"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 30 października 2011

"...Teraz śnię, po prostu śnię..."

 Często miewam psychodeliczne sny. Można się do nich przyzwyczaić, choć czasami są na prawdę dziwne... Chociażby dzisiejszy, kiedy to śniła mi się zabawa w deszczu frisbee w kształcie kości, o głębokim kolorze indygo, które to na dodatek było fluorescencyjne... 
Ale pomijając mój wypaczony umysł, muszę przyznać, że Arka chyba znalazła swój mózg. Albo jest na bardzo dobrym tropie. A ponieważ właścicielka zgubiła swój, pies musiał cierpieć. Ale grzecznie pozował na smaczki:


Bu!

Ale co, nie będzie za to smaczków??
 Ile ja przygód miałam ze sklepem internetowym przez ten kocyk, to już się nie będę rozpisywać. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.

Na dzisiejszym treningu poszło nam świetnie. Już dawno nie byłam tak dumna z Małego Zła, jak dzisiaj. Pięknie się skupiała, ładnie biegła, poprawiła się jej technika skoku (choć nie jest jeszcze w 100% idealnie, to widać, że domowe ćwiczenia przynoszą efekty, z czego jestem bardzo zadowolona), jest też o wiele spokojniejsza. Na prawdę jest lepiej.
Pozostaje tylko kwestia mojego ogarnięcia się, znajdowania w odpowiednich miejscach. Staram się i staram, dzisiaj zwróciłam uwagę na jedną sprawę, to inna się pojawiła. Jeszcze trochę mi to zajmie :)

Jedno z najlepszych zdjęć Arki, jakie posiadam:
Dzięki uprzejmości Tomasza

Jak wiadomo, końcówka października to czas odwiedzin u rodziny. Nie ominęło mnie też to, dzielnie ruszyliśmy na podbój progów mojego chrzestnego. Tam wreszcie miałam okazję po długim czasie zobaczyć najwspanialsza Labradorkę, jaką widziałam - czułą względem ludzi, niesamowicie wesołą, chętną do zabawy zawsze, na dodatek z udowodnionym wspaniałym wyglądem według wzorca i wspaniałym instynktem. Jako że pomaga wujkowi podczas polowań, sprawdza się w tym, do czego została stworzona ta rasa, jest przy tym niesamowicie szczęśliwa. A wujek przy nas tylko ją dręczy mówiąc jakby do siebie "A może dzisiaj pójdziemy na kaczki? Nie no, chyba jednak nie, już późno...".
Mam kolejną motywację (co raz więcej ich znajduję!) do ćwiczeń z Arką, by mogła przyjechać tam z nami, poczuć to świeże powietrze, pobiegać po tych zielonych łąkach. Już teraz dałoby się z nią pojechać bez problemu, gdyby nie przymus spotkania dwóch psów w jednym domu. Może za rok...
Trochę zdjęć z wycieczki:



Dlatego nie jestem przeciwna myśliwym




Gdy patrzę na chęć do pracy Labradorki, zastanawia mnie, poco niektórzy ludzie trzymają psa konkretnej rasy. Terriery obecnie stały się maskotkami dla nastolatek, spaniele chodzą całe życie na flexi, retrievery znają tylko beton miasta, a owczarki czasami tylko pobawią się w jakieś sporty. Sama nie jestem lepsza, bo używam owczarka tylko do sportu, ale zastanawia mnie, co będzie z rasami w przyszłości, jak bardzo zachowa się różnorodność predyspozycji pod kątem pracy.

Może koniec tych przemyśleń?
Miał być filmik ,ale z powodu Wielkiego Sprzeciwu i Zmowy urządzeń elektronicznych, może pojawi się on w przyszłym tygodniu...

"Teraz śnię, po prostu śnię
W zmęczonej wyobraźni..."

niedziela, 23 października 2011

Dzień dobry, zakupocholiczka jestem!

U siebie zauważyłam nieciekawą przypadłość powodującą opróżnienie portfela za każdym zbliżeniem się do sklepu zoologicznego. Lubię kupować nowe rzeczy, a jeżeli jeszcze są to nowe artykuły dla mojego zwierza, to aż nie mogę się powstrzymać. Tak też wyprawa po kaganiec zakończyła się dodatkowo nową super piłką (nieźle się odbija, a kolorek dobry na zimę :) ) i smaczkami.
 Jeszcze o ile smaczki okazały się całkiem dobre, piłka też zainteresowała psa (nawet bardzo :) ) o tyle kaganiec jest Jednym Wielkim Złem. No i okazał się za duży. Kupienie temu psu namordnika pasującego do pyska graniczy z niemożliwością... Ale czego się spodziewać po mordce bordero-szelciaka?

Widzę, że nie rozwijamy się ostatnio. Z powodu moich dodatkowych kursów musiałam zrezygnować na 3 weekendy z treningów (dzisiaj jest jeden z tych dni bez biegania). Czy będę mądrzejsza, nie wiem, na pewno będę bardziej wymęczona, ale 300zł za jedną nieobecność skutecznie trzyma mnie na zajęciach. A co pies na to? Zaczął codziennie witać mnie w sposób, który przyprawia rodzinę o zazdrość a mnie o wątpliwości. Niezliczone piski, skoki, kręcenie się w kółko, "udawanie zajączka" martwią mnie, bo nie chcę, by potem przerodziło się to w coś gorszego. Dlatego postanowiłam być zimną jak lód i witać się z psem dopiero po ochłonięciu. Mam nadzieję, że to pomoże.
Ponieważ nie było nas na treningach, trochę dziergamy w domu. Technika skoku nadal jest pod obserwacją, ale jestem zadowolona z efektów. Mam nadzieję, że ten mały czarno-biały łepek zapamięta sobie, że tak się skacze o wiele lepiej. Dodatkowo uczymy się wysyłania z obieganiem słupka. Fajna rzecz, pies szczęśliwy, piłkę dostaje, tylko trawy coraz mniej wokół...
Ale, że co? Ja mam to obiec?
A tak się zastanawiałam, czy by nie usunąć tego słupka, bo mi przeszkadzał w koncepcji ogródka, a tu nagle się przydał :)
Cierpię, gdy kolejne godziny muszę spędzać poza domem, zamiast hasać sobie po parku lub polach z Małą. Odliczam już dni, gdy będę miała choć trochę więcej wolnego czasu...

niedziela, 16 października 2011

Why so serious?

Dzisiejszy dzień pokazał mi, jak uprawianie sportów może być stresujące.
Wiadomo, że czasami presja jest bardzo duża, człowiek denerwuje się przed startami. Jest to normalne, choć można też nad tym pracować.
Dzisiaj widziałam jak bardzo różne niepowodzenia, gorszy dzień, trochę nieporozumień może wpłynąć na zachowanie osoby, którą uważałam za zafascynowaną agility, spokojną i dążącą do perfekcji. Przykro jest widzieć łzy w oczach dziewczyny tak dużo wiedzącej na temat niepoddawania się i współpracy z psami po tym, jak psiak trochę mniej chciał współpracować.
Z doświadczenia wiem, że zdarzają się dni, momenty i sytuacje, gdy pies gorzej współpracuje. Nie wspominając już o tym, że całe posłuszeństwo trzeba wypracować, jakieś ułamki procent populacji psów ma od urodzenia wyrobione posłuszeństwo. Dlatego nie ma co się załamywać, gdy pies nie wraca od razu na wołanie, wystarczy poćwiczyć.

Mam nadzieję, że więcej osób zrozumie, że sporty są na prawdę fajne, mogą być świetną zabawą, ale przegrana nie jest końcem świata. Nawet jeżeli na jednych zawodach nam się nie powiedzie, nie ma co się poddawać. A już szczególnie na treningach, które służą doskonaleniu się a nie załamywaniem.

Tak przynajmniej ja podchodzę do sprawy. Na dzisiejszym treningu zauważyłam, że pies już bardzo ładnie wykonuje polecenia, jest skupiony, czeka na start, idzie za ręką...A gdy przypomnę sobie, co było jeszcze pół roku temu... Teraz widzę, że do mnie należy ćwiczenie, by lepiej i efektowniej biegać, nie zagapiać się, nawiązywać z Arką kontakt w newralgicznych momentach. Pozostaje tylko jeszcze więcej ćwiczyć.

Choć czasami nie jest miło słyszeć za każdym przebiegiem co złego się zrobiło, czemu tak zrobiłam itd. Ale mimo, że zawsze potem jest mi głupio, lepiej słyszeć takie słowa i poprawiać się, niż obrażać i załamywać, że znowu coś źle wyszło.

Dużo udało mi się osiągnąć z Arką. Były momenty załamania i czasami wątpiłam, czy moja prac ma sens, czy kiedykolwiek coś się zmieni. Teraz widzę, że załamaniem się niczego bym nie osiągnęła.

wtorek, 11 października 2011

Drugie urodziny Arki!

Tak, dokładnie dzisiaj Arosława kończy szlachetne dwa lata. Z tego też powodu notka przesunęła się z tradycyjnej niedzieli na wtorek :) Miało być długo - nie będzie, powodem brak weny :)
Nie świętowałyśmy jakoś bardzo hucznie tego dnia. Niestety sprawy wyższe zatrzymały mnie poza domem na cały dzień i dopiero wieczorem, mogłam wreszcie wtulić się w czarno-białą sierść i szepnąć w uszko "wszystkiego najlepszego". Prezenty jeszcze się szykują, mam nadzieję, że kiedyś dotrą... Specjalnie na ten dzień przygotowałam nawet specjalne danie zamiast torciku, tym razem bardziej naturalnie niż w zeszłym roku, bo oprócz mięska znalazła się tam galaretka z kurzych łapek i smakołyki :).
Nareszcie miska była pusta po paru minutach!

Również specjalnie na tę okazję przygotowałam filmik przedstawiający malutką część z naszych przygód. Zrobiony w szybkim tempie, z muzyka, która dużo dla mnie znaczy. Z ta melodią wiążę najlepsze wspomnienia i mam nadzieję, że Arka również do nich dołączy. Kto mnie poznał, ie, że mam ją nawet ustawioną jako dzwonek w telefonie.



Malutka od zawsze była rozkosznym psem, godzinami mogła zająć się zwykłym pojemniczkiem po jogurcie. Jej podniesiony jak chorągiewka ogonek rozbawiał nas wszystkich do łez.
W psim przedszkolu wiodła prym, umiejąc już wszystko, co inne szczeniaki dopiero poznawały. Mimo wielu naszych problemów z psychiką, w wieku 4 miesięcy udało nam się zakończyć kurs.
Przez te wszystkie miesiące poznawałyśmy się nawzajem, próbowałyśmy różnych sportów - frisbee, agility, obedience, pasienie. Niektóre wychodziły i wychodzą nam lepiej, inne gorzej, najważniejsze, że zawsze dobrze się bawimy.

Choć nie zawsze wszystko było idealnie, choć zdarzały się łzy, gniew, poczucie bezsilności i zagubienia, choć mój pies miał mieć całkowicie inne przeznaczenie, czuję, że Arka jest tym psem, na jakiego po prostu musiałam trafić. Niesamowicie dużo nauczyłam się o szkoleniu i prowadzeniu "trudniejszych" psów, poznałam wielu wspaniałych ludzi, a także jednych z najlepszych i najgorszych szkoleniowców (przynajmniej w Warszawie).

Obecnie zgrałyśmy się już. Czasami zdarzają się gorsze dni, gdy nasza komunikacja nie jest stuprocentowa, ale przeważnie wystarczy jedno słowo, gest, ruch ciała, by pies wiedział o co dokładnie mi chodzi. Właśnie o tym marzyłam i ciesze się, że wreszcie osiągnęłam chociaż w stopniu podstawowym.

Mam nadzieję, że dane nam będzie jeszcze wiele chwil razem, gdy do końca "dotrzemy się", uda nam się osiągnąć coś w agility i być może innych sportach. Jak na razie, pozostaje nam cieszyć się sobą! :)

niedziela, 2 października 2011

Dzień otwarty Dorplant.

Dzisiaj miałam przyjemność brać udział w dniu otwartym szkółki Doprlant. Oprócz pokazów OBI i IPO, były też frisbee i nasz agility. Znalazło się też stoisko weterynarza i behawiorysty.
My niestety nie występowałyśmy. Arka w tym czasie smażyła się w ostatnich promieniach jesiennego słoneczka leżakując na działce. Ja natomiast pomagałam w uwiecznianiu wszystkiego, noszeniu i poprawianiu przeszkód no i oczywiście wspierałam wszystkich i obrabiałam przybyłym tyłki :)Stres zrobił swoje i niestety nie wszystkim wyszło idealnie, ale głośne brawa i komentarze pełne podziwu dla zawodników pokazały, że wszyscy dobrze się spisali. Pokazy posłuszeństwa również wzbudzały emocje, zwłaszcza, że potem można było spróbować samemu, poradzić się z problemami.

Tu mały przegląd widzów - zasmucający był widok mocno agresywnego Labradora (skąd ja znam ten widok?), całkowicie ignorującego właściciela Beagle'a i bardzo przestraszonego Corgiego. Dużo jednak osób świetnie radziło sobie z psiakami, widać było jakieś chociaż podstawy z posłuszeństwa. Na prawdę miło było popatrzeć.

Dzięki przybyciu i choć małej pomocy dostałam od Szefowej smaczki i saszetkę na nie dla Arki. Jakby nie patrzeć, dużo nie zrobiłam a jeszcze mi prezenty dają. Kocham ten mój klub! Jak widać po Arosławie, niesamowicie podobały jej się prezenty :) (Zdjęcie może nie najlepszej jakości, ale przesłanie widać).
Moje!
 Z powodu braku treningów w tym tygodniu zajęłyśmy się samodzielnym szlifowaniem techniki skoku. Na filmiku widać, że coś w tym łepku jednak pracuje. Pierwszy skok jest zły, tego chcę ją oduczyć. Następne są już trochę lepsze.



Myślę i myślę nad jakąś strefówką, bo bardzo by się przydała. Ale to zabawa na trochę więcej roboty, trzeba wszystko wymierzyć, pociąć, zeszlifować i popiaskować... Ale myślę dalej.

Ponieważ w tym tygodniu zdecydowanie za dużo myślałam, miałam za dużo czasu na rozmyślania, przyszło mi do głowy, czyby jednak nie zrezygnować z trenowania obi. W domu można sobie coś podłubać, dla przyjemności samej pobawić się w szczególiki dla zmęczenia psa. Jednak nie wiem, czy to akurat ją najbardziej kręci, nie widzę w jej oczach tego błysku, obecnego bardzo wyraźnie przy agility czy chociaż frisbee. Myślę nad tym i myślę...