"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 25 września 2011

Mózg! Gdzie mój mózg?!

Jak wiadomo, każdy ma swoje granice wytrzymałości. Niektórzy są w stanie przejść 500km ciągiem, innych męczy spacer do osiedlowego sklepu. Zazwyczaj przy bardzo dużym zmęczeniu stajemy się drażliwi, czasami robimy dziwne rzeczy.
Niestety za późno odkryłam granicę totalnego odmóżdżenia z powodu zmęczenia u Arki. Na szczęście obyło się bez ofiar, choć ludzie w domach niedaleko chyba musieli pozakrywać uszy dzieciom przed moim głośnym i dosadnym przekleństwem. Na szczęście, gdy już pies odbiegł ode mnie, poleciał na tor, gdzie inni ćwiczyli jakieś elementy, chyba przypomniał sobie o miejscu składowania czegoś podobnego do mózgu i opamiętał się. Na szczęście. Bo na przekleństwie by się nie skończyło.
Cała sytuacja była przeze mnie, jestem świadoma swojej winy. Dało mi to dużo do myślenia na temat sygnałów wysyłanych przez Arkę podczas bardzo dużego zmęczenia, głównie psychicznego. Będę tego unikać jak ognia.

Niemniej, weekend minął nam pod znakiem samych małych i dużych sukcesów. Arka pięknie dawała się prowadzić, dobrze nam się współpracowało, pare błędów wynikało z mojego nieogarnięcia. Jestem niesamowicie z niej dumna - choć usłyszałam dzisiaj, że okazuję to zbyt mało entuzjastycznie :)
Nasze dzisiejsze przebiegi pokazuje filmik:


Kocham mój klub - za super atmosferę, pomoc w różnych sprawach, nie tylko sportowych, za możliwość pogadania i pośmiania się, ale też przepyszne ciasta, jakie dziewczyny czasami pieką i za możliwość biegania po torkach (co powinno być najważniejsze :) ). Udało mi się nakręcić poczynania części z nas (jak we wszystkich moich filmikach polecam wersję HD):



Dzisiaj znowu mogłam liczyć na pomoc klubowiczów w łagodzeniu charakterku Arki. Nie obyło się bez kilograma wątróbki (dzięki Witek!) i cierpliwości. Ale skutki były niewyobrażalne. Mój psychiczny pies pracował z kimś innym, dał się pogłaskać po główce a co najlepsze, wylizał od stup do głów jedną z dziewczyn. Takiej radości już dawno nie widziałam, było to coś niesamowitego. Mam nadzieję, że pomoże to nam na ogólną reakcję do obcych. Na psy na szczęście też już jest lepsza reakcja, choć nadal nie jestem do końca zadowolona. Tu też usłyszałam, że powinnam się niesamowicie cieszyć - Małe Zło pracowało wśród innych szczekających, drapiących klatki, bawiących się psów, przy dzieciach i dorosłych, a to wszystko na pełnym skupieniu, bez smyczy czy dzisiaj już linki. A mi wciąż mało :)


Doskonalimy technikę skoku, po dwóch ćwiczeniach jest już lepiej o jakieś 7,5%, ale wiem co robić i skupimy się na tym podczas ćwiczeń w tygodniu. Dzięki Monice mamy przepiękne zdjęcia, za które serdecznie dziękujemy!


Rozwijamy się też we frisbee - po rozmowach z Szefową zmieniam technikę nauki leg overa, zastanawiam się też nad nowymi dyskami. Powoli dopasowujemy się, jeżeli chodzi o dalekie rzuty, chyba odkryłam, jakie najłatwiej jest Arce złapać.

Na razie tyle, idę odnaleźć własny mózg...

niedziela, 18 września 2011

Skąd u niej tyle futra?!

"Skąd u niej tyle futra?!" wykrzyknęła moja mama na widok pozostałości arkowych wyciągniętych ze szczotki i grzebienia po dzisiejszym czesaniu. A ja dopiero zaczęłam ją rozczesywać. Widać, że jesień idzie, pies linieje, zmienia futro na zimowe. Może chociaż trochę będzie wyglądać po ludzku?

Futrzastej masy może nabierze, jednak nie sądzę, by była w stanie wyglądać chociaż trochę bardziej normalnie. Oszołomem dalej pozostanie, co widać na zdjęciach Natalii (za które bardzo dzię-ku-je-my!):
zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii

zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii

zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii
Niestety trzeba jeszcze popracować nad naszą techniką skoku, bo jeżeli tak wygląda każdy jej skok, to trzeba się martwić... Sama tego nie widzę, będąc skupiona na innych rzeczach. A ja muszę poćwiczyć nad ładniejszym bieganiem, bo zostałam dzisiaj nazwana przez Szefową Złym Skrzatem, czego nie daruję...
Jednak treningi w tym tygodniu przekonały mnie o zajebistości mojego psa - pięknie się skupiała, nawet przy krzyczących i klaszczących dzieciach, ładnie dawała się prowadzić. Tylko dwa ćwiczenia trzeba było powtórzyć, tak szło nam idealnie. Wreszcie zgrałam się z psem!

Niestety z obi jeszcze brakuje nam zgrania. Często spóźniam się o ten ułamek sekundy, tak ważny dla całego ćwiczenia. Jednak widać, że pomimo zmęczenia pies nadal chce pracować, daje z siebie wszystko. Wiemy nad czym pracować w tym tygodniu i będziemy się jeszcze uczyć.
zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii

zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii

zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii
Jak panienka :D
Czasami bawimy się też dyskiem, bo patrząc na jej zapatrzenie w dekiel, aż nie mogę jej tego odmawiać. Obecnie umiemy leg overa, ćwiczymy też siłę zgryzu :D
zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii

zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii


zdjęcie dzięki uprzejmości Natalii
Ach te jaskrawe kolory, zwłaszcza arkowa czerń :) Teraz już wprowadzam floatery w tym elemencie.

Co do zachowania Arki - jestem z niej mega dumna! Na dzisiejszym treningu ten sprzedajny pies sam podszedł do Moniki, zajrzał do kieszeni i po znalezieniu tam smaczków zaczął żebrać... Skończyło się na karmieniu psa przez wszystkich chętnych stojących w pobliżu, Arka pozwoliła się pogłaskać, potargać za uszka, wskoczyła Elce na kolana, na widok Moniki machała nawet ogonem :) No po prostu cudo. Względem innych psów też widzę, że zachowuje się lepiej, choć nie jest tak dobrze. Cały weekend jednak minął mi bardzo wesoło, gdyby nie wyjście z dzisiejszych treningów - spięłam się przechodząc obok dzieci i to od razu odbiło się na psu - krótki warknięcie i już, więc tragedii nie było, jednak zła jestem na siebie, że nie zachowałam spokoju.

Z okresu chorobowego pozostał mi filmik prezentujący jak nauczyć psa sztuczki polegającej na zamknięciu drzwi. Mam nadzieje, że komuś się przyda i choć widzę teraz pare elementów do poprawy, sądzę, że w ten sposób z powodzeniem można nauczyć psa tej czynności. Jak we wszystkich moich filmikach polecam wersję HD.



Aby zakończyć jeszcze miłą informacją: miałam okazję wczoraj sprawdzić reakcję Arki na strzał. Podczas naszego odpoczynku był krótki trening IPO. Efekt - pies całkowicie zlewa strzały, dalej przynosiła mi patyczki wygrzebane z trawy :)
Jakiego ja mam super psa!

niedziela, 11 września 2011

Trochę zdziwienia w nudnym życiu.

Zdziwień, gdyż nie sądziłam, że podczas mojej przedłużającej się choroby pies będzie grzecznie grzał pańcię zamiast rozwalać mieszkanie. Niestety zdrowie mi się posypało, trochę badań już było,następne w kolejce, a pies nadal spokojnie czeka na spacer i zabawę.
Tak też z ograniczonych możliwości spacerowych, więcej czasu spędzałyśmy w domu, ucząc się sztuczek i elementów obi. Arka dzięki temu umie już zamykać drzwi - pozostało jeszcze doszlifować to, by wysyłać ją z większych odległości. Niestety kliker stał się nagle Złym Narzędziem i przestawiłyśmy się na krótką komendę zamiast kliknięcia. Na szczęście przynosi to bardzo dobre efekty.


W ten weekend odbyły się zawody agility i wystawa na terenie warszawskiego WAT-u. Pierwszego dnia dzielnie stawiłam się, by wspierać zarówno klubowiczów biegających torki jak i znajomych wystawiających swoje bołdeły. Sędzia wystawowy okazał się niesamowicie miłym człowiekiem, jakich już mało w ZK, w innych rasach podpowiadał jak dobrze wystawić psa, co zmienić, do zestresowanej koleżanki miło zagadał. Mam nadzieję, że jeżeli kiedyś będę wystawiać psa, trafię na niego. W ten dzień również spotkało mnie zaskoczenie, gdyż poznałam jednego z hodowców BC. Osoba, którą darzę dużym szacunkiem ze względu na osiągnięcia sportowe, wiedzę i wypuszczenie ze swojej hodowli niesamowity miot, okazała się bardzo miłą osobą. Od razu przeszłyśmy na "ty", nie obyło się bez wspólnych żartów, śmiechów i zaproszeń na wspólne spacery borderowe. Patrząc na jej stosunek względem obecnego na wystawie szczeniaka od niej, a także względem mnie, obcej osoby, uważam ją za idealnego hodowcę. Oby takich ludzi jak najwięcej!

Jeszcze jednym zadziwiającym wydarzeniem było pytanie znajomych o mój wiek. Tak to jest, jak podczas gadek-szmatek schodzi się na dziwne tematy. Gdy powiedziałam swój, spotkałam się z natychmiastową reakcją niedowierzania i tłumaczenia, że nie mogę mieć tyle lat ile mam -.- Podobno wyglądam na 16 lat. Chyba powinnam zacząć reklamować kremy odmładzające, jako osoba idealnie zakonserwowana. Tylko jak mi prawo jazdy wydadzą?
Niestety pobyt całodniowy wśród tak wielu atrakcji mnie niestety wykończył, przez co niedzielę spędziłam już w domu, z małym wyjściem na pomęczenie układów na trzech hopkach. Oj muszę się pozbierać, w przyszłym tygodniu treningi!

Z serii rozmyślań, złapała mnie rozkmina na temat ludzkiej moralności. Trzymając w tym tygodniu pistolet z ostrą bronią zastanawiałam się, jak człowiek może zabić lub zranić innego człowieka. A co dopiero zwierzę, które nie odezwie się, nie poskarży, nie obroni skutecznie. Codziennie zaskakuje mnie ludzkie okrucieństwo, zdolności do znęcania się. Niektóre zwierzęta wychodzą z tego cało, ludzie czasami też. Niby nie widzi się tego na wystawach czy zawodach, ale gdy przejdzie się trochę dalej od sędziów, można zobaczyć prawdziwe ludzkie reakcje i zachowania względem zwierząt. Dobrze, że zrobiliśmy ten mały krok w stronę poprawy tej sytuacji i choć w Polsce prawo jest respektowane jak nigdzie indziej, mam nadzieję, że ustawa na temat lepszego traktowania zwierząt wejdzie skutecznie w życie.

niedziela, 4 września 2011

Finały DCDC 2011

Niestety nie będzie tu żadnych rzucających na kolana zdjęć, ani filmików w slow-motion Borderów łapiących obślinione frisbee. W tym roku nie udało mi się przybyć na finały, choć mam na teren zawodów 15 minut drogi... A wszystko przez straszne zapalenie oskrzeli z podejrzeniem czegoś gorszego. Tak to jest, jak się biega zimnymi rankami lub z mokrą głową z psem, szlifując jakieś elementy. Można powiedzieć, że aktywność z Arką połączona z moim blondynizmem mnie dobiła :)

Niemniej, pozostało mi czatować na zdjęcia zrobione przez znajomych i forumowiczów. Nie poddając się, poszukałam jakiegoś sposobu na lepszą relację niż tą z parudniowym opóźnieniem i tak trafiłam na livestream zorganizowany przez Latające Psy :) Jakość prawie, że idealna ( :) ), a rozmowy z forumowiczami i znajomymi na dołączonym czacie były bezcenne. Nawet można było porozmawiać z ludźmi z całego świata, oglądającymi z nami chociażby z Czech lub Węgier.

Choć gorączka, duszności i kaszel średnio pomagały w delektowaniu się występami, było na co popatrzeć, od zawsze świetnego Wiesława z Leksusem, przez Martę z Szyszką po Martę i Zecię. Każdy pokazał coś niesamowitego, każdy czymś różnił się w sposobie prowadzenia psa, rzutu dyskiem, sekwencji figur. Niesamowite było patrzeć na tą współpracę idealnie przeplecioną z zabawą. Niezależnie ile kto zdobył punktów, i tak każdemu należą się gratulacje :)

Arka dzielnie dotrzymywała mi towarzystwa, nauczona, że gdy tylko Pańcia zbliża się do łóżka należy udać się do klatki i spać. Tak też głównie przeleżałyśmy z małymi przerwami na siku i piłeczkowanie w tempie ekspresowym. Szkoda mi tego czasu, który mogłybyśmy przeznaczyć na jakieś elementy agi i obi, które wciąż wymagają poprawy. Tak to Bołdeł przerobił się na pluszaka. Gdy leżała ze mną, budziła się na dźwięk języka Czeskiego, chyba z czymś jej się kojarzy :) Myślałam, że podpatrzy trochę techniki, ale wolała spać i mnie grzać.

Bardzo żałuję, że nie widziałam całej imprezy na żywo, zwłaszcza, że miałam z paroma osobami się spotkać, z paroma poznać. Trudno, zawsze pozostaje przyszły rok, kiedy to mam nadzieję tradycyjnie znów się pojawić w roli widza i kibica. Teraz trzeba się wykurować jak najszybciej, by na zawody i wystawy w przyszłym tygodniu być już całkowicie zdrową!