"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 29 lipca 2012

Nieprzystępna ta ziemia suwalska...

W odchodzącym już tygodniu miałyśmy przyjemność "odpoczywać" na Suwalszczyźnie, na (dosłownie) końcu świata, 2 kilometry od Litwy, gdzie o polskim zasięgu (lub jakimkolwiek) i normalnym akcencie można było pomarzyć. Przywitano nas chłodem, agresywnymi psami i szutrowymi drogami, zatrzymano drutem kolczastym i zakazami wstępu a pożegnano upalnymi temperaturami, padniętym psem i torbą ekologicznego, regionalnego jedzenia. Innymi słowy - nie do końca wyjazd się udał, bo nie było to to, o czym myślałam, że będzie, ale jak zawsze głupi ma szczęście i i tak nie wylądowaliśmy tak źle. Ośrodek zasłużył na pare zdań opisu, gdy najdzie mnie wena i chęci, opiszę go na blogu Świat na 6 łap.

Nasza przygoda zaczęła się dobrze, bo dzięki trzem przypominającym kartkom w całym domu udało nam się nie zapomnieć psa :D W zeszłym roku podczas wyjazdu na zjazd szczeniąt o mało co Arkosława nie została w domu.
Tym razem ja posłużyłam jako drugi kierowca, gdyż wzięliśmy mój samochód - małe to, skrętne i o mocnym silniku, za bardzo nie kusi do kradzieży a wymaga dotarcia. Na bezdrożach idealnie samochód się dotarł, obecnie po warszawskich dziurach jeździ się gładko i bezboleśnie a ostre podjazdy pod górkę nie są problemem :)
więcej tam Litwinów niż Polaków



niebo to już czy jeszcze ziemia?

wreszcie mogłam po prostu popatrzeć w niebo
Oprócz zarzynania silnika podczas wjazdu na wysokie pagórki, naszym celem było wyrobienie sobie kondycji i chwila odpoczynku z psem. Trochę przesadziliśmy z obiema sprawami, bo 20km dziennie spacerku po szlakach jednak nadwyrężył nasze siły zamiast je wzmocnić a odpoczywanie nad jeziorami przyprawiło nasze skóry o piękny, czerwono-piekący odcień.

wreszcie wolność!


wariat
stan na początek dnia...
...i na jego koniec
różowy kocyk jest najlepszy
Plusem takich wypraw jest chociażby to, że doszłyśmy z Arką do lepszego porozumienia w kwestii ciągnięcia na smyczy - dzikus niestety miewa czasami obłęd w oczach, zwłaszcza, gdy wyczuje wodę (ktoś mówił, ze to Retrievery najbardziej ją lubią?). Ale po pierwszych 10km chyba coś do ciasnej czaszki dotarło i szło się zdecydowanie raźniej. Razem zdobywałyśmy skromne, pobliskie pagórki (co to jest 300m ostro w górę w piekącym słońcu?), taplałyśmy w krystalicznie czystych jeziorach (W niektórych przejrzystość wynosiła pare ładnych metrów! Widać było jej czystość, bo rosły liczne rośliny, nawet te pod ochroną.), uciekałyśmy przed agresywnymi, czworonożnymi obrońcami gospodarstw, odpoczywałyśmy w pubach i ostatecznie wieczorem leżałyśmy bez sił. Arka dostała pierwszych w swym marnym życiu zakwasów i dla ulżenia sobie chodziła przez dzień czy dwa inochodem - gdy tylko to spostrzegłam, przeraziłam się przepowiadając Arce ciężką dysplazję i dopiero telefoniczna konsultacja z Agą znów postawiła mnie na ziemi.

pies zapadający się w bagno to wcale nie taki dziwny widok
o mamo, ja pływam!
taka "żyjąca" woda bywała gdzie-nie-gdzie
Psica w ośrodku zachowywała się wzorowo, pewne małżeństwo mieszkające wraz z nami przez pare dni nawet nie wiedzieli, że mamy ze sobą psa :) Gdyby nie jej odchyły, byłoby idealnie. Niestety musiałyśmy codziennie użerać się z agresywnym psem gospodarzy (który tylko na wyraźne żądania był zamykany na 5 minut w piwniczce) i dziećmi chcącymi wiecznie głaskać ślicznego pieska (ale po pokazie jej umiejętności natychmiast zainteresowanie zmalało).
takie coś mieliśmy na podwórku
bociany nam spowszedniały, były wszędzie...



Oprócz tych nieprzyjemności, przykre było otoczenie naszego miejsca zamieszkania. Liczyłam na otwarte pola i łąki, swobodny dostęp do jezior, pełne ludzi szlaki turystyczne. Zamiast tego ciągle zderzałam się z pastuchami pod prądem i drutem kolczastym odgradzającymi nawet zwykły ugór czy pole zboża. Zagrodzone było większość jezior, nawet tych najpiękniejszych (czy ktoś pamięta jeszcze o ustawie wodnej??), na pojedynczych były prywatne, oczywiście odgrodzone zejścia i pomosty. Bardzo się na tym zawiodłam, bo zamiast puścić psa i cieszyć się z jej wolności, musiałam pilnie kontrolować ją na smyczy, by nie zrobiła sobie krzywdy nagle skręcając do jakiegoś zapachu. Zawiodłam się też na szlakach, oficjalnych, zaznaczonych nawet na 20-toletniej mapie. Nawet trochę martwiłam się, że napotkamy dziki tłum a tu pustki! Mijaliśmy pojedyncze osoby, dosłownie jedną-dwie dziennie i pare grup rowerzystów. Najczęściej jednak mijały nas samochody, robiące sobie z leśnych ścieżek autostrady, powodując u mnie niezły wzrost ciśnienia i napływ przekleństw na język. Czyżby piesza wędrówka całkowicie już wymarła na rzecz stylu japońskiego, gdzie jeździ się od zabytku do zabytku i robi zdjęcia przy samochodzie? Bardzo mnie to dziwi, bo gdy wyjrzało się już za drut kolczasty, można było nacieszyć oczy pięknymi krajobrazami, których nie widać z okna samochodu.
drut strzeże Cię przed zejściem na złą ścieżkę...
zdobyta góra Cisowa, na której kiedyś prawdopodobnie rósł jakiś cis
wie, jak wykorzystać wdzięk
dobra ta trawka, dobra...
Sami dużo jeździliśmy, głównie po to, by wyrwać się z tego ograniczonego zakazami miejsca do ciekawszych lokalizacji. Dzięki takim wędrówkom odkryliśmy całkowicie dziką i nieznaną "plażę" nad Hańczą, gdzie spędziliśmy pół dnia.
skaczesz?

objaw nędzy i rozpaczy, przetrzymywany w wodzie wbrew woli, zasługujący na interwencję TOZu
Loch Ness z Hańczy
"nie żartuj, że weszłaś do wody beze mnie??"
nawet w cieniu bywało za gorąco

"wyczuwam dobrą lekturę milady"
takie coś i nie tylko żyło w jeziorach
Cieszę się, że udało mi się tak psicę wymęczyć. Miałam nadzieję na jakiś luźniejszy tydzień ale już dzisiaj, dzień po powrocie, Mała Czarna znów przypomniała sobie, że o określonych godzinach może wymagać zabawy. Jednak co Border to Border :)

21 komentarzy:

  1. fajnie sobie tak na wieczór poczytać tak świetnie napisaną notkę z takimi pięknymi fotkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tym razem wyszło długo przez zdjęcia, nie tekst :D

      Usuń
  2. Fajny wypad, ładne widoki ;) .

    U nas niestety też dużo plaż jest zarezerwowanych jako prywatne, pogordzonych,a te do których jest dostęp często są naszpikowane szkłem, podpaskami, i innym syfem tak, że człowiek boi się tam zbliżyć na odległość 2m. A jak nie syf, to jakieś stare dziadki, które opalają się ze spuszczonymi majtkami i drą się do każdej osoby widocznej na horyzoncie, że psy srają do jeziora i z nimi tu nie można... Ale jak się wie gdzie szukać to w końcu znajduje się naprawdę fajne miejsca ;) .
    Jeśli lubisz chodzić po górach takich co to nie są drapaczami chmur itd. to ja polecam na wakacje z psem Sudety. Byłam tam kilka lat temu, było naprawdę bardzo miło, bardzo ładnie i nigdzie nie miałam problemu z psem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ludzie bronią każdego skrawka ziemi, aby tylko nikt im nie zabrał choć jednego metra a już na pewno po nim nie chodził. Przy Hańczy spotkałam kąpiących się nago hippisów, nie wiem czy coś ich przebije :D
      Mi bardziej chodzi o odludne miejsca, dlatego jechałam te 360km w jedną stronę. I tak nie odpoczęłyśmy od dzieci :/ Dowiedziałam się o bardzo fajnych miejscach niedaleko Augustowa i może tam spróbujemy następnym razem. Wolę raczej spacery po lesie, względnie płaskim ( :) ) i kąpiele w jeziorach.

      Usuń
  3. Kocham Suwalszczyznę! Jeźdze tam kilka razy do roku! Arka ładnie pływała ; )
    Super widoczki ; *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mi ona aż tak się nie spodobała, być może po prostu trafiłam do marnych okolic.
      Arka to wodny pies, tylko by w wodzie siedziała :D

      Usuń
  4. Fajnie, że spędziłaś trochę czasu z Arką, spacerując i bawiąc się nad wodą. Co prawda wyjazd mógłby być bardziej udany. Ja jeśli bym chciała gdzieś wyjechać z psem to mogę wziąć ze sobą tylko Sonię, bo Skwarek nie lubi jeździć samochodem, nie lubi obcych ludzi i psów i na pewno na takim wyjeździe nie czułby się dobrze (ani ja z nim).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia samozaparcia, Arka też nie lubi innych ludzi i psów :)

      Usuń
  5. Ciekawy post!!! Niebawem wybieramy się razem z mężem i sunią na podobną pieszą wędrówkę, tak więc Twój opis bardzo się nam przyda! :)
    i bardzo ładne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super zdjęcia. Może chociaż dla Arki był to udany wyjazd ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Roiła to, co lubi, czyli pływała i dużo chodziła z przerwami na bieganie. Miała i stresujące chwile a zakwasy pewnie nie były miłe, ale zawsze spędziła tydzień wraz z nami.

      Usuń
  7. Jak tak pomyśleć, w samej Polsce, w miejscach mniej dotkniętych cywilizacją jest nie inaczej. Z opowiadań mojej rodziny, która udała się na Mazury do znajomych wynika, że tam też ludzie bronią każdego kawałka ziemi, należącego do nich. Tereny pooddzielane są ciągnącymi się po łąkach (wydawać by się mogło, dzikich) płotami czy siatkami i każdy nieproszony gość wypraszany jest, gdy akurat jakiś "gospodarz" nagle wyrośnie, jak spod ziemi, by cię zdybać.
    Po takim wypadzie jesteś przynajmniej bogatsza o kolejne doświadczenie. A jak widzę, pies raczej nie narzekał. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziwi mnie to, bo przecież każdy we wsi dokładnie wie które pole do kogo należy i nawet nie śmią zahaczyć o miedzę.
    Bardzo nie narzekała :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie macie, ja Rafika w tamtym roku też na Mazurach męczyłam, ale nie wymęczyłam nawet wielogodzinnymi spacerami... Pierwszy raz zakwasów dostał jak się zgubiliśmy na obcych wsiach, wtedy grubo 30 km przeszliśmy xd

    Ale generalnie w północno-wschodniej części Polski, każde pastwisko jest otoczone drutami kolczastymi... A przy trasie to już w ogóle, jeszcze jak jechaliśmy do domu to krowy uciekły na ulice z takiego pastwiska i z Rafikiem musieliśmy je przeganiać, ale chyba już na jakieś obce pastwisko xd

    Miny Arki mówią same za siebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny Rafik :)

      Ma sucz mimikę, dokładnie widać co jej po głowie chodzi.

      Usuń
  10. Piękne zdjęcia...
    Bardzo ciekawy post. Chętnie się w niego wczytałam. :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    www.eingharp-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Blog jest prześliczny i bardzo ciekawy ;) . Posty same chcą się czytać nie tylko ze względu na piękną grafik,ę , lecz i jak na bardzo ciekawą treść . Zauważyłam , że strona jest pisana z wielkim zaangażowaniem . ;) . Zapraszam do zajrzenia do mnie ;) Pozdrawiamy , Luna i Paulina .

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniały blog, wspaniała notka, tak jak wszystkie notki
    Życzę samych sukcesów
    A no i przekaż Małemu Złu że jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń