"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 16 września 2012

Na spokojnie, powolutku.

Jestem porządnie chora. Od tygodnia. Także nie chce mi się długo pisać. Zwłaszcza, że czeka mnie jeszcze pare tekstów do napisania w innych miejscach...

W dniach takich, jak minione, cieszę się, że nie miałam nigdy problemów z nauczeniem psa odpoczywania. Wiem, że u niektórych nie wygląda to tak radośnie i przez długie miesiące jak nie lata męczą się z nad aktywnym psem nie znającym umiaru, ciągle w stanie gotowości. Wyobrażam sobie jak męczące musi to być, gdy ciągle dostajesz na kolana piłkę czy inną zabawkę a przy próbach ignorowania jest ona tylko poprawiana bądź przekładana bliżej rąk.
Pandora.
Arka nie jest taka w domu. Szybko udało mi się ją przekonać, że zabawa to tylko poza domem a w 4 ścianach to odpoczynek. Nie obyło się i bez porażek - ma miejsca i konkretne sytuacje poza domem, gdzie nie potrafi się uspokoić. Niestety przyczyniła się do tego moja rodzina.
W dalszym ciągu w domu potrafi się nakręcić (jak np. podczas ostatniego ćwiczenia zmiany pozycji - w domu, bo musiałam ograniczyć spacery do minimum z mojego powodu), ale przeważnie ładnie się wycisza, w razie czego można ją uspokoić w klatce czy przywołując do siebie. Co prawda nie ma aż takiego wyciszenia jak znane mi Bordery, gdy od razu po przekroczeniu progu kładzie się i nic ją nie obchodzi :) Udaje jej się coraz lepiej uspokajać przed zawodami, gdy jest zostawiona na komendzie "połóż się". Na treningach już wie, że to czas na relaks i obserwowanie nienormalnej właścicielki.
Na pewno coś knują!
Co do przywoływania jej w domu. Mam szczęście mieszkać w takim, że nawet pisząc ten post nie wiem gdzie jest pies, nawet nie wiem czy jest w pobliżu. A sama Arka nigdy nie była bardzo przytulaśnym psem (bo przecież własny świat jest lepszy...) i często wolała gdzieś zaszyć się w kącie i mieć święty spokój. Nie jest to cień człowieka, chodzący krok w krok (chyba, że w ręku ma się coś smacznego, lub (uwaga!) aparat fotograficzny :) Psica zapamiętała sobie, że gdy niosę go, to oznacza coś super fajnego, jakąś serię filmików czy zdjęć z duża ilością nagród :)
Przeważnie jednak, by psa zobaczyć, trzeba go zawołać i odliczyć do 3, by zdążył przybiec. A wtedy może uda się go namówić do położenia się obok na łóżku i grzania schorowanej pańci. Ta czynność też nie jest dla Małego Zła ulubioną, choć akurat z powodu wyuczenia - do wieku gdzieś roku nie wolno jej było nigdzie wchodzić, także przyzwyczaiła się do leżenia na podłodze, co uznaje obecnie za wygodniejsze.
Moja uratowana kocica, codziennie dziękująca za pomoc. Oczywiście w swój autystyczny sposób.
Dobra w niej jest bardzo mała szczekliwość, zwłaszcza gdy boli głowa od gorączki (lub czasami innych stanów). Nigdy nie miała z tym dużych problemów a gdy coś się pojawiało, szybko to likwidowałam. Dla mnie to jedna z najgorszych cech psa i bardzo pilnowałam, by ewentualnie nie rozwinęło się to, zwłaszcza podczas pobudzenia w pracy. Obecnie Arka szczeka jedynie podczas pilnowania terenu (co mi bardzo nie pasuje, ale mimo walki nie udaje mi się tego wyplenić).

Spędziłyśmy sobie więc ten tydzień w ciszy i spokoju, na wylegiwaniu się i przekładaniu z boku na bok. Dla zachowania psich zdrowych zmysłów, uczyłam ją w domu zmiany pozycji, o czym już wspomniałam. Nigdy nie widziałam jej tak nakręconej, gdy jednego dnia zebrało mi się na ogromną radość z każdej dobrze przestawionej lub nieruszonej łapki. Wygląda to coraz bardziej obiecująco i może za miesiąc, gdy będzie to iść takim tempem, będę zadowolona z efektów :)
Czytałam dokładnie regulamin jedynek i muszę stwierdzić, że pomijając chodzenie przy nodze, które z powodu spięcia zawsze będzie naszą kulą u nogi, czy kwadratu, który wciąż jest słabo znany psu, może jakoś damy radę przez tą zimę to wszystko ogarnąć. Ale to wszystko na spokojnie, powolutku, tak jak nam sił i czasu wystarczy. W końcu nigdzie się nam nie spieszy :)



Miałam prawie nic nie pisać a i tak tyle wyszło... Choć jeszcze nigdy tak długo nie pisałam postu. Jest ze mną źle :/
Tak wiem, jakość dzisiejszych zdjęć jest adekwatna do taboretu, którymi były robione...

13 komentarzy:

  1. Luna w domu jest identyczna. I za to ją kocham. Niestety również tępię jej cechę "nie waż się wejść cholero jedna" kiedy jest na ogródku - to jest bardzo, ale to bardzo denerwujące. Niestety wyczerpały mi się pomysły na wyleczenie jej z tego..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączę się z Tobą w bólu...

      Usuń
    2. Boczulowskiej presji, odwracania uwagi, nagradzania za dobre zachowanie...

      Usuń
    3. boczulowskiej presji nie znam, albo nie kojarzę. pozostałe - bez skutku. jest coraz gorzej.. możesz wyjaśnić tą metodę? może jest jakaś nadzieja..

      Usuń
    4. Musiałabym Ci pokazać, bo to dosyć specyficzna rzecz.

      Usuń
  2. Wracaj szybko do zdrowia. Z moją Sonią jest tak samo. Zazwyczaj jak wchodzimy do domu to ona wskakuje na moje łóżko i po prostu odpoczywa. Prawie wcale nie interesuje się w domu zabawkami za którymi szaleje na dworze. Dacie sobie na pewno radę w jedynce. Arka jest świetna w obi. Powodzenia... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Arka ma swoje ograniczenia, ale jakoś będziemy walczyć :)

      Usuń
  3. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia. Twój blog jest jednym z moich ulubionych ;). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia :)
    Ja akurat mam takie szczęście, że choruję bardzo rzadko, więc tym bardziej współczuję uziemienia w łóżku.
    Jeśli chodzi o odpoczywanie w domu, to u nas było i jest bardzo podobnie. Także nie miałyśmy z tym problemu, choć w trudniejszych warunkach jest dużo gorzej.
    Bardzo podoba mi się Twoje podejście do obi, bez parcia, na spokojnie, niestety nie u wszystkich można zauważyć coś podobnego.
    Urocze kotki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parcie to ja też mam, ale nie oczekuję od Arki Mistrzostwa Świata :)

      Usuń