"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 28 sierpnia 2011

Nic ciekawego, a jednak coś.

Niby nic nowego u nas się nie dzieje. Wykańczamy się z Arką na zmianę psychicznie i fizycznie. Ja ją, gdy nie pozwalam jej wziąć smakołyków z półki, ona mnie, gdy trzeba z nią wyjść o 6 rano...
Jednak coś tak zawsze się zmienia. Robimy postępy w obi, wiem nad czym pracować znowu w tym tygodniu. Niesamowite, jak bardzo Arka wyrywa się na plac, by dalej ćwiczyć. Dzisiaj aż zaczęła piszczeć przy odpinaniu smyczy :) Bardzo podoba mi się jej skupienie i motywacja, jeszcze trzeba to doszlifować, ale i tak jestem z niej dumna. Pięknie zaczęła już zarzucać tyłkiem przy równaniu :)

Na spacerki borderowe na razie nie chodzimy. Dołączył szczeniak, a ja nie chcę mieć jego psychiki na sumieniu po spotkaniu z Małym Złem :D Trochę szkoda, bo miło pogadać, ale jednak Arka jeszcze nie jest odpowiednim psem do socjalizacji. Jest już duża poprawa, teraz na każdy spacer, trening i wyjście jak i z powrotem Arka idzie obok mojej nogi i choć czasami jeszcze zdarzy jej się napalić na jakiegoś Szczekacza Bramowego, mam nad nią zdecydowanie większą kontrolę. Powinnam opatentować sposób w jaki obecnie zakładam jej smycz - z 1,5m robi się parędziesiąt centymetrów, w tym dwie pętelki do przełożenia ręki. Długość dopasowana, by pies na luźnej smyczy szedł przy nodze, mając z 10-15cm miejsca do przodu i tyłu, dodatkowo zajmuje tylko jedną rękę. Kontrolę mam lepsza niż przy wcześniejszych uchwytach, bo pętla smyczy dodatkowo przytrzymuje psa. Aż szkoda, że nie mam jak zrobić zdjęcia tego super sposobu :)

Niestety wczorajszy dzień był marnym pod każdym względem. Bardzo źle się czułam, nie byłam w stanie się skupić, dopadła mnie jakaś chandra. Gdyby tego było za mało, jeden z psów bramowych na naszej ulicy wybiegł przez dziurę podczas oszczekiwania nas... Myślałam, że cholery dostanę, jakbyśmy jeszcze miały mało problemów związanych z psami. Na dodatek akurat tego dnia nie wzięłam ze sobą gazu pieprzowego, bo bardzo by się przydał. Kopniaki były nieskuteczne, niestety pies miał dobry refleks. Właścicielka na moje krzyki jedyne co zrobiła, to pogroziła psu paluszkiem. Dosłownie. A mnie krew zalewała. Następnym razem bez ostrzeżenia popsikam tego psa gazem.
Na późniejszym treningu szło mi równie marnie, nie byłam w stanie się skupić, przez co super skupiony pies popełniał błędy. Nie wiem co się ze mną stało...

Dzisiaj już na szczęście było lepiej, głowa z powrotem na swoim miejscu, błędów tylko trochę. I też dwie bardzo dobre sytuacje - po drodze na trening spotkałam dwie znajome, z którymi zamieniłam po dwa zdania. Sytuacja niby banalna, ale nie dla Arki :) Pięknie się zachowała widząc moją radość i spokój, obserwowała mnie tylko po wskazówki.
Bardzo mnie też cieszy jej zachowanie z tramwajach, tego udało nam się świetnie jej nauczyć. Ma wtedy pełno doświadczeń z innymi ludźmi, mówiącymi czasami w obcym języku. A ona w najlepsze sobie śpi :)


Niby nie ma o czym pisać, a jednak cała notka powstała. Niby nie ma co teraz robić z padniętym psem, a jednak śpi obok, przewraca się z boku na bok z westchnięciem i grzeje stópki pańci. Dwa razy nawet zdarzyło jej się spać mi na kolanach. Ach ten rozpieszczony pracuś :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Podziwiam ludzi uprawiających trzy sporty...

Nie byłabym w stanie im dorównać. Obecnie trenowanie dwóch wykańcza mnie i psa całkowicie.
Tak po wczorajszych i dzisiejszych podwójnych treningach, zastanawiam się nad rozpoczęciem terapii glukozaminą, bo moje stawy biodrowe dają o sobie znać. Ale najważniejsze, że pies uhahany, pochwalony, wybiegany i szczęśliwy.
Ale szybka jest bestia niemiłosiernie, muszę jeszcze douczyć się współpracy z nią. Gdy ona zrobi jeden krok, normalny pies zrobiłby z 6 :) Dlatego tak ważne jest wysyłanie, wciąż je szlifujemy. W obi jak na razie idzie nam świetnie, pies robi wszystko co pokażę, a że zdarza się pokazać źle, to i źle pies robi. Dużo nauki przede mną. Nigdy nie sądziłam, że zobaczę u niej taką radość z ćwiczenia rzeczy dla niektórych nudnych i bezsensownych.

Prywatnie dalej grzebiemy sobie drobne rzeczy przydatne na zawodach. Od pseudo-flatworku po offy. Filmik prezentuje obecny stan. Dostałam już burę od Szefowej, dzięki czemu wiem, co zmienić, poprawić i przetrenować ponownie. Dobry trener zawsze pomocny :)

Jednak jednak hopka to za mało, dlatego powstały dwie kolejne.
Kocham mojego psa za to wpatrzenie i chęć do dalszej pracy. Tego oczekiwałam od psa tej rasy i choć część rzeczy trafiła mi się bardzo marnie, to akurat udało się Arce :)

Z innych rzeczy...Byłyśmy ponownie na borderowych spacerkach, dzięki czemu otrzymałyśmy piękne zdjęcia od Marty i Melanii, za które bardzo dziękuję!




Uduszę się, weź to zabierz!


Chciałabym, by Arka była w stanie zrelaksować się, pobawić z innymi psami. Bo choć jest w stanie biegać w stadzie, bawić chce się tylko ze mną, tylko na mnie się skupia w ułamku sekundy. Ale to chyba nie z tym psem.

Udało mi się w końcu kupić Arce książeczki startowe. Nareszcie możemy biegać na zawodach :) Potrzebne jeszcze tylko oficjalne mierzenie.

 

A co do mierzenia... Pies został nazwany dużym! A kto ją zna, wie, że jest postury raczej nikłej. Jakieś dwie dziewczyny mijające mnie na ulicy zapytały czy "to chłopiec". Ja na to, że dziewczynka. Usłyszałam tylko "jakiś duży" + coś niezrozumiałego w stylu (ten Szeltie). Muszę naprawić sobie słuch, by lepiej słyszeć takie kwiatki :D

niedziela, 14 sierpnia 2011

Siła umysłu, siła spokoju.

Od pewnego czasu, od kiedy zarówno Petr jak i Pan Patryk zwrócili moją uwagę na moje nastawienie podczas życia z Arką, bardzo się zmieniłam.
Teraz jestem o wiele spokojniejsza niż pare miesięcy temu, staram się do wszystkiego podchodzić na luzie, wierzyć we własnego psa. Widzę jak to na nią działa, jak potrzebuje mojego spokoju i jasnych przekazów. Zaskakujące zwłaszcza, gdy wspomnę sobie moje przeszłe psy, na których nic nie robiło wrażenia... Tak to sucz pozwoliła dotknąć się obcym, nawet pozwoliła zajrzeć sobie w zęby. Jestem z niej dumna.

Ćwicząc się w opanowaniu emocji, niezagryzaniu innych psów i ludzi, a także po namowach postanowiłam wybrać się z Arką na spacerki Bołdełowe. Czas świetnie spędzony na pogaduszkach, dalekich rzutach zabawkami, wodowaniu psów i moich pierwszych próbach wystawiania Arki - tak, mam zamiar pojechać z nią na wystawę. Szanse mamy marne, ale chcę sprawdzić jej charakter i wytrzymałość, być może uda się usłyszeć coś przydatnego o jej budowie.
Wracając jednak do spacerków, Arka stała się Małą Dominantką walczącą zaciekle o każdą rzuconą zabawkę. W 5 min. ustawiła dwa samce :)  Nie wiem, czy jej hormony nie buzują w związku z przesuniętą cieczką...
Dzięki uprzejmości Cecylii i Asi mamy wiele wspaniałych zdjęć, za które jak i za spotkania serdecznie dziękuję! Bongo i Rico to wspaniałe psy, miło było zobaczyć je po raz pierwszy razem.




Mam już serdecznie dość, gdy ludzie ciągle mi mówią, jaki ten pies mały. Czy ja coś mogę na to poradzić? Przynajmniej zaczęła wyglądać jak pasterka...



Choć czasami na szczęście nadal przypomina potwora, jakiego kocham!

Gdy dzisiaj na treningu obi zobaczyłam szczeniora Goldena, mniej-więcej w wieku 4 miesięcy, zapragnęłam drugiego psa. Świetnie sobie radził, a gdy pomyslalam, ile rzeczy mogłabym teraz uniknąć lub zmienić...
Nadal wspominam Tekilę, bo brakuje mi drugiego futerka chodzącego po domu, dla samej Arki też pewnie byłby lepszy jakiś osobnik rozumiejący jej język. Chciałabym, by już z nią wszystko było wyprostowane, bym mogła pomysleć nad kolejnym psem. Ale do tego pewnie jeszcze trochę...

czwartek, 4 sierpnia 2011

Owce! Owce! Owce!

Czas chyba już coś napisać? Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił a to wszystko sprawka wyjazdów. Pierwszy do Czech, o czym za chwilę, drugi już tylko z siostrą na Thassos. Polecam tę wyspę wszystkim o skołatanych nerwach, potrzebującym spokoju i ciszy - mi po wszystkich stresach i trudnych wyborach było to bardzo potrzebne.

Wracając jednak do głównego tematu, dwa tygodnie temu zdarzyło nam się uczestniczyć w I zlocie szczeniąt po Siaku. Rzecz planowana już od stycznia, wyczekiwana przeze mnie każdego dnia. Szykowaliśmy się jak na wojnę, w dniu wyjazdu zrobił się taki bałagan w domu, że z godzinę zajęło nam sprawdzenie, czy wszystko jest już w samochodzie. Już mieliśmy zamykać drzwi, gdy nagle uświadomiliśmy sobie, że zapomnieliśmy o psie! Tak to jest, gdy uczy się psa, że chaos podczas wychodzenia oznacza samotne oczekiwanie na państwo, kiedy to trzeba położyć się cichutko na legowisku i pójść spać. Arka niesamowicie zdziwiła się, gdy jednak zawołaliśmy ją do siebie.
Bałam się, że źle zniesie podróż, że po dwóch godzinach zacznie rozrabiać bardziej niż dwulatek. Nic podobnego, przez pierwsze półgodziny oczekiwała, że zaraz dojedziemy na działkę, gdy tak się jednak nie stało, poszła spać. I przespała 10 godzin jazdy z przerwami na psie sprawy i rozruszanie łapek. Cud nie pies, nigdy nie sądziłam, że będzie taka bezproblemowa!
Hotel na szczęście przyjmował psy w każdej ilości, dlatego od razu rozstawiliśmy klatkę, zostawiliśmy klamoty i poszliśmy jeść do restauracji, gdzie psy również były mile widziane. Arka choć w kagańcu poszła od razu spać pod stołem, nic sobie nie robiąc z kelnerek łażących tam i z powrotem.
Już pierwszego dnia poszliśmy na owce i choć lało jak z cebra postanowiliśmy wytrwać i dzielnie popatrzeć na instynkt Arki.

Jeszcze nigdy tak nie zmokłam. Choć mam kurtkę, która powinna wytrzymać 6 godzin nieustającej ulewy, nie posiadam takich spodni, przez co po zakończeniu spotkania byłam cała przemoczona... Dużo dobrego usłyszałam na temat zachowania psa przy owcach, z czego się cieszę. Jest nad czym pracować, ale wykazała się silnym charakterem - pokazała co myśli, gdy jedna z owiec chciała ją zdominować tupiąc na nią.

Długo też rozmawialiśmy z Petrem (właścicielem Siaka, pasterzem i naszym przyszywanym hodowcą) na temat naszej pracy z Arką i jej charakteru. Po godzinie przebywania z nią stwierdził, że nie wie o co mi chodzi, bo mam świetnego psa, z idealnymi popędami i instynktem. Jedyny problem to ja, która widzi problem tam, gdzie nie ma problemu. Na dodatek moje nastroje prowokowały Arkę do określonych zachowań, jest ona niesłychanie wyczulona na moje emocje. U żadnego wcześniejszego psa się z tym nie spotkałam, dlatego tak długo zajęło mi zauważenie tego. Wstyd nad wstydami.

Następnego dnia, gdy już trochę obeschłyśmy, a na planie pojawiło się słońce, przystąpiliśmy do głównych zadań - pasienia, zabawy, konkursów i robienia zdjęć.
Jeszcze nigdy, na żadnej wystawie lub zawodach nie widziałam takiej ilości Borderów. Arka została wygłaskana przez wszystkich uczestników spotkania, bawiła się też idealnie z innymi psiakami. Po raz pierwszy słyszałam tak dużo dobrego o własnym psie, zarówno od strony charakteru jak i wyglądu. Po prostu rosłam z dumy. Przywiozłam pełno zdjęć, także z naszych spacerów po miejscowości - miejsce idealne na wczasy, zwłaszcza z psami, gdyż wszędzie są one mile widziane. Wybraliśmy się nawet do parku (czy lasu? nie wiem jak nazwać to miejsce), z kolejną linową i szlakami. Było tam pięknie!
Tak też witaliśmy się:
Anifee, Albee, Jojo

Bawiliśmy (nieprzerwanie kto miał zabawkę/patyczek/źdźbło trawy, ten był dowódcą)
Od lewej Arka, Jojo, Albee, Ares
Jednak głównym naszym celem było pasienie, dlatego też drugiego dnia od rana zaczęliśmy ciężką pracę. Siak przygotował nam owce.
Siak przy pracy
A mieliśmy bardzo ładny dobytek. Nigdy nie sądziłam, że owce są tak duże! Nie wiem jak niektóre Sheltie mogą paść...
To paśliśmy
Gdy przyszła znowu nasza kolej, Petr nie krył swoich uczuć względem naszej techniki...
Rany, dziewczyno...

Weź ogarnij tego psa...

Błagam was...
Jednak aby czekający nie nudzili się, a także w przerwach na odpoczynek dla owiec robiliśmy zupełnie inne rzeczy. Między innymi odbył się konkurs agility (niestety nie zajęłyśmy żadnego z 3 miejsc, ale rodzeństwo miotowe dzielnie nas reprezentowało).
photo by Daniela Riedlová

photo by Daniela Riedlová

łorany koło!

łorany koło!
Aby uwiecznić nasze spotkanie ustawiliśmy się na wspólnych zdjęciach.
Tutaj miotowe:
photo by Daniela Riedlová
Od lewej: Aya, Anifee, Albee, Ares, Arka.
A tu psowe:
photo by Daniela Riedlová
Teraz polecam zabawę w stylu "Kto znajdzie Arkę?" :D

Od pani Danieli Riedlová'ej mamy pełno pięknych portretów. Bardzo się cieszę, że udało nam się załapać na taką sesję. 
photo by Daniela Riedlová

photo by Daniela Riedlová

photo by Daniela Riedlová
Nad pozycją wystawową trzeba będzie jeszcze popracować... Ciesze się jednak, że ładnie wyszło jej tylne kątowanie, z przodu tylko głowę mogła mieć trochę wyżej. Ale tak to jest jak nas poprosili o double-handling...

Innymi atrakcjami była konkurencja na przebiegniecie przez "Tor kiełbaskowy" - z jednej strony ktoś trzymał psa, z drugiej pan/pańcia bez smakołyków lub zabawek miała wołać psa. Wszystko mierzone na czas, pies nie mógł zjeść za dużo kiełbasy, choć cały tor był nią wręcz naszpikowany. Zadanie wydaje się głupie, ale nigdy nie sądziłam ,że tak się uśmieję, gdy widziałam reakcje niektórych psów na zapach kiełbas. Dzięki naszemu idealnemu przywołaniu i miłości Arki do mnie (ta ta, mogę sobie gadać) udało nam się zająć 3 miejsce! Przed nami był tylko brachol i siostra miotowe, więc widać tą najlepszą krew :)
Nasz przebieg (polecam wersję HD)

Otrzymałyśmy piękny dyplom i smakołyki na świeży oddech psa (nie żeby miała najczystsze zęby, ale żeby aż tak to podkreślać?...) https://lh4.googleusercontent.com/-5iPkrEXiqpk/TjmI23ZvkBI/AAAAAAAAAj4/Gs9iDJJhnk4/s512/dyplom.jpg .
Po skończonych przebiegach wszystkie psy mogły zjeść pozostałości.
Uczta
Najbardziej jednak jestem zadowolona, że udało nam się poznać tatusia Arki, zobaczyć jego pracę przy owcach. Jest świetnym psem, dominującym, ale przekochanym dla ludzi. Jestem dumna posiadając psa właśnie po takim psie. Tyle złego słyszałam o ISDS'ach, że takie brzydkie i dają brzydkie potomstwo, choć niby pasące. Ten pies podczas naszej zabawy i wielu spacerów po prostu mnie zachwycił.
Siak

Keanu i Siak
Podczas wspólnych zabaw to on głównie łapał piłkę. Niesamowite, że gdy zostałam zawabiaczką grupy Borderów, otoczyła mnie ich nagle całkiem duża ilość. Taka cicha, skupiona na każdym moim ruchu i geście gromada, automatycznie biegnąca razem za piłka. Co ciekawe czeskie psy reagowały na polskie "daj" :)
Tutaj pocieszny filmik z mojego raju.

wspólne bieganie

Po takiej zabawie chyba nie mogę kochać tej rasy bardziej, może to zabrzmi głupio i niedojrzale, ale na prawdę ubóstwiam te psy. Cieszę się, że mam przedstawiciela tej rasy.

Choćby z powodu wyglądu. Jest to może mało istotna dla niektórych sprawa, ale dla mnie jednak ważna. Można wtedy uzyskać takie zdjęcia:
Ach, jakaż ja piękna!

Jednak u Bordera równie ważny jest peryskop, by bezpiecznie buszować w wysokich trawach.
Nie ma mnie

Nie marnowaliśmy jednak czasu tylko na bieganie wśród traw. Miejscowość była idealna na piesze wędrówki zarówno z całą rodziną jak i z psami (wszędzie były one mile widziane, co na prawdę było dla mnie szokiem...), dlatego wybraliśmy się na wędrówkę do jednego z parko-lasów. Tutaj Arka spisała się perfekcyjnie, żadna ilość ludzi, psów i dzieci nie wytrąciła jej z dobrego humoru. Tym razem to pani z Westikiem musiała odciągać ujadającego psa od stoickiej Arki.
Jestem piękna?

Mówisz, że jestem piękna?

No pewnie, że jestem piękna!

Idealny dowód na znęcanie się nad zwierzętami. Niestety konieczny...

Obok przyhotelowego strumienia


Mam nadzieję, że taka ilość zdjęć rewanżuje długi okres bez notki. Zachwycona, udaję się do mojej przyszłości polskiego agility, by pomarzyć o wspólnej przyszłości.
Na deser - ciekawostka. Po co owcom telewizja satelitarna?