"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 17 lipca 2011

Zawody!

Uprzedzę pytania - jeszcze nie startowałyśmy. Ale bliskość zawodów połączonych z międzynarodową wystawą sprawiła, że musiałam po prostu pokibicować nie tylko klubowej drużynie, ale też znajomym wystawianym psiakom.
Po takim wydarzeniu nasuwają się pewne spostrzeżenia, często smutne - na wystawę prowadzone są psy w kolczatkach lub haltie, 50% obecnych na ringu Labradorów była agresywna, a sędzia oceniający Bordery wykazał się uwielbieniem do mocnych, miśkowatych psów o obfitym futrze. Możemy pomarzyć o wystawach, zostaje nam tylko klasa użytkowa :) Swoją drogą zdziwiły mnie niektóre decyzje sędziego, ale ja najwyraźniej zwracam uwagę na inne cechy.
Z obserwacji startujących: dosyć często zdarzają się disy, jednak zawodnicy są do tego przyzwyczajeni, niektórzy nawet dla nauki psa pozwalają na dyskwalifikację. Ale nie każdy uważa taki start za dobrą zabawę z nutką rywalizacji. Dla niektórych jest to ogromny stres a każdy błąd psa prowadzi do rozpaczliwego nawoływania i nerwowych ruchów zakończonych łzami i krzykami. Po co to wszystko? Czy nie wystarczy dobrze się bawić? Rozumiem, że czasami zawody mogą coś dać, ale ambicja nie powinna przysłaniać nam wszystkiego.
Tak już zakończę wśród rozmyśleń. Teraz czas na poleczenie spalonego od słońca nosa :)

niedziela, 10 lipca 2011

Zacznę sobie cytatem...

In the middle of every difficulty lies opportunity.
                                                                     by  Albert Einstein

Nasz przykład pokazuje, że czasami wystarczy zrozumieć źródło problemu, by z łatwością go rozwiązać. U nas tym źródłem byłam ja. To ja nie pokazałam na początku Arce, że mogła mi zaufać, że to ja przejmuję kontrolę.Mam potwierdzenie, że lękliwość nie miała swojego źródła w żadnej genetyce, to wszystko moja wina. Trzeba się z tym pogodzić i już.
Teraz nasze relacje są o wiele lepsze. Pies na szczęście łatwo oddaje kontrolę i choć pozostało wiele do wyćwiczenia, mogę powiedzieć, że jest już na prawdę świetnie. Utwierdził mnie w tym przeświadczeniu spacerek z Martą i Ruterem, za który bardzo dziękuję! (Jak również za świetne zdjęcia :) )
Zdjęci dzięki uprzejmości Marty
 Oprócz nerwowości na początku, cały spacer był pełen spokoju, idealnego odwołania, zabawy w wodzie... Normalnie jakby mi ktoś psa wymienił. Czasami aż była za bardzo skupiona (szkoda, że nie ma tak na co dzień...).

Zdjęcie dzięki uprzejmości Marty.
 
Dzień później również zastanawiałam się, czy Arka nadal jest tą Arką - na pierwszym treningu obi zachowywała się wyśmienicie, ćwiczące psy nie wywoływały u niej żadnych uczuć, po prostu robiła co do niej należało. Podczas ćwiczeń z pozorantem nadal była pięknie skupiona, nic nie wytrąciło jej z równowagi.
Na dzisiejszym spotkaniu agilitowym również nie mogę marudzić na jej skupienie, bardzo ładnie sama inicjowała pracę.

Tutaj znowu pojawiają się moje błędy. W agi jesteśmy już na szczęście na takim poziomie, że to ja popełniam większość błędów. Teraz wszystko zależy ode mnie, bo mam świetnie nakręconego psa, całkiem ładnie skupionego, ale te moje pomyłki i niedociągnięcia sprawiają, że ćwiczenia się sypią. Podczas gdy w agi jestem hop do tyłu, w obi jestem hop do przodu - za szybko staram się wprowadzać utrudnienia w ćwiczeniach, za wiele wymagam na początek. Tu też głównie ja zawiniłam - ale wiemy już nad czym pracować i głównie ja będę się doskonalić.

Zastanawia mnie tylko, czemu niektórzy nic nie robią, by zmienić coś u swoich zwierząt. Wszystko można wypracować, trzeba tylko trochę pomocy, spojrzenia z innej strony.  Najbardziej jednak dołuje mnie widok pięknego wejmara w kolczatce i na flexi...

Bo gdy ma się jakieś problemy, trudności, tym więcej możemy nauczyć się rozwiązując je. Tym bardziej poznamy siebie i źródło niepowodzeń. Tym bardziej będziemy się doskonalić. 

niedziela, 3 lipca 2011

Nienawidzę deszczu...

...Choć jest on przydatny w wielu przypadkach. Dzięki niemu rosną kwiatki i trawa, po których potem Arka biega wyrywając je z korzeniami, żyją zboża obecne w jej suchej karmie, nie jest tak gorąco, więc biegać można więcej i przede wszystkim - jest mało ludzi na ulicach i parkach, dzięki czemu można biegać spokojniej, częściej i więcej.

Tylko niech ktoś zabierze część deszczu na czas moich treningów! Nienawidzę, gdy z powodu deszczu po treningu wyglądam tak tragicznie, że siostra nie chce mnie zabrać do swojego czyściutkiego samochodu, a moje skarpetki są równie mokre jak otaczające je kałuże (Tak, po raz pierwszy moje buty treningowe postanowił przemoknąć. W najmniej spodziewanym momencie...). Z powodu ulewy nie miałam też jak pojechać na nasz długo-oczekiwany trening obi...

Aby tak nie marudzić...albo marudzić z innego powodu - chyba ksywka Małe Czarne Zło przestało mieć sens. Co prawda Arka nadal jest Mała Czarna, czego nie da się ukryć, ale z trzeci człon chyba już jest nieadekwatny. Co prawda po deszczu pies jest na tyle puszysty, że idealnie pasuje do niej "Puszek", jednak wolałabym coś innego...

Moje nastawienie do niej całkowicie się zmieniło. Choć wiele osób mówiło mi, że Arka jest całkowicie normalnym psem, jakoś nie dopuszczałam tego do siebie, przez cały czas uważałam ją za psychola z problemami emocjonalnymi. Niesłychane ile daje jeden spacer z innym borderem, również z problemami. Ile daje trzygodzinna, szczera rozmowa na temat polskich borderów, hodowli, metod szkoleniowych i psiej psychiki. Prawie jakby mi się oczy otworzyły - przecież to wszystko jest w granicach normy. Ambitnie chciałam psa wesołego na widok każdego człowieka lub psa, w zamian otrzymałam psa o dużej przestrzeni osobistej, który potrafi pokazać w naturalny sposób innemu psu, że zbliżył się za blisko i za szybko. Jak nazwał to szkoleniowiec - to taka suczka, którą rażą pocałunki na pierwszej randce :)

Dlatego choć nadal jesteśmy Drużyną Specjalnej troski i treningi mamy na specjalnych warunkach, mam teraz zupełnie inne podejście do zachowania Arki. Niepotrzebnie przejmowałam się złymi wspomnieniami - ugryzieniem w wieku 3 miesięcy i niemiłymi sytuacjami z ludźmi. Co raz bardziej widzę, że lęk nie ma źródła w genetyce. Jedynymi powodami takiego stanu rzeczy były moje błędy i brak zaufania psa do mnie. Teraz nad tym się skupiamy, chcę, by pies był w stanie jak najbardziej skupić się na mnie, oddać mi kontrolę w trudnych sytuacjach. Zauważyłam, że dotychczas byłam dla niej zbyt miękka, zbyt łagodnie i cicho mówiłam komendy, za mało wymagałam. Teraz już to zmieniam.

Może niedługo, jak taka pogoda się utrzyma, wybiorę się z Małym Normalnym Czarnym na jakiś borderowy spacer :)