4:27-4:33 Zmiana pozycji Siad-Waruj - Według komentarza oceniającego, lepiej byłoby, gdybym wykonała je sprzed psa, niestety przy nodze wyszedł krzywy waruj. Bałam się jednak, że przy takim zgaszeniu pies nie wykona komendy, a za powtórkę grozi -1pkt. Na szczęście wyszło, oceniono nas na 9,5pkt.

Łącznie otrzymałyśmy 82pkt, co dało nam ocenę Doskonałą z lokatą 13/25, zaliczenie zerówek i możliwość startu w klasie 1. (Jak tak słaby występ może umożliwiać start w wyższej klasie to nie mogę pojąć...)

Ogólnie nie jestem zadowolona z naszego występu, nie jestem zadowolona z mojego zachowania. Przez stres zapominałam nakręcać i nagradzać głosem psa między ćwiczeniami ,więc wszystko robiła na sucho, czego bardzo żałuję i nie mogę sobie wybaczyć. Niestety dopóki nie nauczę się radzić lepiej ze stresem, nie zajdziemy daleko. Arka została ogólnie oceniona przez sędziego jako bardzo dobry materiał na zawody, brakuje jej jednak oparcia we mnie, brakuje właśnie mojej pewności siebie. Chyba powinnam ją po prostu dać na leasing a samej zabrać się za o wiele spokojniejsze szachy :)

Na tym (niestety) nasze występy się nie kończą, chcę jeszcze co najmniej 2 razy wystąpić w zerówkach, by poprawić niektóre sprawy. Od trenera dostałam kopniaki za ocenę doskonałą i burę za brak wiary i zadowolenia. Miło.

Ogólnie, patrząc na całe zawody, spodziewałam się poważniejszej atmosfery, więcej jakichś spięć między konkurencją. Tu jednak spotkałam całkiem życzliwych, nawet obcych ludzi ,wielu uśmiechniętych i gawędzących. Oczywiście, były i chmury burzowe starające się zepsuć dzień wszystkim, my również cichutko cieszyliśmy się, gdy jednak konkurencja dostała o 1 pkt mniej :) Miłe było również szybkie uciszanie psów, co dla naszego zespołu jest kluczowe - tu również były wyjątki w postaci paru młodych osób z psami.

Czas zakończyć już tę relację, na dniach planuję kupić Arce prezent za pierwszy występ - może w końcu wybiorę jakieś dyski :)
Tutaj też dziękuję serdecznie Adze za cierpliwość, pomoc, uspokojenie mnie i psa, doprowadzenie za rączkę prawie do sędziego i wciąż za nie wyrzucenie nas z klubu :)
Asi i Krzyśkowi również należą się podziękowania za wczesny przyjazd i wspieranie, zdjęcia i filmik.
A my przemy do przodu!

niedziela, 8 kwietnia 2012

Duma i uprzedzenie

Jestem coraz bardziej dumna z Małej Czarnej. Naprawdę zachwyca mnie zmiana jej charakteru, to, że zaczyna myśleć przed jakimś działaniem, powstrzymywać się, jest bardziej wyczulona na moje zachowania i komendy. Zaczęła mnie uważniej obserwować, szybciej reaguje na komendy. Wczorajszy spacer z Rico, Magiciem a później też z małą Seiko pokazał, że wystarczy trochę czasu i pies z trybu "zaraz Ci wpi**dolę" zmienia się w tryb "spoko, spoko, tylko się nie przewróć jak tak psy tratujesz". Już po paru minutach spokojnie bawi się, biega, wącha z innymi psami, nie reaguje nawet gdy mały szczenior da jej z bara w psy, a nawet gdy dwa razy większy samiec przebiegnie po niej podczas nagłego biegu :)
Ma to jednak też swoje wady, bo czuje się ona pewniej. A co za tym idzie, próbuje swoich sił i bez temperowania z mojej strony, szuka po prostu guza. Na szczęście też zaczyna się ogarniać, zauważyła, że wcale mi się to nie podoba.
Wciąż pozostaje jednak miękka jak plastelina, niestety krzyk koleżanek na swoje psy powoduje u niej bardzo silną reakcję - podkulony ogon, uszy po sobie, bieg do pańci i pytanie wzrokiem "co też takiego złego zrobiła?!" Serce się kraja, że tak reaguje. Podczas wczorajszego spaceru po paru takich wypadkach szła po prostu obok mojej nogi, czasami nawet na kontakcie, byleby tylko usłyszeć, że jest ok, nic się nie stało. A podczas całego dnia krzyknęłam sama na nią jeden jedyny raz, gdy próbowała zaczepić Magica...
Asiowe.
Chciałabym powiedzieć, że oprócz zmian w jej zachowaniu podoba mi się nasza praca w obi. Niestety nie wszystko jest takie fajne, tylko z niektórych elementów mogę być dumna. Na Polach Mokotowskich jest ogólnodostępny placyk z "przeszkodami" - teoretycznie do agility, choć część hopek to po prostu przeszkody do obi, a w środku stoi przeszkoda do ratownictwa. Poćwiczyłyśmy tam sobie obi, przeszkoda wychodzi całkiem ładnie, nie mam do niej zarzutów. Chodzenie przy nodze również nie było tragiczne, choć mogłoby być lepsze. Naszym ogromnym problemem (oprócz aportu oczywiście :) ) jest zostawanie. Mały rozumek Małej Czarnej nie trawi dobrze tej komendy i choć w domu i ogródku wychodzi ona idealnie, tak gdzie indziej często albo jest zrywana albo pies siada. Pal to licho jak usiądzie lub jak czasami się zdarzało, położy się bardziej na boku, oby tylko nie wstała i nie poszła! Jeszcze musimy spędzić wiele dni na tej komendzie, wierzę, że w końcu będzie idealna. W końcu to Border, jakoś damy radę :)
Asiowe
Tyle jeżeli chodzi o dumę. A uprzedzenie?
Kto by się spodziewał, że szczeniak ostatni z miotu, który został jeszcze w hodowli okaże się tak świetnym psem? Zazwyczaj gdy widziałam ogłoszenie o ostatnim szczeniaku, myślałam, że został, bo coś było nie tak, albo miot nieciekawy, albo charakter/budowa psa nieciekawa. Jakie zdziwienie mnie spotkało, gdy zobaczyłam takiego "ostatniego" szczeniaka będącego moim ideałem psa. Z wyglądu piękna (choć budowa jeszcze się pewnie zmieni), z charakteru zabawowa, skupiona na właścicielce, pięknie szarpiąca się i posiadająca od urodzenia aport. Tylko zazdrościć i się zachwycać!

Tak już jakoś bywa, ze człowiek nabiera uprzedzeń, bo "coś usłyszał". Nie sprawdza niczego a swoje zdanie wyrabia sobie i rozpowszechnia. Jak łatwo potem o pomyłkę! Środowisko borderowe jest szczególnie kłócone, czytając niektóre wypowiedzi na forach odnosi się wrażenie, że ludzie tylko siedzą i czekają, by komuś dopiec i wykazać się wiedzą i wyższością. Nawet gdy ktoś coś napisze w dobrej wierze, jest uczciwy i szczery, zaraz pewne osoby dopieką jak mogą najbardziej, byle interesy ich kółka wzajemnej adoracji nie zostały naruszone. Świadczy to tylko źle o takich osobach.
Asiowe. Motywujemy się.
A przecież psy to tylko psy. Czujące istoty nie znające pomówień czy obgadywania. Ktoś je obraża słownie? Spoko, nawet nie rozumieją słów. Są psy lepsze i gorsze, nie da się ukryć, choć dla każdego wyznacznik "lepszości" będzie czym innym. Ostatnio podczas jazdy samochodem zaczęłam porównywać psy z autami. Można mieć bardzo stare i zużyte auto (jak moje, zdefiniowane już jako "psie" i przeznaczone tylko na wyjazdy na treningi czy inne psie aktywności), a można mieć nowsze, przeznaczone na jazdę w wieczorowej sukience, śmigające pięknie i ruszające z 3 biegu (jak moja "limuzyna", której nie wolno mi jeszcze prowadzić ;p ). Widzę jednak, że nie samochód jest tak ważny, ale umiejętności kierowcy. Swoim autkiem starszym niż niektóre moje znajome jestem w stanie ścigać się na światłach z Lexusem. Wystarczy znać samochód, wiedzieć kiedy zmienić bieg i jak operować pedałami.
Tak samo jest z psami. Nie którzy mają już takie uprzedzenie, że ze słabym psem, kundelkiem, marnym Borderem ze słabą psychiką nic się nie zrobi, męczyć się nie ma sensu i lepiej od razu zrezygnować, kupić lepszego psa i ewentualnie wtedy sięgać po medale.
Gdy Arka miała 3 miesiące zaczęła atakować ludzi i psy. Trener w psim przedszkolu praktycznie w niczym nam nie pomógł, powiedział tylko, że agresja smyczowa jest bardzo trudna do oduczenia. Następny behawiorysta polecał nam izolować psa, nie myśleć nawet o jakichś sportach. Ja jednak nie chciałam się poddać, bo taki a nie inny pies mi się trafił i z takim a nie innym chciałam pracować. Poznałam ją dokładnie, zaczęłam "zaglądać pod maskę", wgłąb psychiki, docierałam "hamulce", wymieniałam "płyny" na te powodujące mniejszą pobudliwość... Obecnie Arka jest innym psem, wciąż ze skłonnościami i naleciałościami, ale jednak innym.
Czasami mówi się, że młody kierowca powinien uczyć się prowadzić na gorszym ,starszym samochodzie, by nie było go szkoda. Niektóre psy też stają się takimi "workami treningowymi". Arka jest moim pierwszym Borderem, choć nie pierwszym psem.
Czy da się wygrać ze słabym psem? Da, jeżeli uwierzy się w swoje i psa siły, pozna jego psychikę, stworzy więź. Nie od razu trzeba mieć Ferrari.

Takim pozytywnym akcentem życzę wszystkim czytającym i odwiedzającym nasz blog Wesołych, Rodzinnych i wolnych od kłótni Świąt. Oby każdy znalazł chwile na odpoczynek i chwilę refleksji.
Ptasi Móżdżek również życzy wszystkiego dobrego!

niedziela, 1 kwietnia 2012

Nie gaśnij iskierko...

Choć dzisiaj 1.04, nie będzie tu żartów. Całkowicie na poważnie.

Jest wiele powiedzeń związanych z nadzieją i ratowaniem się z opresji: światełko w tunelu, łapanie się brzytwy przez tonącego... Czasami ta iskierka nadziei gaśnie, bo tracimy wolę walki i motywację do działania. Zdarza się to szybciej lub wolniej, ale wiele osób dotyka.
To samo widzę u Arki - bardzo łatwo ją "zgasić", zamknąć w sobie i tak połamać psychikę, że nie wie gdzie się schować a wygląda jak sto nieszczęść. Żadna presja nakładana choćby najsubtelniej tu nie zadziała i choć czasami trzeba psa sprowadzić na ziemię i pokazać, że kombinowanie przy komendach jest bardzo niefajne i nieopłacalne, najlepiej działa wszelkie ćwirkanie, cieszenie się jak na Gwiazdkę i ogólnie ogromna ilość pochwał.
Małe Zło po moim szczerym śmiechu (tak, śmiech działa najskuteczniej) i z krótkimi pochwałami jest w stanie zrobić całą zerówkę obediencową. Z takim śmiechem po dobrze wykonanym ćwiczeniu jeszcze bardziej rosną jej skrzydła, bardzo szybko zapamiętuje dobre wykonanie i stara się jak nigdy. Tak mało wystarczy do motywacji psychola.
Asiowe. Jedna z metod motywacji psa przed startem.
Staram się z nią ćwiczyć często, regularnie, by jak najwięcej zrobić. Powodzenie takiego małego treningu jednak zależy od naszych humorów - czasami ona nie ma nastroju do ćwiczeń, bo wiatr urywa uszy a śnieg wpada do oczu i w ogóle jakoś tak spać się chce przez ciśnienie, czasami to ja niepotrzebnie frustruję się szybciej niż powinnam, niecierpliwię, śpieszę, daję dowody zbyt wysokiej ambicji... Musze popracować na sobą, oj muszę, bo nie dość, że ambicja wysoka to jeszcze brak wiary w psa. W takie cudowne Małe Dobro!
Asiowe. Straszny koziołek nie jest już taki straszny!
Niestety jestem po kolejnej kłótni z ojcem, widzę, że nie skończy się to tak szybko. Ile można mieć jadu w sobie z powodu własnych niedociągnięć? Sam pozwolił Arce, psu miękkiemu psychicznie i względnie łatwemu do podporządkowania, wejść sobie na głowę, zawładnąć całkowicie domem, gdy mnie nie ma. Pokazywałam co robić, jak ćwiczyć, wszystkie sprzęty i smakołyki są w znanym miejscu ogólnodostępnym, ale nie, to poniżej jego godności by szkolić psa. Nienawidzę hipokrytów, a tutaj ani pies w klatce nie jest dobry ani pies poza nią. Były już nawet groźby wyprowadzki gdybym zrealizowała jeden ze swoich planów. Miło i świątecznie.
Asiowe. Nigdy nie zadzieraj z Małym Złem. Nigdy.

Pomijając już wszelkie inne iskierki, moja ostatnia iskierka nadziei zgaśnie, jeżeli Związek Kynologiczny z Główną Komisją Szkolenia Psów nie postanowią ogarnąć się w kwestii regulaminu zerówki obi. To nic przyjemnego, gdy zawodnicy a nawet organizatorzy zawodów nie wiedzą według jakiego regulaminu będą oceniane zawody. Już mi nawet ta nowa zerówka odpowiada, choć nie jest tak łatwa jak poprzednia, ma swoje zalety. Można ją wyćwiczyć bez problemu, jednak lepiej mieć pewność, że ta aby na pewno będzie funkcjonować. Jestem całkowicie za R=R i psami rodowodowymi, ale ZK czasami po prostu mnie denerwuje.