"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

"Przed nami będzie cały świat, gdzie ty, tam pójdę ja."

niedziela, 19 czerwca 2011

5h treningu...

Jak w tytule. Miałam dzisiaj na prawdę męczący dzień, nie wspominając o dniu poprzednim. Ale było warto - dużo dowiedziałam się o naszych relacjach z Arką.

Najpierw treningi agility - tutaj duże zdziwienie, że trenerki dają mi wolną rękę co do moich technik, same mówią, że się "nie wpieprzają" do moich ćwiczeń, tylko gdy coś mi nie wychodzi np. przy zmianach, wtedy podpowiadają. Trochę to dla mnie niespodziewane, bo nikogo o to nie prosiłam. Z drugiej strony mogę bez stresu poćwiczyć z małą to, co akurat dzisiaj idzie nam najgorzej, bez stresu że nie przebiegłyśmy całego toru.

Dzięki takim ćwiczeniom Arka bardzo ładnie znowu zaczęła się skupiać, przebiega już całą sekwencję. Nadal jesteśmy drużyną specjalnej troski, ale przynajmniej starającą się przeć do przodu :)

Zdjęcie dzięki uprzejmości klubowiczki.

Dzisiaj akurat byłam jeszcze umówiona do drugiego szkoleniowca - stwierdziłam, że sama nie za bardzo sobie radzę z Małym Złem i przyda mi się świeże spojrzenie na sytuację. Zadziwiające, że w klubie informacje rozchodzą się szybciej niż zdążę je wyartykułować i tak już podczas moich ćwiczeń dostałam sms-a od innej trenerki na ten temat... Niemniej miło było sobie odpocząć miedzy dwoma treningami, popatrzeć na początkujących zawodników, pogłaskać napraszające się futrzaki (niektóre mnie staranowały - taki jeden Ozik - inne zasłaniały mi świat - taka jedna charcica). Co prawda potem byłam cała w merlakowo-brązowo-czarnym futrze, ale było warto. Chyba zostanę ciocią od głaskania klubowych psów.

Dzięki uprzejmości trenerki zostałam dowieziona pod sam teren drugiego ośrodka. Na spotkaniu dużo dowiedziałam się o pracy z psami zarówno miękkimi psychicznie jak i bardzo dominacyjnymi. Co ciekawe rozmowa zeszła też przez chwilę na Cesara Milana - ale bardziej chodziło o jego cel niż środki jakie stosuje.
W efekcie wyszło na to, że Arka ma dobre reakcje, nie ma paniki, choć niektóre sytuacje są dla niej straszniejsze od innych. Sama też stara się nawiązać ze mną kontakt gdy jest niepewna, co jest dobrym znakiem. Pies jest dobry, tylko pańcia nie za bardzo i przydałoby się ją wymienić na jakiś lepszy model. Mamy popracować nad naszą współpracą, zacząć pracować od innej strony - nie nad lękami, tylko nad zaufaniem psa do mnie. Bo gdy będzie mi niezaprzeczalnie ufać, nie będzie bać się innych rzeczy.

Długa droga przed nami, głównie przede mną. Znów nie pozostawiono mi nadziei, że moje marzenia się spełnią. Jednak, gdy widzę, że jest lepiej, niż sądziłam, chcę dalej próbować. Na przykładzie psa Szkoleniowca widziałam to, do czego mamy dążyć. Wyszło na to, że pan Szkoleniowiec zna mojego byłego Trenera z zawodów, bardzo szanuje jego metody (i przez chwilę nawet miałam wrażenie, że uważa go za guru). Z jakimi ja osobistościami trenuję :) .

Swoją drogą dowiedziałam się, że mam świetnego psa do Obi - w ciągu 5 minut Arka zaczęła iść na kontakcie, miała też bardzo dobre skupienie. Dostałam burę, czemu jeszcze nie trenuję na poważnie... Ale już niedługo dołączę może do tego ośrodka - zastanawia mnie tylko ich typ pracy. No i zawsze mogę wrócić do naszego poprzedniego trenera. Jeszcze zobaczymy.

Z innej beczki - rozmawiałam ostatnio od serca z naszą wetką. Ponieważ teraz, tuż przed wyjazdem nie mogę wysterylizować Arki, obawiam się, że trafi nam się cieczka właśnie na wyjeździe. Padł pomysł zastrzyku hormonalnego - mówiąc szczerze, zastanawiam się nad nim. Miałybyśmy wtedy około 4 miesięcy spokoju. I tak chcę pozbyć się macicy Małego Zła, a jedna taka dawka mam nadzieję, że nie przyniesie wielu złych zmian.

A sama rozchorowałam się totalnie - od dwóch tygodni trzyma mnie przeziębienie (jak nie dłużej!), a teraz ten długi i męczący trening na wietrze i deszczu... Na dodatek nóżka boli dawniej skręcona. Tylko psiarze są w stanie tak poświęcić się dla psów :)

15 komentarzy:

  1. Dobre relacje bez wątpienia należą do tych rzeczy, które potrzebne są każdemu psu i jego właścicielowi. Ćwiczcie więc to zaufanie, a będzie dobrze. :) Wówczas bolączki po treningach przestaną być tak uciążliwe, zrekompensuje je myśl, że idzie Wam coraz lepiej. Wyobraź sobie, jak mnie się obrywa po treningach z amstafficą. :P
    Co się tyczy cioci do głaskania, nie taka zła fucha! Sama chętnie bym się na taką załapała. ;)
    Powrotu do zdrowia i mnóstwa optymizmu do dalszej pracy! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki wielkie!
    Fucha trzeba przyznać, do pozazdroszczenia. Zwłaszcza, że psy same się łaszą, niektóre nawet znienacka wskakują na kolana :) Wystarczy tylko usiąść i poczekać aż jakiś przyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz Justynko jak czekałam na kolejną notkę, z Waszego życia! :) Bardzo gratuluję, że mimo tego iż źle się czujesz, jesteś zmęczona to dla psa jesteś poświęcić swój cenny czas.
    Życzę Ci w szczególności powrotu do zdrówka i baaaaardzo dużo sukcesów i jak mówi koleżanka powyżej, optymizmu... Chyba on tu może zdziałać cuda.
    Buziaki od Alicji i Hesi.

    OdpowiedzUsuń
  4. My też ćwiczymy Agility ale nie tak profesjonalnie . Z tym zastrzykiem to moim zdaniem dobry pomysł , bo i tak bedzie miała sterylkę , a lepszy zastrzyk niż pilnowanie suczki w czasie wyjazdu .

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Alicja :) Optymizmu czasami brakuje, ale do czegoś trzeba dążyć w życiu :) Zwłaszcza, że widzę, że nie jest z Arką tak źle jak sądziłam. Ze mną już gorzej, bo nie jestem w stanie wstać z łóżka. I jakie postępy pokażę na następnym spotkaniu?

    Pinczax - akurat agi jest moim marzeniem, na tym się skupiam i chciałabym kiedyś coś osiągnąć w tej dziedzinie. Zwłaszcza, że trenerki widzą w Arce duży potencjał. Może wolniej się rozwijamy od innych, ale na pewno warto, bo strasznie mnie to rajcuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. super blog :) zapraszam do mnie ::)

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę wytrwałości w pracy! Trzymam kciuki za postępy i efektywną wspólną pracę oraz naukę siebie!

    Nie poddawaj się! I gratuluję dojrzałego podejścia i niechęci odstawienia Arki 'bo pojawił się problem'. To niestety ostatnio bardzo częste zjawisko wśród właścicieli psów. Szczególnie tych najmłodszych. Taka zamiana na lepszy model :(

    Niestety ostatnio coraz częściej też spotykam się z informacjami o agresywnych BC...

    Pozdrawiam serdecznie,
    Agniesza

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję ci bardzo Agnieszko!

    Niestety również często widzę ludzi, którym znudziły się pieski lub są już niewygodne. Ja bym tak nie mogła, dla mnie to nie fair, bo przecież pies nie jest niczemu winien. Dla mnie Arka jest najwspanialszym psem na świecie, choć mam z nią niemałe problemy i nie mogę spełnić swoim marzeń związanych z psami.

    O agresywnych Borderach też słyszałam - jednak uważam, że właściciele po prostu nie wiedzą, co psy chcą im przekazać. Spotkanie z nowym szkoleniowcem pokazało mi, że nawet od Arki wymagałam za dużo i niektóre jej zachowania były jak najbardziej prawidłowe.
    Z drugiej strony co innego agresja a co innego obrona z lęku i bezsilności.

    Mówiąc szczerze mnie do tych najmłodszych nie można zaliczyć, ale jeden z trenerów kiedyś zdziwił się, gdy wspomniałam, że na trening przyjechałam samochodem -.-

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie trenujemy na poważnie, bo nie ma gdzie, brak klubu...
    Ja, szczerze mówiąc, śledzę twojego bloga (cichaczem) od początku (także tego poprzedniego), przeczytałam wszystkie posty i znam historię Arki :) Jestem pod wrażeniem twojej determinacji, tego, że się nie poddajesz i walczysz, aby Arka z każdym dniem była lepsza. Właśnie dzięki takim ludziom jest motywacja, by próbować coś w psie naprawić.
    A tak poza tym, to chętnie zobaczyłabym Arkę w akcji, na torze lub w obedience, np. na jakimś filmiku ;)

    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi miło :)
    Determinacji czasami brak, czasami pojawia się znowu. Niestety każdy niemiły incydent to krok w tył...
    Z filmików, to nie mamy własnego - wyłącznie nieliczne zdjęcia. Tylko na jednym klubowym filmiku widać nas przez pewien czas, ale też nie ma na co za bardzo patrzeć. Gdy dojdziemy do jakiegoś poziomu, może pomyślę nad uwiecznianiem naszych starań :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To czekam :)
    Co do kursu obedience - nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym się na niego zapisać. Ale są 2 dyskwalifikujące przeszkody - rodzice, którzy w życiu na niego by się nie zgodzili oraz brak takowego kursu w 3 najbliższych mi szkołach. Zapisałabym się nawet na PT, kurs podstawowy, nawet IPO :> Tylko rodzice w życiu się nie zgodzą. Konsultacja, która została ubłagana, jest finansowana przeze mnie, spotkanie ma się odbyć najlepiej raz (w co nie wierzę) i ogólnie jak nie przyniesie skutków to zostanę zastrzelona. Poza tym u nas problem jest tak zakorzeniony i trudny, że nie wiem, czy się nie będę musiała odwołać do... "pomocy szkoleniowych" :/
    A na spacerze to ona idzie po której stronie jej wygodniej, ważne, żeby szła względnie przy nodze, nie ciągnąc.
    A cóż to za ulubienica? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozumiem.
    Warto na pewno na razie poszkolić się chociaż w ten sposób i porozmawiać jeszcze z rodzicami. Pokaż, jak bardzo ci na tym zależy!

    "A cóż to za ulubienica? :) " Do czego to? Nie wiem, jak odpowiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiedzą o tym doskonale, i nie widzą sensu w "traceniu pieniędzy na głupie szkolenia, które i tak się do niczego nie przydadzą".
    Napisałaś u mnie na blogu, że uwieczniłam na wystawie twoją ulubienicę...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ehh, no to nie przekonasz...
    A już pamiętam - uwieczniłaś Zuzu z hodowli True Story :) Niebiesko-białą borderkę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ona się chyba wszystkim podoba ;) Mnie też się kosmicznie spodobała, dotąd najbardziej lubiłam merlaki, ale ona jest naprawdę śliczna.

    OdpowiedzUsuń