"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

czwartek, 4 sierpnia 2011

Owce! Owce! Owce!

Czas chyba już coś napisać? Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił a to wszystko sprawka wyjazdów. Pierwszy do Czech, o czym za chwilę, drugi już tylko z siostrą na Thassos. Polecam tę wyspę wszystkim o skołatanych nerwach, potrzebującym spokoju i ciszy - mi po wszystkich stresach i trudnych wyborach było to bardzo potrzebne.

Wracając jednak do głównego tematu, dwa tygodnie temu zdarzyło nam się uczestniczyć w I zlocie szczeniąt po Siaku. Rzecz planowana już od stycznia, wyczekiwana przeze mnie każdego dnia. Szykowaliśmy się jak na wojnę, w dniu wyjazdu zrobił się taki bałagan w domu, że z godzinę zajęło nam sprawdzenie, czy wszystko jest już w samochodzie. Już mieliśmy zamykać drzwi, gdy nagle uświadomiliśmy sobie, że zapomnieliśmy o psie! Tak to jest, gdy uczy się psa, że chaos podczas wychodzenia oznacza samotne oczekiwanie na państwo, kiedy to trzeba położyć się cichutko na legowisku i pójść spać. Arka niesamowicie zdziwiła się, gdy jednak zawołaliśmy ją do siebie.
Bałam się, że źle zniesie podróż, że po dwóch godzinach zacznie rozrabiać bardziej niż dwulatek. Nic podobnego, przez pierwsze półgodziny oczekiwała, że zaraz dojedziemy na działkę, gdy tak się jednak nie stało, poszła spać. I przespała 10 godzin jazdy z przerwami na psie sprawy i rozruszanie łapek. Cud nie pies, nigdy nie sądziłam, że będzie taka bezproblemowa!
Hotel na szczęście przyjmował psy w każdej ilości, dlatego od razu rozstawiliśmy klatkę, zostawiliśmy klamoty i poszliśmy jeść do restauracji, gdzie psy również były mile widziane. Arka choć w kagańcu poszła od razu spać pod stołem, nic sobie nie robiąc z kelnerek łażących tam i z powrotem.
Już pierwszego dnia poszliśmy na owce i choć lało jak z cebra postanowiliśmy wytrwać i dzielnie popatrzeć na instynkt Arki.

Jeszcze nigdy tak nie zmokłam. Choć mam kurtkę, która powinna wytrzymać 6 godzin nieustającej ulewy, nie posiadam takich spodni, przez co po zakończeniu spotkania byłam cała przemoczona... Dużo dobrego usłyszałam na temat zachowania psa przy owcach, z czego się cieszę. Jest nad czym pracować, ale wykazała się silnym charakterem - pokazała co myśli, gdy jedna z owiec chciała ją zdominować tupiąc na nią.

Długo też rozmawialiśmy z Petrem (właścicielem Siaka, pasterzem i naszym przyszywanym hodowcą) na temat naszej pracy z Arką i jej charakteru. Po godzinie przebywania z nią stwierdził, że nie wie o co mi chodzi, bo mam świetnego psa, z idealnymi popędami i instynktem. Jedyny problem to ja, która widzi problem tam, gdzie nie ma problemu. Na dodatek moje nastroje prowokowały Arkę do określonych zachowań, jest ona niesłychanie wyczulona na moje emocje. U żadnego wcześniejszego psa się z tym nie spotkałam, dlatego tak długo zajęło mi zauważenie tego. Wstyd nad wstydami.

Następnego dnia, gdy już trochę obeschłyśmy, a na planie pojawiło się słońce, przystąpiliśmy do głównych zadań - pasienia, zabawy, konkursów i robienia zdjęć.
Jeszcze nigdy, na żadnej wystawie lub zawodach nie widziałam takiej ilości Borderów. Arka została wygłaskana przez wszystkich uczestników spotkania, bawiła się też idealnie z innymi psiakami. Po raz pierwszy słyszałam tak dużo dobrego o własnym psie, zarówno od strony charakteru jak i wyglądu. Po prostu rosłam z dumy. Przywiozłam pełno zdjęć, także z naszych spacerów po miejscowości - miejsce idealne na wczasy, zwłaszcza z psami, gdyż wszędzie są one mile widziane. Wybraliśmy się nawet do parku (czy lasu? nie wiem jak nazwać to miejsce), z kolejną linową i szlakami. Było tam pięknie!
Tak też witaliśmy się:
Anifee, Albee, Jojo

Bawiliśmy (nieprzerwanie kto miał zabawkę/patyczek/źdźbło trawy, ten był dowódcą)
Od lewej Arka, Jojo, Albee, Ares
Jednak głównym naszym celem było pasienie, dlatego też drugiego dnia od rana zaczęliśmy ciężką pracę. Siak przygotował nam owce.
Siak przy pracy
A mieliśmy bardzo ładny dobytek. Nigdy nie sądziłam, że owce są tak duże! Nie wiem jak niektóre Sheltie mogą paść...
To paśliśmy
Gdy przyszła znowu nasza kolej, Petr nie krył swoich uczuć względem naszej techniki...
Rany, dziewczyno...

Weź ogarnij tego psa...

Błagam was...
Jednak aby czekający nie nudzili się, a także w przerwach na odpoczynek dla owiec robiliśmy zupełnie inne rzeczy. Między innymi odbył się konkurs agility (niestety nie zajęłyśmy żadnego z 3 miejsc, ale rodzeństwo miotowe dzielnie nas reprezentowało).
photo by Daniela Riedlová

photo by Daniela Riedlová

łorany koło!

łorany koło!
Aby uwiecznić nasze spotkanie ustawiliśmy się na wspólnych zdjęciach.
Tutaj miotowe:
photo by Daniela Riedlová
Od lewej: Aya, Anifee, Albee, Ares, Arka.
A tu psowe:
photo by Daniela Riedlová
Teraz polecam zabawę w stylu "Kto znajdzie Arkę?" :D

Od pani Danieli Riedlová'ej mamy pełno pięknych portretów. Bardzo się cieszę, że udało nam się załapać na taką sesję. 
photo by Daniela Riedlová

photo by Daniela Riedlová

photo by Daniela Riedlová
Nad pozycją wystawową trzeba będzie jeszcze popracować... Ciesze się jednak, że ładnie wyszło jej tylne kątowanie, z przodu tylko głowę mogła mieć trochę wyżej. Ale tak to jest jak nas poprosili o double-handling...

Innymi atrakcjami była konkurencja na przebiegniecie przez "Tor kiełbaskowy" - z jednej strony ktoś trzymał psa, z drugiej pan/pańcia bez smakołyków lub zabawek miała wołać psa. Wszystko mierzone na czas, pies nie mógł zjeść za dużo kiełbasy, choć cały tor był nią wręcz naszpikowany. Zadanie wydaje się głupie, ale nigdy nie sądziłam ,że tak się uśmieję, gdy widziałam reakcje niektórych psów na zapach kiełbas. Dzięki naszemu idealnemu przywołaniu i miłości Arki do mnie (ta ta, mogę sobie gadać) udało nam się zająć 3 miejsce! Przed nami był tylko brachol i siostra miotowe, więc widać tą najlepszą krew :)
Nasz przebieg (polecam wersję HD)

Otrzymałyśmy piękny dyplom i smakołyki na świeży oddech psa (nie żeby miała najczystsze zęby, ale żeby aż tak to podkreślać?...) https://lh4.googleusercontent.com/-5iPkrEXiqpk/TjmI23ZvkBI/AAAAAAAAAj4/Gs9iDJJhnk4/s512/dyplom.jpg .
Po skończonych przebiegach wszystkie psy mogły zjeść pozostałości.
Uczta
Najbardziej jednak jestem zadowolona, że udało nam się poznać tatusia Arki, zobaczyć jego pracę przy owcach. Jest świetnym psem, dominującym, ale przekochanym dla ludzi. Jestem dumna posiadając psa właśnie po takim psie. Tyle złego słyszałam o ISDS'ach, że takie brzydkie i dają brzydkie potomstwo, choć niby pasące. Ten pies podczas naszej zabawy i wielu spacerów po prostu mnie zachwycił.
Siak

Keanu i Siak
Podczas wspólnych zabaw to on głównie łapał piłkę. Niesamowite, że gdy zostałam zawabiaczką grupy Borderów, otoczyła mnie ich nagle całkiem duża ilość. Taka cicha, skupiona na każdym moim ruchu i geście gromada, automatycznie biegnąca razem za piłka. Co ciekawe czeskie psy reagowały na polskie "daj" :)
Tutaj pocieszny filmik z mojego raju.

wspólne bieganie

Po takiej zabawie chyba nie mogę kochać tej rasy bardziej, może to zabrzmi głupio i niedojrzale, ale na prawdę ubóstwiam te psy. Cieszę się, że mam przedstawiciela tej rasy.

Choćby z powodu wyglądu. Jest to może mało istotna dla niektórych sprawa, ale dla mnie jednak ważna. Można wtedy uzyskać takie zdjęcia:
Ach, jakaż ja piękna!

Jednak u Bordera równie ważny jest peryskop, by bezpiecznie buszować w wysokich trawach.
Nie ma mnie

Nie marnowaliśmy jednak czasu tylko na bieganie wśród traw. Miejscowość była idealna na piesze wędrówki zarówno z całą rodziną jak i z psami (wszędzie były one mile widziane, co na prawdę było dla mnie szokiem...), dlatego wybraliśmy się na wędrówkę do jednego z parko-lasów. Tutaj Arka spisała się perfekcyjnie, żadna ilość ludzi, psów i dzieci nie wytrąciła jej z dobrego humoru. Tym razem to pani z Westikiem musiała odciągać ujadającego psa od stoickiej Arki.
Jestem piękna?

Mówisz, że jestem piękna?

No pewnie, że jestem piękna!

Idealny dowód na znęcanie się nad zwierzętami. Niestety konieczny...

Obok przyhotelowego strumienia


Mam nadzieję, że taka ilość zdjęć rewanżuje długi okres bez notki. Zachwycona, udaję się do mojej przyszłości polskiego agility, by pomarzyć o wspólnej przyszłości.
Na deser - ciekawostka. Po co owcom telewizja satelitarna?

19 komentarzy:

  1. Ale świetne zzdjęcia! Jednak nie przebiją obecności tam! Super:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie spędziłyście czas. Arka jest śliczna. Zdjęcia cudowne, a szczególnie to na którym jest pełno borderów. Zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękujemy!
    Dla mnie ten wyjazd był spełnieniem marzeń, przebywanie wśród tylu borderów jest czymś niesamowitym. A spędzając czas z Petrem i Monicą, prawie poczułam się jakbyśmy jednak mieli jakiegoś hodowcę. Jestem im tak wdzięczna za wszystko, że trudno to opisać. Świetni ludzie posiadający świetne psy.

    OdpowiedzUsuń
  4. WoW :) że też Arcia wytrzymała 10 godzin w aucie, moja Diancia, dawno by ' zgłupiała', gdy jedziemy do weterynarza, jest od nas jakieś 40 min. Dianka już się denerwuje i skomli :) Jednak gdy widzi że wołam ją do samochodu biega jak oszalała :):)
    Piękne zdjęcia (piękny miot i tatuś, pozazdrościć ) Pozdrawiam Was!! U nas nowy pościk :) Zapraszam!!
    www.labcia.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzie cwiczycie agility ? Wjakim klubie ? Prosze o odp to wazne :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Olcia - też byłam zdziwiona, ale w hotelu również nie sprawiała najmniejszych problemów, pobyty w pokoju z własnej woli spędzała w klatce :)

    Drogi Anonimie - link do naszego klubu jest podany z boku strony, wystarczy spojrzeć :)
    Jeżeli chcesz do nas dołączyć, zapraszam, każdego przyjmiemy z otwartymi rękami. Skontaktuj się z naszą Szefową :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam!
    Yeah, jestem dobra :P

    Cieszę się, że w końcu nie narzekasz na Arkę, a na siebie. Trochę samokrytyki się przyda :)
    Kiedyś musimy się umówić na bołdeło-westusiowy spacer.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Brawo za wytrwałość :)
    Na spacer zawsze, zapraszam do Warszawy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne okolice. To na pewno wielka przygoda paś owcę z psem do tego stworzonym :)

    P.S Zmieniam e-mail i konto. Będę dostępna pod nickiem Weronika.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny zlot:)
    "Borderowo";D
    Na pewno przeżyliście wspaniałe chwile:)
    Taki pies to skarb!:D
    Arka jest przepiękna:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. White - Dziękujemy. Tak, zlot był cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mmm... Owce! Ale raj. :) Borderów ci dostatek, fantastycznie.
    Musiałyście się z Arką świetnie bawić. Swoją drogą, psinie naprawdę "do twarzy" w koniczynie. ;)
    Ciekawy wpis, fajnie się czytało i oczywiście oglądało. Podobno wykonanie dobrych zdjęć czarno-białemu psu wcale takie łatwe nie jest, a kwiatowy portret Arki jest po prostu super. :D I ten ogon wystający znad traw. ^^
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Co jak co, ale o tych owcach to dla mnie za mało :) Jak wam szło pasienie?
    Ten drugi filmik, jak stado borderów leci za piłką - świetny. Szkoda tylko, że mój pies za piłką polatać nie raczy. Tereny spacerowe widzę też świetne, choć sama nie mam na co narzekać, to taki strumień by nam się przydał...
    No jak to, nie wiesz po co owcom telewizja? Im też się przecież należy rozrywka, "owca też człowiek" :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Marteczka - doświadczenie pokazuje, że można zrobić dobre zdjęcie czarno-białemu stworowi - wystarczy trafić na dobre światło i dobrać balans bieli :)

    Voute - Dużo o pasieniu nie mogę powiedzieć, bo nie mam doświadczenia w tej dziedzinie. Zdałam się na Petra i robiłam, co mówił. Jednak Arka ma instynkt, nie poddała się twardym owcom, sprowadziła je do pionu. Pasienie męczy ją psychicznie, jest bardzo wyczerpujące, jak 3h treningu obi lub agi. Jest z czym pracować, gdybym chciała to kontynuować.
    Nie wiem czy przez taką sytuację z owcami czy coś innego, ale Arka stała się bardzo dominująca względem innych psów. Dzisiaj zdominowała 2 samce :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Super post, jak zawsze;) Raj borderów - super:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pewnie, że można. Dlatego dobrze jest lubić kombinować i bawić się opcjami. :P Jeżdżąc cały czas na automacie, człowiek się nie nauczy. Każdy potrafi zdać się na przycisk z napisem "auto", a potem mieć się za wielkiego geniusza. :P

    Patrząc na stosunek Ruterka do przedstawicieli swojej płci, nic mnie nie zdziwi. -.^ Może u Arki hormony dają o sobie znać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Marteczka - Nie wiem jeszcze sama. Jak na razie jest to dla mnie zagadka. Choć ma przesuniętą cieczkę z lipca, może teraz rzeczywiście jej hormony buzują?

    OdpowiedzUsuń
  18. Tylko pozazdrościć . Widać ,że mieliście wspaniałą przygodę . Piękne zdjęcia i ciekawe filmiki .
    Super !

    OdpowiedzUsuń
  19. Super relacja, a z tymi emocjami to niestety znam to... Jimmy też reaguje na każdą moją zmianę nastroju...

    OdpowiedzUsuń