"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 4 grudnia 2011

Zmęczenie materiału

Jedną z najgorszych rzeczy podczas jakiegokolwiek szkolenia jest przedobrzenie i za długie wymaganie koncentracji na psie. Przestaje on już po prostu ze zmęczenia myśleć lub zaczyna kombinować, zadania wychodzą źle i ogólnie widać, że dużo tego dnia już się z psem nie zrobi. Jest to tym bardziej niebezpieczne, jeżeli ma się Małego Psycholka z napędem na 4 łapy z przyśpieszeniem szybszym niż myśl.
Raz, podczas wakacji zdarzyło mi się tak wymęczyć psa na 2 treningach pod rząd + ciepaniu deklem, że mozg w pewnym momencie zrobił reset (pisałam o tym w którejś notce). To dało mi prztyczka w nosy, by bardziej dobierać długość sekwencji, trudność wymagań i ilość powtórzeń do stopnia zmęczenia materiału.W tym przypadku psa.
Podczas spotkania obediencowego pies zachowywał się dobrze względem innych przedstawicieli gatunku, był ogarnięty i posłuszny. Ale wystarczyło trochę ćwiczeń, trochę piłeczkowania, trochę zabawy z Ri, by baterie w mózgu zaczynały się wyczerpywać. Tak też reakcja na trzy nowo-przybyłe do grupy psy już była bardziej niezadowalająca.

Podczas treningów w tym tygodniu zauważyłam, że pies musi jeszcze nauczyć się pokonywać długie sekwencje przeszkód, po pare razy z powodu (głównie moich...) pomyłek. Nie jest to łatwe, a pracować i skupiać się trzeba, bo pańcia każe... Jednak gdy podczas drugiego dnia biegania, w trakcie jednego z ostatnich ćwiczeń Arka postanawia odmówić przeskoczenia paru hopek bez powodu, widać, że już spóźniłam się z przerwaniem ćwiczeń. Tak długo już jesteśmy ze sobą, a nie zawsze widzę tą magiczną linię, za którą nie można psa popychać.

Na szczęście, piecho robi się coraz bardziej zajebisty, ja tylko muszę go w tym procesie dogonić. Moim największym błędem, do którego oficjalnie się przyznaję jest za późne pokazywanie następnej przeszkody, znajdowanie się w złym miejscu lub brak kontaktu z psem. Ale pracuję nad sobą. Udało nam się nawet ćwiczenie, podczas którego na chama trzeba było ominąć dwa razy wejście do tunelu (co zakrawało o dręczenie zwierząt...). Wszystko to pokazuje, jak ważny jest kontakt z psem, jak często trzeba jej pokazywać co dalej, chwalić w locie, wołać w newralgicznych momentach. Chyba jednak z najważniejszych dla nas rzeczy podczas treningów agility.

Jeżeli chodzi o obi... Pies również wykazuje się pewną dozą zajebistości. Mamy zadane pełno pracy domowej, od kupienia plastikowego koziołka (którego oczywiście nie posiada żaden znany mi zoologik - znowu internet jest ostatnią deską ratunku), nauczenia targetu łapą (bo przy targetowaniu nosem pies wygląda jak zbity, zwłaszcza Border), innego sposobu równania (ruszamy tyłeczkiem, a co!) i wstawania z siadu. Przynajmniej nie jest nudno :)
Trenowanie obedience daje mi niesamowitego, pozytywnego kopa energii. A jak podczas spotkania Arka mogła przy okazji pobawić się z Sigmą, to tylko lepiej dla jej psychiki. Co najciekawsze, po 5 minutach były jak siostry, po prostu bratnie dusze, ganiające się, wąchające pysk w pysk i sikające w jedno miejsce. Nawet stojąc na dwóch innych przystankach podczas drogi powrotnej próbowały wyczuć swój zapach :)
Porównanie ich  jednak dało mi do zrozumienia jak na prawdę Arka jest mała. Żyjąc z nią na co dzień nie widzi się tego tak bardzo, na treningach też psy nie stoją w szeregu. Jednak ponieważ Małe Zło jest tak małe, że aż mniejsze od Sigmy, zaczęłam się na serio zastanawiać, czy nie wyląduje w klasie M. Pozostaje znaleźć dobrego sędziego do oficjalnego pomiaru.

A co do tramwajów - jeżdżenie nimi w godzinach południowych jest męczarnią. Gdy wracałam z psem w stanie "daj mi już spokój do końca dnia" musiała się oczywiście przyczepić staruszka uwielbiająca i znająca się na wszelkich słodziutkich pieseczkach, a także wycieczka z podstawówki piszcząca przez 10min jak to ładny piesek wsiadł do tramwaju. Ratujcie mnie, bo nie wytrzymam. Jeszcze tylko wysokie ceny benzyny powstrzymują mnie od tak częstego jeżdżenia samochodem. Chyba, że jednak przemogę się i będę na wszystkie treningi wozić się luksusowo...

8 komentarzy:

  1. Oh, wiem co to znaczy, jeśli dzieci na widok psa piszczą, śliczny psiak.Kiedyś musiałam jechać pociągiem do najbliższego weta, bo jakiś pies ją ugryzł a bliższy wet był od 17:00 do 20:00.I jak wracaliśmy to kilka dzieci przechodziło i się pytała, a co się stało temu pieseczkowi??
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Osz kurcze, gratulacje takich sukcesow w kontaktach Arki z innymi psami, zazdraszczamy :)
    Tutaj, gdzie teraz mieszkamy, jest bardzo malo psow (mieszkam tu miesiac i osobe wyprowadzajaca psa na spacer spotkalam jedna, reszta - puszczona wolno zupelnie, bez zadnego nadzoru albo na lancuchu, uroki wsi) i sie troche boje, co to bedzie jak pojedziemy na zawody albo chociazby pojawimy sie we Wroclawiu gdzie tych psow na pewno bedzie wiecej.
    Nad czym pracowalyscie najwiecej, aby poprawic kontakty Arki z innymi psami? Jak to wygladalo na poczatku a jak wyglada obecnie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Akai - jeszcze dużych sukcesów nie ma, nadal problem jest duży. Co raz bardziej się zastanawiam, czy uda mi się go zmniejszyć.

    Jak wyglądało na początku? Arka w wieku 3 miesięcy rzucała się na inne psy. Agresja o podłożu lękowym, z którą nie potrafiłam sobie poradzić za pomocą socjalizacji, bo nigdy nie spotkałam psa z taką psychiką. Tak trafiłam do psiego przedszkola w szkółce Kamiga. Były gorsze i lepsze spotkania, na jednym z ostatnich Arka bawiła się z niektórymi szczeniakami. Potem niestety natrafiłam na behawiorystkę, przez metody której pies całkowicie stracił do mnie zaufanie, bał się całej rodziny i był jedną wielką kupką nieszczęścia. Szybko z tego wybrnęliśmy, trafiliśmy na Panią Boczulę, dzięki której pies jest w stanie skupić się na mnie w bardzo dużej grupie psów, toleruje je do pewnej odległości, przy odpowiednim zapoznaniu jest w stanie zaakceptować je jako towarzysza spaceru, z niektórymi się bawi. Można powiedzieć, że jest rasistką, bo zdecydowanie woli Bordery - ten sam styl zabawy, ten sam język sygnałów, dobre tempo do gonitw. Z Agnieszką również staramy się pokazywać psu, że wszystko jest ok. Największy problem jest na smyczy, co jest jako-tako do zrozumienia. Ale też z tym walczymy. Na treningach jest w stanie ładnie się skupić nawet przy jazgoczących pobratymcach, choć też zdarza jej się nagle zawiesić morderczy wzrok na którymś psie, co jak sądzę może mieć powiązanie z dużym pobudzeniem.

    Jednak radzę Ci pojeździć pare razy do bardziej zatłoczonych miejsc, to na prawdę inne środowisko dla psa, musi nauczyć się tam obcować. Jeżeli Celty nie ma jakichś problemów z psami, powinna sobie poradzić z większą ich ilością - ale tu też przyda się pewnie pare spotkań w większej grupie, by ją poobserwować.

    Gdy tak sobie gadałam z Agnieszką, na prawdę wychowanie każdego innego psa będzie dla mnie czymś łatwym, oczywistym i dziecinnie prostym, gdy nie trzeba co sekundę sprawdzać gdzie patrzy się pies i jaką pozę przyjmuje i czy na horyzoncie nie ma czegoś złego :( Taki psycholek bardzo uczy, ale daje też wiele przykrości i stresu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak samo jest z moją Laną też nie wiem kiedy przestać ją męczyć , ale co poradzić takie życie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zaś nie mam wyczucia jeśli chodzi o zakończenie zabawy. Zazwyczaj mówię sobie "to już ostatni rzut" albo "jeszcze chwilę i kończę" a i tak Phoebe mnie zazwyczaj uprzedzi i sama stwierdzi, że jej się już nie chce.
    Co do koziołka, to my chyba od razu postawimy na drewniany :) Co prawda zauważyłam, że większość osób zaczyna od plastiku, ale jakoś obawiam się, że mój pies takiego koziołka do pyska nie weźmie (lub będzie ją trudno przekonać) a z drewnem powinno pójść łatwiej. No i i tak nie planujemy kariery w klasie 1, więc nawet jeżeli aport nie wyjdzie, to świat się nie zawali ;)
    Ja na szczęście tramwajem nie jeżdżę, ba, spaniel nigdy też nie jechał ani tramwajem, ani autobusem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Voute - każdy preferuje inny koziołek :) Dzisiaj odebrałam nasz magiczny plastikowy, zobaczymy, jak będzie się na nim ćwiczyło.
    Ciesz się, że nie musicie przemieszczać się komunikacją miejską, często jest to porażką... -.-

    OdpowiedzUsuń
  7. Z dziećmi i psem są naprawdę trzy światy.Wszyscy lecą na "słitaśny" wygląd psa, ani nie dociera do nich,że obcy pies może ugryźć.
    A tak po za tym, my nie mamy problemów z dziećmi i tramwajami bo jeszcze nie jechałam z Azz tramwajem ;D
    Mi na sam widok zapakowanego tramwaju robi się niedobrze a co dopiero miałabym jechać w nim z psem...Współczucie .

    Czekam na zdjęcia z ćwiczeń i koziołka :P

    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bywają i lepsze dni, gdy jeżdżenie tramwajem nie jest tragedią. Na przykład wtedy, gdy jest się samej w wagonie i można do woli głośno chwalić psa za spokojne leżenie podczas jazdy :)
    Niestety ludzie nie rozumieją, że pies może zaatakować, jeżeli poczuje się zagrożony. A potem wina leży na właścicielu -.-

    OdpowiedzUsuń