"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

środa, 5 września 2012

Zawody obedience o CACIOB we Wrocławiu 1-2.09.2012

Trochę się zbierałam do napisania tego posta. A jak już usiadłam, to ostrzegam - będzie długo! Dla szybko nudzących się polecam inne lektury :)
Wczoraj, późnym popołudniem udało nam się bezpiecznie wrócić z zawodów obi. Przygoda całkiem niezła, ale cel osiągnięty - Mysza zdobyła wniosek o CACIOB, Arka zaczęła się otwierać. Ale wszystko po kolei.

Wystartowałyśmy już w czwartek rano. Była to moja pierwsza tak daleka (360km w jedną stronę) podróż samochodem, gdzie byłam jedynym kierowcą i nie ukrywam, że miałam duże obawy. Przez pewien czas szukałam nawet kogoś na zmianę lub choć na "wszelki wypadek", ale ostatecznie pojechałyśmy tylko w świetnym gronie dwóch ludzi (ja i Aga) i dwóch Borderów (Arka i Myszka). Jakoś po 7 godzinach mordęgi dotarłyśmy. Nie obyło się bez zabawnych chwil gdy np. po przejeździe paru kilometrów strasznych dziur GPS postanowił spaść z haka a z powodu prędkości nie miałam jak go zaczepić z powrotem lub gdy na ostatnich 50km odbijało nam całkowicie. Zaliczyłyśmy nawet schizę, że złapałyśmy gumę lub odpada nam koło :D Po drodze Aga siedziała z nosem w moim biednym laptopie, dzięki czemu byłam na bieżąco z najnowszymi wieściami :)

Musiałyśmy zmienić wcześniej zarezerwowany hostel i trafiłyśmy na bardzo tani, ale wart jedynie takiej ceny. Warunki mocno studenckie... Jakoś jednak przespać się dało, dzięki czemu piątek spędziłyśmy na zwiedzaniu miasta i odstresowywaniu się, gdy psice tęskniły za nami w pokoju i resetowały bateryjki. Po południu pojechałyśmy też zapoznać się z terenem na treningu, przy okazji pogadać ze znajomymi i poznać trochę ludzi. Ciągle zastanawiam się, czy jednym z naszych celów nie było też przemoczenie do suchej nitki...

Sobota to już dzień startu. Wstałyśmy bladym świtem by spokojnie się naszykować i dojechać na plac (jak to dobrze, że we Wrocławiu jest tak mały ruch a ja jeszcze mam jakiś refleks...). Trochę przed startem psica postanowiła zerwać obroże, którą nakładałam jej na starty i treningi. Nieźle ciągnęła, by do mnie dotrzeć gdy Aga ją prowadziła...
Mój poziom stresu sięgał całkiem niezłych wysokości a starty miały zacząć się już za chwilę. Arka szukając jakiegoś ratunku w postaci bardziej stabilnej osoby wciąż zalizywała Agę, która była niesamowicie "szczęśliwa" z tego powodu (glizdolenie wynikało jeszcze z jednego powodu, o którym później). Dla uspokojenia jej, poszła ona z nią do Na Falowców, gdzie została porządnie wygłaskana i uspokojona. A ja miałam chwilę na zebranie myśli i zastanowienie się nad sensem życia.
Wreszcie, czas na nas. Nie było tragedii:

(Jak w wielu moich filmikach, polecam wersję HD)

Pare słów na temat mojego startu pewnie się przyda. Z mojego punktu widzenia była to tragedia, jednak na filmiku nie wygląda to aż tak źle. Sędziował nas Arnold, także nie spodziewałam się innej oceny niż doskonała, ale wciąż dążyłam do perfekcji. Bardzo pomagała nam Aleksandra, nasz komisarz - na prawdę dobra robota!
trochę motywacji przed startem
trochę skupienia przed startem
gruby szczur z jasnym okiem
Socjalizacja wyszła wyśmienicie, ogonek w ruchu (<3), glizdolenie, ale też wytrzymana pozycja. Zostawanie bardzo mi się podobało, zwłaszcza po oglądaniu się w Powsinie czy zawąchaniu na treningowych zawodach. Tu idealne skupienie z małą reakcją na idącą na psa sekretarz ringu (po cholerę szła na psa?), nie mam nic psu do zarzucenia. Sama mogłam tylko poprawić ją w siadzie przed położeniem jej, by była bardziej prosto, ale to szczegół.
Chodzenie przy nodze nie jest naszą mocną stroną i o ile na treningach Arka jest w stanie długo i w pięknym stylu, z pełnią energii iść przy nodze po różnych nawierzchniach tak na zawodach mój stres, dziwne sytuacje i pare innych czynników sprawia, że pies niemiłosiernie spina się a ogonek wędruje w dół. Były też momenty totalnego nieskupienia, zwłaszcza gdy pies zapatrzył się na parę występującą na placu obok lub na Agę poza ringiem. Jest to nauczka, by przyzwyczaić psa do takich sytuacji. Wiedziałam też o jednym newralgicznym miejscu i kurcze nie zareagowałam odpowiednio przez co się zgubiłyśmy. Zrobiłam też rzecz straszną dla psa - podczas chodzenia wypowiedziałam dwa razy mocno karcącą komendę. Chciałam ratować sytuację, a zadziałało to odwrotnie, zrobiłam z psa szmatę. Znów nauczka na przyszłość.
smutne chodzenie przy nodze
kiedyś ten ogonek pójdzie w górę!
Przywołanie wyglądało już wyśmienicie, sucz znów na pełnej prędkości przybiegła, nie dotykając mojego kolana, za co ją uwielbiam :) Tym razem podobało mi się też odprowadzenie, również oceniane. Niby zgubiłyśmy się na końcu, ale było dobrze.
Aport był nieporównywalnie lepszy niż na poprzednich startach, choć musiałam pomóc suczy ciałem, by dobrze usiadła. Wolałam stracić punkty niż nauczyć psa olewania pozycji zasadniczej. Aleksandra powiedziałam mi po zawodach, bym zawsze starała się oddawać koziołek do tyłu, w sposób niewidoczny dla psa. Unika się zapatrzenia w zabawkę i myślenia o czym innym :)
Przeszkoda jest ulubionym elementem Arki, robi go idealnie i nawet dla własnej przyjemności. Nic bym nawet nie zmieniała, może siłę własnych gestów, już niepotrzebnych.
Na koniec zmiana pozycji. Sądziłam, że siad będzie szybszy, choć wciąż całkiem ładnie to wyglądało.

Ostatecznie, zajęłyśmy lokatę 2 na 16 par, otrzymując 94/100pkt, ocenę doskonałą. Małe Zło wypracowało sobie pyszną puszkę, którą pożarła szybciej niż zdążyłam otworzyć. Ten dzień był idealny dla jej socjalizacji. Najpierw została wygłaskana przez paru zawodników, potem podczas rozdania nagród musiała wytrzymać w bliskiej odległości innych psów, poradzić sobie w miejscu przesiąkniętym adrenaliną i stresem ludzkim i psim. Bardzo dużo jej to dało. Aga z Myszką wykosiły co miały i co mogły - uzyskały wniosek o CACIOB. Wszystkie nagrody ledwo zmieściły się w bagażniku :D
tak, wiem, mam straszną minę...
nasze miszcze! i tak nie wzięłyśmy do zdjęcia wszystkich nagród...
nagroda większa od psa!
Teraz już wiem czemu Obi jest tak męczące dla psów - same padłyśmy ze zmęczenia tuż po powrocie, dałyśmy radę tylko uzupełnić wyniki w bazie.

 Niedziela nie należała do tak udanych, ale wciąż była bardzo optymistyczna. Przytrafiło nam się pare niefortunnych zdarzeń, które mimo mojego większego luzu i lepszego samopoczucia psa sprawiły, że występ był o wiele gorszy. Już na start weszłyśmy całkowicie nieprzygotowane, bo wszystko nagle przyspieszyło, ktoś zrezygnował, kogoś nie było i musiałyśmy już, natychmiast wejść. Nieźle mi to ciśnienie podniosło.

(Znów polecam lepszą jakość :) )
Socjalizacja ponownie przebiegła wyśmienicie. Niestety zostawanie nie było już tak udane. Od chwili mojego zatrzymania 10m od psa, jakaś kobieta za ogrodzeniem starała się ze wszystkich sił przywołać swojego psa. Tak bardzo się darła, że pies nie wytrzymał presji i w końcu usiadł. No nie dziwię jej się ostatecznie, choć trzeba będzie i nad tym popracować.
Chodzenie przy nodze było weselsze i luźniejsze, bo i ja byłam mniej zestresowana. Stąd i ogonek w górze. Widać też zmianę zachowania gdy idziemy na płotek i od niego. Niestety coś dziabnęło psicę - jakieś cholerstwo latało w okolicy, bo wiele psów było pogryzionych, niektóre musiały nawet zrezygnować z dalszego występu. Cieszę się, że dała radę iść dalej, choć mogła się aż tak nie zawąchiwać na trawkę...
idziemy?
już jest radość
Przed przywołaniem znów coś ją ugryzło. Samo chodzenie na przeszkodę jest dla psa trudne a gdy dodatkowo za tą przeszkodą był inny pies to już w ogóle skupienie się posypało. Wciąż jednak wykonane było w bardzo ładnym tempie i z dobrą precyzją przy "lądowaniu".
lecem, pędzem
Aport był mistrzowski. Ten kto widział, ten wie, ile miesięcy namęczyłam się, by Arka choć zechciała wziąć koziołek do pyska. Długo przy aporcie wyglądała jak zbity pies, bez jakiejkolwiek energii. Tym razem po namowach od Agi, rozbawiłam ją między ćwiczeniami. Efekt? Powrót w wymarzonym tempie. Psica dodatkowo nie chciała puścić aportu, tak bardzo chciała się nim poszarpać. Musiałam powtórzyć komendę, by do ciasnego móżdżku dotarło. I choć straciłam na tym punkty, dla mnie było to mistrzostwo i największe osiągnięcie, niesamowicie się z tego ucieszyłam, bo zobaczyłam efekty bardzo długiej i intensywnej pracy.
Przeszkoda znów była dla mnie idealna i trochę zdziwiło mnie odjęcie 0,5pkt. Ale to szczegół.
Przy zmianie pozycji widać było już zmęczenie materiału, nie chciało się suczy ruszyć i znów komenda musiała być powtórzona.

Mimo wszystko, uplasowałyśmy się na miejscu 5 na 15 z 88,5/100pkt (ocena doskonała). Niesmak pozostał, choć Aga ciągle powtarzała jak bardzo start był udany. Niby prawda, bo mi dał większy spokój podczas występu a Arce pomógł trochę się otworzyć. Aga tym razem zrezygnowała z oceny i weszła na ring treningowo, dając ukłon innym zawodnikom. Wyniki znów spisałyśmy tuż przed padnięciem do wyrek...
Niedzielny wieczór spędziłyśmy już tylko na dyskusjach na psie i sportowe tematy a także na relaksie przy Hali Stulecia. Nie miałam pojęcia, że spektakle we Wrocławskich Fontannach są tak piękne!
Po zaliczeniu miliarda pogryzień przez komary zaczęłyśmy wracać do hostelu. I tu spotkała mnie niespodzianka. Arka zaczęła wpadać w swój trans a po pewnym czasie obie miałyśmy niezłe problemy, by ją z niego wyprowadzić. Straszne były nie tylko samochody, ale i kosze na śmieci, niby zwykłe odcinki ogrodzenia, cienie... Po raz pierwszy widziałam ją w tak marnym stanie. Nieźle zepsuło mi to nastrój na resztę dnia.
Wyszło, że im bardziej psica się otwiera i wychodzi ze swojego świata, tym więcej rys na jej psychice widać. Ma nerwowe i obsesyjne zachowania jak np. lizanie szelek czy pasów samochodowych, glizdolenie i "ataki" lizania (tak jak przed sobotnim startem) czy właśnie takie akcje.

Poniedziałek znów spędziłyśmy w samochodzie, starając się nie umrzeć z nudy i zmęczenia. Teraz rozumiem jak można przysnąć za kierownicą (sama w pewnym momencie zamyśliłam się głębiej) i jak męcząca jest jazda bez tempomatu (nie ogarniam tej funkcji w moim samochodziku przez co cała prawa noga ścierpła mi niesamowicie). Niby ruch bardzo mały, bo wszyscy w pracach i szkołach, ale też jakieś wariackie tiry się znalazły, przerywając rozmowy o bagienkach w polskim ZK. Do domu dotarłam ostatkiem sił, podziwiając samą siebie. Przed następną tak daleką podróżą trochę się zastanowię, bo nawet te sterty nagród mnie średnio namawiają :)
tyyyyle prezentów przywiozłyśmy! (część od Agi :D)
Musimy jednak startować jak najwięcej, bo takie obycie z ringiem daje zarówno mi jak i Arce większy spokój. A im lepiej będziemy czuć się na ringu, tym lepiej będzie nam wychodzić :) Planowałam na tych zawodach zakończyć karierę w klasie 0, ale teraz zastanawiam się nad jeszcze paroma startami. Być może w tym roku pojawi się jednak moja klasa na zawodach a w styczniu chciałabym w łatwiejszych warunkach zapoznać psa z zawodami w hali. Ale pożyjemy, zobaczymy.

Fajnie mieszkało się z dwoma Borderami, zwłaszcza tak skrajnie różnymi - Mysza stabilna, silna psychicznie a Arka wręcz odwrotnie. Są podobne chyba tylko wzrostem :) Myszka na dodatek wykazywała się swoim uwielbieniem do bycia głaskaną gdy np. o 5 nad ranem postanawiała wskakiwać do mojego łóżka z prośbą o wyrazy uwielbienia. Najlepsze było też synchroniczne leżenie na plecach czy walki o piłkę :) Jakoś mimo sporadycznych powarkiwań i obrony wygranych nagród psice dobrze się dogadywały, zwłaszcza, że Arka to opasły szczur czasami w wersji obediencowej ;) Arka przez swoje trudne do wymówienia nawet dla mnie imię rodowodowe otrzymała ksywkę Risotto, ewentualnie Arka Ryżowa Fantazja :D

Miło było też poznać tyle osób znanych mi z różnych miejsc w internecie czy też z zasłyszenia. Bardzo byłam ciekawa niektórych występów i cieszę się, że widziałam je na żywo. I choć zdarzało się jawne i wielokrotne łamanie regulaminów, to wciąż zawody wspominam bardzo dobrze. Ale to duża zasługa idealnej organizacji i dobrych sponsorów (dobra robota Krzysztofie!).
Taki "światek" psiarzy z zwłaszcza obediencowców jest na prawdę fajny :)

Za zdjęcia dziękujemy Sarze Naporze, Alicji Wasilewskiej i Adze Żabińskiej. Za nagrania dziękujemy Ilonie Sakowskiej.

19 komentarzy:

  1. gratulujemy zwycięzcom :)
    fajna relacja, a jak dla mnie to wy rewelacyjne jesteście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :)

    Pierwsze o czym pomyślałam oglądając 2 film, to: Wow, ale jesteś wyluzowana.
    Dla mnie była odczuwalna zmiana ruchów :)
    Z głupich pytań: często ćwiczysz z rozpuszczonymi włosami?
    Pytanie wypłynęło mi stąd, że chciałam sprawdzić czy istotnie masz bardziej miękkie ruchy i włączyłam 1 film ponownie. Po zastanowieniu, postawa się zmieniła minimalnie i tak się zastanowiłam, że to może rozpuszczony włos daje takie mocniejsze wrażenie. Zwierzęta zwracają uwagę na przedziwne rzeczy.
    Dla mnie te włosy były sygnałem radości, jak ogon Arki w górze ;)

    Do aportu pohasała jak retriever :D

    a co do późniejszego zachowania Arki. Czasami mocniejsze spadki wynikają z progresu, bo jeszcze nie jest się w takiej formie by długofalowo utrzymać dane zachowanie. Z drugiej strony zmieniają się też nasze kryteria, bo widzieliśmy postęp.

    Gratuluje! warto było jechać taki kawał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugiego dnia nawet się już nie stresowałam, weszłam na większym luzie. A włosów nie zdążyłam związać, bo tak szybko kazali nam już wejść na ring :D Nawet na treningach często je wiążę, bo po prostu czasami przeszkadzają. Nie wiem czy piesiosława zareagowała na włosy czy na moje ogólne rozluźnienie. Gdy uda mi się osiągnąć zen to może pokażemy na co nas stać :)
      Aport był mistrzowski!

      Nie ujęłabym tego akurat w taki sposób. Po prostu psica bardziej się otwiera i więcej problemów wychodzi na jaw. Wcześniej była na tyle zamknięta w sobie, że nawet tego nie okazywała.

      Dziękujemy :)

      Usuń
  3. Wielkie gratulacje!
    Ciekawa relacja.
    Arka jest śliczna i bardzo mądra! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie było super :D Gratulacje!
    Podziwiam was oboje, Arkę wyszkoliłaś świetnie!
    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas do brania udziału w konkursie fotograficznym (widzę, że macie super zdjęcia więc zapraaaaszam ;))
    Agata z cavisiami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zasługa dobrego trenera ;)

      Za spam podziękuję.

      Usuń
  5. Gratuluję i tu :)
    Uważam, że zrobiłyście naprawdę ogromne postępy. A socjalizacja wygląda super. Aport też macie fantastyczny.
    Życzę kolejnych udalnych startów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :)
      Postępy zrobiłyśmy ogromne, socjalizacja nadal wywołuje u mnie łezkę w oku, ale taką ze szczęścia. Aport jeszcze wymaga doszlifowania, ale również ładnie się zapowiada :)

      Usuń
  6. Co? Twierdzisz że twój aport wymaga dopracowania?! Żebyś ty zobaczyła jak Sonia aportuje. Jesteście świetne. Wspaniałe nagrody. Gratuluje. Kolejnych sukcesów życzę. Wcześniej nie interesowało mnie obedience ale teraz zaczęłam robić z Sonią jakieś podstawowe elementy. Nigdy raczej nie będziemy myśleć o żadnych zawodach. Uwielbiam czytać takie relacje z zawodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tyłu, jeszcze z oddali nie widać drobnych szczegółów ;) W sobotę znów powrót był powolny i pies nie trzymał aportu mocno. Niedzielny za to był prawie idealny :) W wyższych klasach aport jest trudniejszy, dlatego warto już teraz walczyć o szczegóły :)

      Powodzenia w ćwiczeniach, może kiedyś skusicie się na zawody :)

      Usuń
  7. Witaj :) Gratulacje 2 miejsca :) Arka jak widać na nagraniach spisywała się rewelacyjnie :) Podziwiam odwagi przejechania samochodem tylu kilometrów,może nie mam prawo jazdy,będę miała za parę lat,to musiało być ciężko tyle jechać bez zmian kierowcy.Jeszcze raz gratulacje za udział i sukcesy w zawodach :) Życzę dalszych sukcesów :)Pozdrawiamy:Ewa,Goldi i Ivo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) Odwaga odwagą, z samochodu wychodziłam nieźle zmęczona. Ale przystanki i obecność kogoś do pogadania bardzo dużo dają.

      Usuń
  8. Pościk trochę długi ale jak nie czytać, skoro jest o pokonywaniu problemów. Na prawdę podziwiam Cię za twoją wytrwałość w dążeniu do celu. Z psem o słabej psychice osiągnąć aż tyle to nie lada wyzwanie i potrzeba do tego dużo pracy.
    Pozdrawiam i życzę jeszcze większych sukcesów ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam twojego bloga czytam go juz od dawna więc postanowiłam również założyć ;D
    Może mnie pamiętasz z zapytaj?;>
    Gratulacje.
    Dodaje do obserwatorów i liczę na to samo .. ;)
    Zapraszam;
    http://kimiyorkshire.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń