"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 26 czerwca 2011

Ach ten mój super pies...

Jestem mega dumna z mojego szczura!
Bardzo ładnie zniosła wizytę u weterynarza - tu zasługa naszej kochanej wetki, która ma niesamowicie dobry wpływ na psychola. Dzięki spokojnej atmosferze udało się bez paniki dokonać bardzo bolesnego zastrzyku hormonalnego - tak, przesunęłyśmy cieczkę Arki. Pomijając spanie przez cały dzień po zabiegu i długim relaksującym spacerze, nie widzę żadnych zmian w zachowaniu psa. I oby tak zostało.

Dodatkowo znowu była chwalona przez szkoleniowca. Wyszło na to, że pies łatwo oddaje kontrolę, wystarczy tylko pokazać mu, że jego rozwiązania nie są dobre. Gdy szliśmy razem naszą ulicą, szkoleniowiec zauważył ciekawą rzecz - można u nas znaleźć cały przekrój kynologiczny. Od nas, początkujących i raczkujących sportowców, przez yoreczki w superaśnych kokardkach i spineczkach, chcące zagryźć nas szczekacze bramowe po małe kundelki całkowicie niesłuchające się właścicieli - tu też przykład pewnej pani z 3 psiakami pokazał jak bardzo krzyk i groźby skierowane w stronę psa nic nie przynoszą, a na pewno nie sprowadzają do nas psa...



Bardzo długo rozmawialiśmy podczas spotkań. Zgodziliśmy się, że czasami w szkoleniu trzeba działać instynktownie, nie wszystko da się wyrazić i opowiedzieć. Każdy pies, nawet rodzeństwo z miotu, jest inne, i inne metody zadziałają na to samo zachowanie. Gdy kiedyś biegałam po torze z innym psem widziałam, jak bardzo różnił się w stylu wysyłania, szybkości reakcji, nakierowaniu na rękę...

Jestem jednak dumna z mojego psiaka, bo w ciągu 3 dni nauczyła się iść przy nodze bez napiętej smyczy. Niesłychane, że tyle męczyłam się z tym, tylu metod spróbowałam. Wreszcie jednak znaleźliśmy tą odpowiednią i wreszcie mogą spokojnie iść ze zwiniętą smyczą w jednej ręce a smakołykami w drugiej :) Jest też ogromna zmiana zachowania na widok bramowych psów - wcześniej wywoływały one panikę, teraz jest tylko spokojna obserwacja lub zwrócenie głowy w moją stronę. Celem tego ćwiczenia nie było jednak bierne chodzenie przy nodze - Arka miała mi oddać kontrolę, być skupioną na tym, co ja robię i czekać na polecenia. Udało się - pare razy sprawdziłam jak daleko była duchem ode mnie zatrzymując się - zatrzymywała się również ze mną, nadal w tym samym miejscu przy nodze.



Co prawda w agility nadal idzie nam marnie... Co udowadnia nasz pierwszy w życiu filmik.(za filmowanie dziękujemy Pauli!). Polecam wersję HD.



Wiem, że nasze biegi jeszcze nie powalają, widzę jak dużo jest jeszcze do zrobienia.
Nadal jesteśmy drużyną specjalnej troski, jednak zważywszy nasze przejścia, cieszę się, że Małe Zło jest w stanie w ogóle biegać przy innych psach.

Już zdecydowałam, że dołączę z Arką do szkoleniowca w jego klubie - zajmiemy się na serio obedience. Najpierw czeka mnie tylko trochę zajęć w innej grupie, gdzie mamy nauczyć Arkę skupienia wśród innych psów chodzących, siadających, turlających się... Potem dołączymy do naszej Szefowej do normalnych zajęć :) Choć muszę przyznać, że Arka dzisiaj podczas treningu agi ładnie szła na kontakcie, gdy chciałam, by bez problemu przeszła obok innych psów.
Nadal ćwiczymy strachy w domu przed gośćmi. Wszystkich chętnych do pomocy zapraszam do mnie! :)

Muszę stwierdzić, że szczęśliwy pies to zmęczony, ewentualnie brudny pies. Przez długi weekend miałyśmy 3 treningi + wyjazd na działkę, co nieźle zmęczyło psa. Ja mam za to spokój :D

niedziela, 19 czerwca 2011

5h treningu...

Jak w tytule. Miałam dzisiaj na prawdę męczący dzień, nie wspominając o dniu poprzednim. Ale było warto - dużo dowiedziałam się o naszych relacjach z Arką.

Najpierw treningi agility - tutaj duże zdziwienie, że trenerki dają mi wolną rękę co do moich technik, same mówią, że się "nie wpieprzają" do moich ćwiczeń, tylko gdy coś mi nie wychodzi np. przy zmianach, wtedy podpowiadają. Trochę to dla mnie niespodziewane, bo nikogo o to nie prosiłam. Z drugiej strony mogę bez stresu poćwiczyć z małą to, co akurat dzisiaj idzie nam najgorzej, bez stresu że nie przebiegłyśmy całego toru.

Dzięki takim ćwiczeniom Arka bardzo ładnie znowu zaczęła się skupiać, przebiega już całą sekwencję. Nadal jesteśmy drużyną specjalnej troski, ale przynajmniej starającą się przeć do przodu :)

Zdjęcie dzięki uprzejmości klubowiczki.

Dzisiaj akurat byłam jeszcze umówiona do drugiego szkoleniowca - stwierdziłam, że sama nie za bardzo sobie radzę z Małym Złem i przyda mi się świeże spojrzenie na sytuację. Zadziwiające, że w klubie informacje rozchodzą się szybciej niż zdążę je wyartykułować i tak już podczas moich ćwiczeń dostałam sms-a od innej trenerki na ten temat... Niemniej miło było sobie odpocząć miedzy dwoma treningami, popatrzeć na początkujących zawodników, pogłaskać napraszające się futrzaki (niektóre mnie staranowały - taki jeden Ozik - inne zasłaniały mi świat - taka jedna charcica). Co prawda potem byłam cała w merlakowo-brązowo-czarnym futrze, ale było warto. Chyba zostanę ciocią od głaskania klubowych psów.

Dzięki uprzejmości trenerki zostałam dowieziona pod sam teren drugiego ośrodka. Na spotkaniu dużo dowiedziałam się o pracy z psami zarówno miękkimi psychicznie jak i bardzo dominacyjnymi. Co ciekawe rozmowa zeszła też przez chwilę na Cesara Milana - ale bardziej chodziło o jego cel niż środki jakie stosuje.
W efekcie wyszło na to, że Arka ma dobre reakcje, nie ma paniki, choć niektóre sytuacje są dla niej straszniejsze od innych. Sama też stara się nawiązać ze mną kontakt gdy jest niepewna, co jest dobrym znakiem. Pies jest dobry, tylko pańcia nie za bardzo i przydałoby się ją wymienić na jakiś lepszy model. Mamy popracować nad naszą współpracą, zacząć pracować od innej strony - nie nad lękami, tylko nad zaufaniem psa do mnie. Bo gdy będzie mi niezaprzeczalnie ufać, nie będzie bać się innych rzeczy.

Długa droga przed nami, głównie przede mną. Znów nie pozostawiono mi nadziei, że moje marzenia się spełnią. Jednak, gdy widzę, że jest lepiej, niż sądziłam, chcę dalej próbować. Na przykładzie psa Szkoleniowca widziałam to, do czego mamy dążyć. Wyszło na to, że pan Szkoleniowiec zna mojego byłego Trenera z zawodów, bardzo szanuje jego metody (i przez chwilę nawet miałam wrażenie, że uważa go za guru). Z jakimi ja osobistościami trenuję :) .

Swoją drogą dowiedziałam się, że mam świetnego psa do Obi - w ciągu 5 minut Arka zaczęła iść na kontakcie, miała też bardzo dobre skupienie. Dostałam burę, czemu jeszcze nie trenuję na poważnie... Ale już niedługo dołączę może do tego ośrodka - zastanawia mnie tylko ich typ pracy. No i zawsze mogę wrócić do naszego poprzedniego trenera. Jeszcze zobaczymy.

Z innej beczki - rozmawiałam ostatnio od serca z naszą wetką. Ponieważ teraz, tuż przed wyjazdem nie mogę wysterylizować Arki, obawiam się, że trafi nam się cieczka właśnie na wyjeździe. Padł pomysł zastrzyku hormonalnego - mówiąc szczerze, zastanawiam się nad nim. Miałybyśmy wtedy około 4 miesięcy spokoju. I tak chcę pozbyć się macicy Małego Zła, a jedna taka dawka mam nadzieję, że nie przyniesie wielu złych zmian.

A sama rozchorowałam się totalnie - od dwóch tygodni trzyma mnie przeziębienie (jak nie dłużej!), a teraz ten długi i męczący trening na wietrze i deszczu... Na dodatek nóżka boli dawniej skręcona. Tylko psiarze są w stanie tak poświęcić się dla psów :)

niedziela, 12 czerwca 2011

Zadziwiające...

...Jak bardzo nadal chce mi się trenować. Przez pewien czas miałam doła i już na serio zastanawiałam się nad naszą przyszłością, jednak po weekendowym egzaminie, który zapewne nie poszedł mi za dobrze, już czas na lepsze nastawienie. Pies sam wyrywa się na trening, piszczy przy wyjściu, że aż boję się, że sąsiedzi TOZ naślą, dodatkowo zaczęła się starać. Dzisiaj poznała koło, poszło jej świetnie, zrozumienie całej zasady tej przeszkody zajęło jej z pół minuty. Bardzo się też cieszę, że pięknie z powrotem się skupia, dzisiaj przebiegłyśmy już cały tor. Widok jej biegnącej ze mną, sam fakt, że mam takiego psa, z którym mogę coś robić jest niesamowity. Tak bardzo chciałabym coś z nią osiągnąć. I tu nie obędzie się bez spostrzeżenia, że to pańcia jest blondynką, nie piesek. Niestety nie ogarnęłam jeszcze własnym ciałem różnych zmian, przez co maluch nie wie gdzie biec. Musimy koniecznie nad tym popracować.

...Że nie odkryłam wcześniej prawdopodobnego uczulenia Arki. Zastanawiam się, czy nie ma alergii na laktozę. Po raz drugi po treningu zwymiotowała mi na wejściu, dokładniej był to trening, na którym dostała dużo sera jako nagródki. Tak ją sobie jeszcze poobserwuję, mam nadzieję, że było to tylko efektem ciążenia złej substancji w żołądku.

...Jak ludzie nie rozumieją niektórych rzeczy. Na przykład tego, czemu chodzę z Arką w kagańcu (ona w nim jest nie ja :) ), gdy jesteśmy w publicznych miejscach. Jak wiem, że będę iść przez zatłoczoną pętlę, obok wielu ludzi z dziećmi lub w miejscu, gdzie ludzie chcą pogłaskać miłego pieska, zwyczajnie zakładam kaganiec. Nam on w niczym nie przeszkadza, innych ludzi informuje, że pies nie powinien być głaskany (no bo kto podejdzie do psa w kagańcu?), ja mam spokój i inni nie obrywają ode mnie i Arki. Więc nie wiem, czemu nasz widok tak niektórych zdziwił.

...Że nie tylko Ark ma takie problemy ze sobą. Do naszego klubu dołączyła Borderka, która również ma problemy z relacjami z innymi psami, jednak mniejsze od Arki. Oczywiście nie obyło się dzisiaj bez małych spięć miedzy sukami. Zauważyłam, że Bordery są na tyle impulsywne a niektóre tak bardzo mają przewrócone w głowach, że prawdopodobieństwo wystąpienia u nich jakiejś przypadłości psychicznej jest o wiele większe niż u innych ras. Potwierdzone obserwacjami na grupie psów.

...Jak mi pies zmalał. Wyszczotkowałam dokładnie podszerstek i byłam zmuszona wykąpać szczura. Niesamowite ile smrodu potrafi przynieść z lasu... Niestety pies nie zbyt zadowolony z kąpieli, znowu mnie nienawidzi, jednak jej miękkie futerko jest niesamowite. Co prawda jest go połowę mniej, ponieważ wszystko wylądowało w wylocie wanny ale przynajmniej ładnie pachnie. Szampon dla szczeniąt + sprej do suchej skór robi swoje. Nawet na treningu zauważono, jak zmalała. Zastanawiam się, czy wypadanie sierści nie zapowiada cieczki - w końcu jakoś niedługo powinna być. Mam nadzieję, że będzie przed lub po naszym wyjeździe.

...Jak wiele nauczyłam się przez ten weekend. Egzamin pokazał mi, jak mało umiałam. Jak bardzo nie należy tuż przed nim się poddawać. Że najważniejsza jest długa, regularna praca nad sobą i swoimi umiejętnościami, by osiągnąć cel. Dlatego postanowiłam nie poddawać się i dalej walczyć z Arką. Co z tego, jeżeli kupię sobie innego psa, mam tego zostawić tak sobie? A jeżeli trafi mi się kolejny problemowy psiak, mam jego też odstawić? To jest przecież moja towarzyszka na najbliższe 10 lat, chcę dla niej jak najlepiej. Swoim poddaniem pokazałabym tylko, że zmiana charakteru jest niemożliwa. A wiem, że jest, sama tego doświadczyłam, gdy w przeciągu 3 lat byłam w stanie całkowicie zmienić swój charakter, na dodatek uwierzyć w swoją nową osobowość. Według mnie, wszystko jest w zasięgu ludzkiej ręki, trzeba tylko to wypracować. Bardzo ważne jest też pozytywne myślenie, bez niego ani rusz. Gdy człowiek  jest pewny swojego celu, bez znaczenia są wszelkie przeszkody, po prostu uda mu się ten cel osiągnąć.

...Jak bardzo Bordery stały się popularne. Jest to przerażające. Z obecną ilością hodowli i miotów rocznie, niedługo będzie tak dużo borderów jak labradorów. A po co? Rozumiem, jest to rasa potrzebna pasterzom, świetna do sportów. Ale ta ilość psów zaczyna być zastanawiająca. Mam nadzieję, że nie potoczy się to źle, będzie jak najwięcej przemyślanych, na prawdę dobrych i dużo wnoszących do rasy kryć i szczeniaki będą znajdować tylko odpowiednie domy.

Uf się rozpisałam...

środa, 8 czerwca 2011

Postowanie czas zacząć!

Nie powiem, by w ciągu ostatniego tygodnia dużo działo się u nas. Pogoda daje się we znaki i choć czasami chęci mamy dużo, to sił nam brak. Tak też przestawiłyśmy się na zabawy, spacery i małe treningi podczas godzin bardzo wczesnych jak i bardzo późnych (ah jak to dobrze, że w czerwcu jest jasno aż do 21.00!). Podczas reszty dnia pies wygląda nieciekawie, wręcz emanuje marazmem przenoszącym się również na mnie.

Smakołyki już nie smakują jak dawniej, lepiej jest po prostu poleżeć i powspominać piękne, chłodniejsze dni, kiedy można było długo pobiegać sobie bez przegrzania...

Jak to border, pies myśli, każdy sposób na odrobinę więcej chłodu jest dobry. Ta pogoda nie jest ani dla białego człowieka, ani dla czarnego psa.

Z innych ciekawych rzeczy - przyszła nareszcie nowiutka materiałowa klatka. Wreszcie nie będę musiała męczyć się z metalową na treningach :)

Choć ostatnimi czasy bardzo się podłamałam, co przełożyło się nawet na mój stosunek do zbliżającego się egzaminu (już w tą sobotę...), widzę jak wiele osób wciąż wspiera zarówno mnie jak i Arkę w naszym dążeniu do celu. Bardzo dziękuję za wszystkie słowa otuchy i wsparcia, na prawdę dzięki nim dalej chce mi się walczyć, myśleć nad taktyką kolejnych treningów. Mam nadzieję, że dzięki wam uda nam się dużo osiągnąć!

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Witamy!

Witam serdecznie na nowym blogu. Wciąż jeszcze strona będzie się zmieniać, ale liczę, że nowy serwer pomoże mi uniknąć nieprzyjemności związanych z dziwnymi ustawieniami poprzedniego serwisu.

Naszą historię będę kontynuować od momentu, w którym skończyłam na poprzednim blogu, nie ma sensu wszystkiego powtarzać. Gdyby ktoś chciał poznać naszą opowieść od początku, zapraszam do działu "historia".

Nowa notka już wkrótce! :)