"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 29 stycznia 2012

Dziwię się trochę.

Dziwię się trochę, jak ludzie potrafią być bezmyślni.
Ostatnio przy mojej ulicy przybyło psów. Nie ma w ty nic złego, w końcu każdy ma prawo do psiaka lub psiaków. Jednak jak już człowiek bierze na siebie odpowiedzialność posiadania psa, mógłby też zatroszczyć się o jego wychowanie i sprzątać po nim. Bo widok załatwiającego się psa na środku ulicy, blokującego ruch (oczywiście jest to mała uliczka, ale jednak) i pozostawiającego swoje sprawunki na pastwę kół jest niesamowicie denerwujący. Zwłaszcza, że pies ma bardzo niskie mniemanie na temat właściciela i nie wraca na żadne wołanie.
Dziwię się trochę, jak bardzo nieodpalający samochód może wpłynąć na moją wenę twórczą w produkowaniu epitetów. Samochód stary, jak to każdy, który przekazują świeżym kierowcom, to nie marudzę. Jednak gdy pies był ładnie przypięty z tyłu i już nawet zasypiał, ja zdążyłam poprawić fryzurę i obmyślić trasę na plac treningowy, sądziłam, że jednak uda mi się w cieple dojechać. A tu pikuś, trzeba znowu poczuć uroki komunikacji miejskiej. A skoro nie wszędzie da się dojechać, a do innego samochodu mam zakaz wsiadania za kierownicę, z jednego treningu musiałam zrezygnować...
Dziwię się trochę, jak niektórzy są "nieodporni" na pogodę. Wystarczy, że temperatura spadnie trochę poniżej zera (no co to jest -10?) a już Pola Mokotowskie pustoszeją, na spacerki umówione ludzie nie przychodzą. A wystarczy dobrze się ubrać, pobiegać trochę i już człowiekowi cieplej. Nie rozumiem właścicieli psów, a zwłaszcza Borderów, jak można wykręcać się od spaceru czy ćwiczeń, treningów pogodą. Właśnie w śnieżyce, o ile nie wieje, uwielbiam spacerować lub coś ćwiczyć z psem. Po prostu lubię taki klimat. Na deszcz również nauka znalazła odpowiednie ubrania. Wystarczy chcieć.

Dziwię się trochę, jak szybko w tej temperaturze potrafią zmarznąć palce. Nie żebym przeczyła własnym słowom z poprzedniego akapitu - w rękawiczkach na wietrze ręce bardzo szybko zmieniają się w sopelki, czego można się spodziewać. Bardzo miły był trening, gdy Aga nie była w stanie wyjąć rąk z kieszeni a ja nie czułam posiadanych w rękach smaczków ani rozwijanej chusteczki. Pies jakoś nie miał nic przeciwko, choć jedna pani na przystanku mnie zaskoczyła słowami: "Temu pieskowi to chyba strasznie zimno w te łapki, takie białe ma...". Odebrało mi mowę.

Dziwię się trochę, jak przypadkowo można trafić na wspaniały klub, na wspaniałego trenera i na wspaniałych ludzi. Trener, który sam po dłuższej ciszy dzwoni, by zapytać się co słychać, by pogadać o psach, który motywuje, wspiera, krzyczy gdy trzeba, ale też chwali odpowiednio jest prawdziwym skarbem. Oby było takich więcej.

Dziwię się trochę, jak bardzo Obedience - sport z pozoru nudny - może mnie wciągnąć. Choć idzie nam jak idzie, bardzo lubię takie dłubanie szczegółów. Nie powiem, że pies ma  mniejszą frajdę :) Coraz bardziej podoba mi się nasza zmiana pozycji, ale z kolei pogorszyło się chodzenie przy nodze - nie spodziewałam się tego. Widać, że pies poczuł się mniej pewnie i odsuwa się podczas chodzenia. Nie mam pojęcia co jest powodem, ale będziemy ćwiczyć. Nadal męczymy koziołka. Meczymy, bo Arka ma problemy z trzymaniem czegoś w pysku podczas siedzenia, a tym bardziej na komendę. Nie poddajemy się jednak i ćwiczymy małymi kroczkami dalej.

Dziwię się trochę, jak w bardzo dziwnych pozycjach może spać pies. Ostatnio trafiło mi się całonocne czuwanie w pokoju, mogłam więc spokojnie poobserwować śpiącego w klatce psa. Niewypowiedziane, jak można ułożyć cztery łapy, ogon i pysk, by wreszcie znaleźć odpowiednią pozycję.

Dziwię się trochę, że jeszcze pozostaję przy (prawie) zdrowych zmysłach, posiadając w domu takiego wariata :)

niedziela, 22 stycznia 2012

Siła marketingu.

Marketing i reklama to bardzo silne i niebezpieczne rzeczy. Pod ich wpływem co słabsi ludzie ulegają wpływom innych ludzi, wiedzących co robią. Za pomocą ładnych słówek, silnych przekazów emocjonalnych a także bardzo specyficznych technik można człowiekiem niesamowicie manipulować.
Sama przekonałam się jak mocno człowiek wyrabia sobie opinię o innych za pomocą opowieści innych i właśnie takich przekazów. Teraz mój punkt widzenia zmienił się, jedna hodowla zyskała nieco w moich oczach, druga straciła bardzo. Sprawdza się stwierdzenie, ze aby wyrobić sobie do końca o czymś opinię, trzeba to coś poznać dogłębnie.
A teraz jeszcze dowiedziałam się, że Aga zna moje plany na przyszłość, choć nie zdążyłam jej o nich powiedzieć do końca. Czyli informacje gdzieś się wydostają i nie wiadomo jak zostały przekazane. Trzeba będzie te kabelki uciąć :) Plany mam i to ambitne, marzę o paru rzeczach, ale jak zawsze jest też pare przeszkód. Oby w końcu się udało spełnić choć część tych planów.

Na razie jednak zajmujemy się rzeczami bardziej przyziemnymi i choć przez mój całkowity brak czasu (który na szczęście niedługo się skończy) nie miałam okazji pójść na prawdziwe treningi, dalej ciśniemy co możemy na spacerach i wyjściach ogródkowych. Coraz bardziej podoba mi się Arkowa zmiana pozycji i targetowanie - na tym głównie się skupiłyśmy. Co ciekawe dzięki zdejmowaniu szwów po sterylce pies nauczył się na komendę rozluźniać, gdy odwracam ją na kolanach na plecy - wcześniej było to niemożliwe. Ma jeszcze zabawnie krótką sierść i nie mogę się doczekać, gdy wreszcie jej odrośnie :)
Niesamowite ile ten pies jest w stanie wywołać dobrych emocji. Swoim zachowaniem, chęcią do zabawy i nauki, mokrym nosem o poranku. Chciałoby się mieć mniej problemowego psa. Trzeba przyznać, ze dorosłe psy najbardziej mi się podobają - teraz z Arką już powoli docieramy się, mamy o wiele lepszą komunikację. Choć marketing działa jak działa i pewnie obecne wybrałabym zupełnie inny miot, nie mogłabym jednak zamienić Arki na żadnego innego :)

niedziela, 15 stycznia 2012

Trust me!

...czyli o zaufaniu słów kilka.

Zaufanie to dobra rzecz, daje poczucie bezpieczeństwa i wzajemności. Powinno jednak być obustronne, inaczej nie ma sensu. W życiu ufa się wielu osobom - kierowcy, że dowiezie mnie bezpiecznie do celu, kelnerowi/kucharzowi, że mnie nie otruje, pieszemu, że nie wyjdzie mi przed maskę samochodu. Można te ufać psu a pies może ufać nam.
Portrecik
Długo miałam kłopoty z zaufaniem psa do mnie. Dużo popsuło się po dwóch "lekcjach" u "behawiorystki", którą miałam, na swoje nieszczęście, "przyjemność" poznać. Obecnie można powiedzieć, że pies jest w stanie mi zaufać, choć czasami przydaje się małe przekupstwo lub wytłumaczenie, że wszystko jest ok. Zwykłe "jest ok" powiedziane w odpowiednim momencie może dużo zmienić - jak podczas wizyty u weta na ściąganie szwów.
Duże znaczenie ma psychika człowieka, bo inaczej zachowuje się on, gdy jest pewien, że komenda zostanie wykonana przez psa, a zupełnie inaczej, gdy tak nie jest. Psy na tyle reagują na najdrobniejsze zmiany w mowie ciała, na ton głosu, jego siłę, że lekkie zawahanie może nawet doprowadzić do niewykonania komendy. A wystarczy psu zaufać i być pewnym, że komendę wykona. Gdy spodziewamy się np ataku psa na innego psa, choć nic na to nie wskazuje, w ciągu ułamku sekundy adrenalina rozprowadza się po całym ciele, a feromony o mocnym zapachu opuszczają nasze ciało. Nawet gdy się uspokoimy, zapach i adrenalina pozostają, silnie pobudzając psa, powodując jego spięcie i oczekiwanie niebezpieczeństwa. A gdy zobaczy innego psa, będzie sądził, że to jego człowiek się przestraszył. Nasza pewność bardzo odbije się na zwierzaku, zwłaszcza takim, który potrzebuje stabilnego przewodnictwa.
Pies też potrzebuje kogoś, komu może zaufać. Musi wiedzieć, że gdy śpi, nic mu się nie stanie, że za polecenie dostanie nagrodę w jakiejkolwiek postaci, że "stado" wróci po niego do domu. Musi też widzieć, że przewodnik nie zmienia zdania co ułamek sekundy, jest zdecydowany. Kto zaufałby bankowi, który codziennie zmienia raty kredytów i lokat?
idealny wykrok
Zaufanie nie jest czymś, co można uzyskać w jeden dzień, na jednym treningu. Można go jednak tak szybko stracić. Najważniejsze, to zawsze pokazywać problematycznemu psu, że jest się obok po to, by pomóc, gdy sytuacja jest zbyt straszna, zawsze można przyjść i wzrokiem zapytać o instrukcje. To wymaga pracy i zazwyczaj łączy się z eliminowaniem problemów w psim zachowaniu.
Warto mieć psa, który ufa przewodnikowi, warto być przewodnikiem, który ufa psu. Nie wyobrażam sobie współpracy, treningów czy codziennego życia bez odrobiny zaufania.
co oni tam robią?

i po co oni tak latają?
Mam nadzieję, że Arka ufa mi coraz bardziej - ja staram się ufać jej, choć czasami przychodzi mi to z trudem. Na szczęście wtedy wkracza Asia, Aga lub inne osoby uświadamiające mnie jak bardzo nie doceniam mojego psa. Wczorajszy trening agility pokazał jak zaufanie i swobodna współpraca może zaowocować świetnie wykonanymi sekwencjami i idealnym zachowaniem poza torem. W obedience również widać większą pewność Małego Zła, choć zmiany w regulaminie trochę zmniejszyły moją :)

Jedno zdjęcie małej Pandorki na zamówienie:
tak sobie śpię

niedziela, 8 stycznia 2012

Mała Czarna + Mała Biała czyli kocia notka

W wyjątkowy dzień, bo 6.01, dołączyła do naszego szalonego stada nowa mała istota. Tym razem padło na kotkę - siostra będąca wyjątkową kociarą nie mogła przeżyć z jednym, półdzikim, niedającym się głaskać kotem. Stąd od prawie roku trwały poszukiwania białej kotki rasy Maine Coon, zdrowej, z dobrym charakterem i odpowiednim wyglądem :)
Mówi się do trzech razy sztuka. U nas również się to sprawdziło, bo dwie wcześniejsze rezerwacje nie udały się. Wniosek wychodzi jeden - białe koty są częściej chorowite i słabe, a Royal Canin jest jedną z gorszych, ale tańszych karm dla kotów.
Brytyjczyk z hodowli
 Co ciekawe, w hodowli przywitała nas wielka suka Amstaffa. Tak łagodnego cielaka to ja jeszcze nie spotkałam, po prostu tylko pchała się do głaskania. Nie reagowała bardzo nawet na szczekające psy na klatce schodowej. A tak wszyscy złorzeczą na tę rasę. Wystarczy dobrze wychować i być konsekwentnym.
Cielaczek
Na szczęście tym razem trafiliśmy na świetnego hodowcę, którego wśród nawet hodowców psów trzeba by szukać ze świecą. Mała jest dobrze podtuczona, odważna, ciekawska, towarzyska... Po prostu ideał kota! Nawet 7 godzin w pociągu nie zrobiło na niej wrażenia, momentami wypuszczaliśmy ją z transporterka, by posiedziała na kolanach, gdzie od razu zasypiała.
Pandora jeszcze w hodowli
Na razie trwa intensywna socjalizacja kotki, wszystko pod okiem siostry, która staje na rzęsach, by wszystko było jak najlepiej.
Martwiłam się trochę reakcji Arki na nowego przybysza, ale całkowicie niepotrzebnie. Zwierzaki wąchały się już przez drzwi i jedyną reakcją było piszczenie psa, by mogła się z maluchem pobawić :) Bardzo się cieszę, że na razie nie ma jakiegoś strachu, czy agresji, dobrze to wróży na przyszłość. Może do szczeniaka też zachowywała by się odpowiednio?
Brat miotowy Pandory
 Dzisiaj już było ich pierwsze spotkanie pyskiem w pysk - pies bardzo spokojny, machający ogonem do zabawy (!), kot niestety przestraszony i prychający. Jestem pełna podziwu dla Arki, bo ładnie zinterpretowała prychanie i odeszła, przy następnym spotkaniu starała się uspokoić kociaka, na moją komendę zawarowała (rany, pies mi waruje z 5 metrów!). Jak widać obie są siebie ciekawe, nie ma jakiegoś panicznego strachu czy agresji. Widać, że małe zwierzęta mają większe fory niż podrostki czy dorosłe.
Brat miotowy Pandory

Wie, co to znaczy Tygrys!

I stara się to wszystkim udowodnić

Przez atakowanie nikomu niewinnemu klapka






























































Jednak trzeba trochę uwierzyć w tego psa, zwłaszcza gdy inni ciągle powtarzają mi jak super psisko mam. Niestety to mnie trzeba na resocjalizację wysłać, bo przez przeżycia z Arką mam teraz jakiś syndrom gryzącego psa :/ Pracuję jednak nad sobą, bo bardzo zależy mi na zaufaniu Arki - a musi być to powiązane z moim zaufaniem do psa. Nie będę jednak wgłębiać się w zaufanie, bo to temat na jedna z następnych notek.
Kopiuj-wklej, czyli mamusia i córeczka
Arka na szczęście czuje się już o wiele lepiej. Potrzebowała dokładnie 10 przepisowych dni na reset i zregenerowanie sił. Już wczoraj wyszłam z nią na trochę zabawy koziołkiem, dzisiaj za to mogłam swobodnie poćwiczyć chodzenie przy nodze i inne elementy. Niesamowicie szybko się zmienia, bo jeszcze podczas piątkowej rozmowy z Agą sądziłam, że jest w marnym stanie i niepotrzebnie się żaliłam :)
Moja torebka jest najwygodniejsza do spania
A co do obi... Ładna niespodzianka mi się przytrafiła, o której dowiedziałam się dzięki Asi. Otóż zostałam wrobiona w zawody Obedience. W tym roku. Zostałam wpisana jako rezerwowa do drużyny w klasyfikacji Top Team Obedience. Oczywiście jako rezerwowa nie muszę czuć żadnej presji i nikt mi niczego nie nakazuje, ale jednak wielkie 0 obok mojego nazwiska byłoby bardzo, ale to bardzo przykre. Zwłaszcza, gdy jest się w drużynie z takimi gwiazdami jak Mysza, Zoe i Megi. Tylko ciągle zadaję sobie pytanie, co ja tam robię?!
Oj to będzie ciekawy rok...


Zdjęcia umieszczone w notce należą do mnie, natomiast zwierzęta (oprócz Pandory) są własnością hodowli Cogito*Pl.